Dwa ogródki – w orientalnym i formalnym stylu (odc. 526)
dodano: 13.12.2014
W dzisiejszym odcinku zaprezentujemy dwa niewielkie ogrody i odmienne pomysły na ich zagospodarowanie. Oba te założenia łączy to, że powstały w przestrzeni, gdzie każdy skrawek wolnego terenu jest niezwykle cenny.
Dwa ogródki – w orientalnym i formalnym stylu (odc. 526)
Szczegółowe dni i godziny emisji programu 'Maja w ogrodzie' na wszystkich antenach TVN znajdą Państwo w zakładce "O NAS" - wystarczy kliknąć na TEN LINK.
 
ODCINEK 526:
Na początek odwiedziliśmy jedno z osiedli na warszawskich Błoniach Wilanowskich. Właściciele mieszkań położonych przy wewnętrznym patio mają tu do dyspozycji niewielkie, zaledwie 65 metrowe ogródki. Pośród różnego typu aranżacji już z daleka przyciąga wzrok ascetycznie urządzona przestrzeń, której właścicielką jest pani Małgorzata Woś. Ma ona bardzo wyczerpującą psychicznie pracę, bowiem jest mediatorem. To wiąże się z angażowaniem się w rozmaite, trudne konflikty. Dlatego ogródek jest dla niej bardzo ważny – to oaza spokoju i miejsce na wyciszenie, uspokojenie. Od początku chciała mieć tu coś stałego, niezmiennego, bez burzy kolorów. Dla tego od razu zwróciła uwagę na japońskie ogrody kontemplacyjne i zaprosiła do współpracy panią Aleksandrę Czerwińską (www.hadika.pl).

Projektantka starała się maksymalnie uprościć całe założenie. Zaproponowała dużą powierzchnię drobnego grysu, trzy wyniesienia z grupami kamieni i ścianę wysokich traw na zakończeniu ogrodu.
 
Całość położona jest na dachu podziemnego garażu, więc jest tu tylko 15 cm podłoża – dla zwykłego ogrodu byłoby to zbyt mało, drzewa nie dałyby sobie rady. Niewielkie wyniesienia wysepek ułatwiły niskim roślinom i bylinom swobodny wzrost. Kłopotliwa okazała się też logistyka przy zakładaniu ogrodu – np. przewiezienie i przeniesienie głazów – bo na osiedle nie ma swobodnego wjazdu.
 
Znajdujące się pośrodku żwirowej nawierzchni wyniesienia nazywane są wyspami. Do ich budowy ogrodnicy do wykorzystali materiały, które już zastali na ogrodzie. W poprzedniej aranżacji całość była wysypana grubym płukanym żwirem. Wykorzystano go do wykonania podbudowy, która jest jednocześnie drenażem. Na nią ułożono włókninę i specjalny substrat, który pochodził z rozbiórki warstw ogrodu na dachu. Tego typu mieszanina ziemi ogrodniczej, różnego rodzaju grysów i piasku jest bardzo przepuszczalna i nie ma tendencji do osiadania. Dlatego doskonale nadaje się do ukształtowania wniesień. Na nich posadzono liczne kępki karmnika ościstego – miał on zastąpić typowy dla ogrodów japońskich mech, który jest trudny do kupienia i późniejszej pielęgnacji. Nasadzenia uzupełniły też kępki traw – kostrzewy popielatej. Z kolei z tyłu ogrodu powstał szumiący zielony parawan z rozplenicy japońskiej. Szczególnie pięknie wyglądające jesienią, kiedy ich wąskie liście i kwiatostany malowniczo się przewieszają.
 
Pomiędzy poszczególnymi ogródkami ustawiono wysokie donice z cisami, które tworzą ramę ogrodu. Za kilka lat będzie tu równa ściana żywopłotu. Aby optycznie powiększyć ogród, projektantka wykorzystała ciekawe rozwiązanie – boki donic z cisami pokryte są lustrzanymi płytami aluminiowymi. Przymocowano je na silikon.
 
Na wzniesieniach pojawiają się również kosodrzewiny i miniaturowe szczepione jodły. Natomiast na środkowej rabacie jedynym kolorowym akcentem jest czerwonolistny klon palmowy. Cały ogród jest podlewany ręcznie z węża ogrodniczego, a w czasie upałów właścicielka dodatkowo zrasza karmnik ościsty ręcznym spryskiwaczem.

W dobrze wykonanym ogrodzie japońskim nic nie pozostawia się przypadkowi. O przybliżenie filozofii tego typu założeń poprosiliśmy pana Marka Gajdę – prezesa Polskiego Stowarzyszenia Miłośników Sztuki Bonsai "Tanuki" z Warszawy (www.ogrodybonsai.pl). Na początku pan Marek powiedział nam, że nie powinniśmy chodzić po żwirowych nawierzchniach. Jest to bowiem ogród kontemplacyjny, który symbolizuje brzeg morza, są wysepki, a taras jest lądem. Różny sposób grabienia żwiru może zmienić postrzeganie ogrodu – np. jako staw, do którego ktoś wrzucił kamień (gdy od kamieni narysujemy kręgi), może być to rzeka z widocznym nurtem. Proste linie mogą być np. niebem z chmurkami.
 
W japońskich ogrodach bardzo często używa się drewnianych grabi o dosyć szerokich zębach, które dają trójkątny zarys rowków. Uzyskane w ten sposób fale w żwirze mają dwa odcienie, gdyż ich grzbiety szybciej przesychają niż zagłębienia. Potęguje to efekt umownego lustra wody. Tego typu narzędzie trudno kupić w naszych centrach ogrodniczych, dlatego pani Małgorzata używa zwykłych, plastikowych grabi. Dobrze sprawdza się szeroka listwa na ich grzbiecie, którą wyrównuje się całą powierzchnię. Gdy pada deszcz, też jest pięknie, bo zagrabione kamienie nabierają ciemnego koloru. Aby pięknego obrazu nie zakłóciły chwasty, pod warstwą grysu ułożona jest agrowłóknina.
 
Biel to ulubiony kolor pani Małgorzaty. Takie mają wykończenia wszystkie dodatki, poduszki na meblach i obrus na stole. Nawet egzotyczne drewno z którego zrobiony jest taras, pomalowano na biało. Kiedy pojawiają się rośliny sezonowe, a do takich należą tu hortensje, oczywiście o białych kwiatostanach. Jesienią trafiają one do zaprzyjaźnionego ogrodu na przezimowanie. W dużej metalowej donicy rośnie też brzoza o zwisłym pokroju. Jest ona częścią bardziej polskiego ogródka, położonego z drugiej strony budynku. Jednak i tu króluje kolor biały. Ten skrawek sąsiaduje z zielenią osiedlową, a ciekawostką jest tu pionowa przegroda, która daje poczucie intymności. W czasie upałów to zaciszne, północne miejsce jest chętnie odwiedzane.
 
Wiele donic gospodyni ustawiła na specjalnych podstawkach z kółkami. Donice wypełnione są częściowo ziemią i częściowo – keramzytem. Jednak i tak są bardzo ciężkie, stąd – pomysł na podesty.
 
Właścicielka podkreśla jeszcze, że jej ogród jest bardzo dopasowany do jej potrzeb i najważniejsze jest to, że może ją uspokajać.
 
Jedną z pasji gospodyni jest wyszukiwanie egzotycznych przepisów. Poczęstowała nas zupą z mandarynek z gałką lodów śmietankowych. Potrawa ta może być jednocześnie słodkim deserem jak i treściwym pierwszym daniem. W dalekowschodniej scenerii smakowała wyśmienicie. Przepis podajemy tutaj: ZUPA Z MANDARYNEK.
 
 
***
 
W drugiej części programu odwiedzamy ogród, który w 10-letniej historii naszego programu pokazywaliśmy już kilkakrotnie. Teraz ogród ten znalazł się w książce, prezentującej 100 najpiękniejszych ogrodów świata.  Właścicielami są Danuta i Witold Młoźniak, projektanci i wykonawcy ogrodów. Ich własny ogród był prawdziwym wyzwaniem, bo działka ma zaledwie 500 m kwadratowych, ale sporą jej część zajmuje dom i podjazd. Co więcej, ma ona kształt trójkąta i po postawieniu domu, od strony południowej i zachodniej pozostały na zieleń tylko wąziutkie paski. Dlatego pomysł na całość był kluczowy, musiały powstać małe wnętrza, które nie będą robić wrażenia ciasnych.
 
Dzięki naszym odwiedzinom przez lata, mogliśmy obserwować początki ogrodu, a także większe i mniejsze wprowadzane tu zmiany, których nie brakowało. Podglądaliśmy zakładanie oczka wodnego, instalację luster, sadzenie i cięcie topiarów…  Z czasem ogród dojrzał i wydawałoby się, że jest już skończony, pięknie utrzymany, wychuchany… A jednak właściciele nieustająco coś tu zmieniają i udoskonalają. Właścicielka podkreśla, że to że względu na niewielka powierzchnię – miejsca jest tak mało, że bez rewolucji nie da zrealizować nowych pomysłów ani pomieścić nowych roślin.
 
Ostatnia rewolucja była dość spora – nie ograniczyła się do wymiany dekoracji czy posadzenia nowych odmian. Tym razem zmienił się układ całej północnej części ogrodu, przesunięto linię nasadzeń, pojawił się nowy placyk wypoczynkowy z lustrem. Kiedyś ta część była bardziej swobodna, w przeciwieństwie do drugiej, bardzo geometrycznej części ogrodu. Dlatego projektantka postanowiła, że je ujednolici, by całość była bardziej spójna.
 
Jest też inna zmiana – kiedyś w tym ogrodzie dominowała biel w połączeniu z odcieniami niebieskiego i fioletu. Teraz projektantka ma nową kolorystyczną pasję. To zestawienia roślin białych i czarnych.  Co prawda w naturze nie ma kwiatów o prawdziwie czarnej barwie, ale hodowcy stale dążą do uzyskania kwiatów w tym kolorze. Powstają odmiany o bardzo głębokim, mocnym zabarwieniu w odcieniach fioletu, brązu, purpury… Jednym z przykładów jest scabiosa, czyli po polsku driakiew – krótkowieczna bylina, wysoka, doskonale nadająca się do wazonów. Danusia sadziła też tulipany, peonie, gerbery, goździki, orliki, liliowce, kosmosy – wszystko, co udało jej się wyszukać.
 
W tym ogrodzie czarno-białe zestawienia doskonale uzupełniają ciężkie kwiatostany rosnącej tu już wcześniej hortensji, ciemne liście śliwy ozdobnej, a także długie rzędy przypominającej wyglądem trawę rośliny - konwalnika. To zimozielona roślina, a choć w naszych ogrodach może trochę podmarzać, to ładnie odbija na wiosnę. Jej wybarwienie jest niezwykle intensywne. Niestety w cieniu liście mogą zielenieć, więc lepiej posadzić ją w półcieniu lub przesianym słońcu.
 
Do koncepcji kolorystycznej pasuje też oczko wodne, w którym woda wygląda na czarną, a pływają po nim oczywiście białe grzybienie. Są też petunie o niemal czarnej barwie. Dodatkowo, w wielu miejscach projektantka dostawiła biało kwitnące cyklameny w ozdobnych doniczkach, a także wplotła rozjaśniające rabaty wysokie zawilce.
  
Sporo pracy wymagają też – na szczęście tylko dwa razy w sezonie – strzyżone topiary. Jest ich w ogrodzie ponad 250 sztuk, a więc cięcia jest mnóstwo. Bukszpany warto przycinać nawet trzykrotnie w ciągu roku, ale minimum dla takich zielonych rzeźb to cięcie w czerwcu i sierpniu. Warto pamiętać, by strzyc roślin nie później, niż na początku września, by pędy zdążyły zdrewnieć przed zimą.
  
Danusia zajmuje się ogrodnictwem już kilkadziesiąt lat. Policzyła, że w tym roku przypada 40 rocznica początku jej przygody z roślinami! Postanowiła uczcić tę niezwykłą okazję w gronie przyjaciół, zwłaszcza, że był też drugi, fantastyczny powód do świętowania – wspomniana już, wydana niedawno w Anglii i w Stanach Zjednoczonych książka o 100 najpiękniejszych ogrodach świata. Ogród państwa Młoźniaków trafił tu, bo właściciele chętnie dzielą się zdjęciami z ogrodu – autorka książki dostrzegła go i postanowiła uwzględnić w swoim zestawieniu. Ogród doceniła za to, że spełnia 5 kryteriów: konsekwentny dobór gatunków, ograniczona paleta kolorów, znakomite dodatki, układ całości i iluzja, tworzona poprzez lusta.
 
Kilka luster w tym ogrodzie już widzieliśmy. Nowością jest lustro przy placyku wypoczynkowym, które bardzo powiększa przydomową przestrzeń. Jest też inne, dające ciekawy efekt. Znajduje się ono w wąskim narożniku ogrodu. Podchodząc tu, w ogóle nie ma się wrażenia, że jest tu lustro – całość wygląda raczej na niską bramkę, przejście gdzieś dalej. Nad lustrem zbudowany jest kilkupoziomowy zielony dach, którego roślinną osnowę i nawiązanie do reszty ogrodu stanowią kuliste bukszpany.
 
Bukszpanom towarzyszą poduchy pachysandry, czyli runianki, a także hortensje. Ten kawałeczek ogrodu to jedyne miejsce, gdzie projektantka zdecydowała się wprowadzić inny kolor i zaszaleć z różnorodnością gatunków, niejako w przeciwieństwie do stonowanej reszty ogrodu. Sporo jest różowo kwitnących bylin. Są jeżówki, werbena patagońska, całe łany żurawek. Pojawiły się też wyższe elementy, takie jak nadające lekkości trawy, między innymi molinie. Projektantka wypróbowuje też tu nowe gatunki i odmiany, np. kłosowiec pomarańczowy odmiany ‘Nectar Grape’. 
 
Charakterystyczny dla ogrodu Danusi jest nie tylko jego formalny rys i strzyżone rośliny, ale też cała kolekcja pięknych dekoracji i ich konsekwentne wykorzystanie. Projektantka radzi, by wybierając je, trzymać się albo kolorystyki, albo stylu. Do nowoczesnego ogrodu pasują proste formy, czasem warto podkreślić jakoś zakątek np. intensywnie czerwoną donicą – ale trzeba zachować jej prostą formę.
 
W ogrodzie Danusi dominują dodatki z polerowanej stali. Błyszczące kule są niemal jej znakiem rozpoznawczym, rozjaśniającym nawet najciemniejsze zakątki tego cienistego ogrodu. Przełamują masywne bryły, jakie tworzą masy liści różaneczników czy cisów. Projektantka gromadzi też różne serie dekoracji, na przykład nowy zestaw donic na ogrodowy stół. Jednak dba o to, by nie wszystko było wystawione w ogrodzie jednocześnie – robiłoby to wrażenie chaosu. Całości dopełniają większe elementy – np. błyszczące meble, o kształcie wzorowanym na oryginalnych fotelach z połowy XX wieku.
 
Na koniec zapytaliśmy jeszcze państwa Młoźniaków o ich wspólną pracę – bowiem Witek również współtworzy ogród. Jest jego cichym bohaterem, bo zajmuje się bardziej stroną techniczną, rozmaitymi rozwiązaniami, a pomysły należą do Danusi. Pracują zgodnie od ponad 30 lat i są dla siebie dużym wsparciem. Ich własny ogród jest teraz spełnionym marzeniem, ich przyjacielem, którego zawsze mogą odwiedzić, miejscem, gdzie można doskonale się zrelaksować.