Premiera: HGTV Home&Garden, niedziela o 9:25
Powtórka: patrz "o nas"

Kodeń - ogrody klasztorne. Kolekcja kaktusów (odc. 531)

dodano: 17.01.2015

Ogromny labirynt, zapach ziół, piękna altana, a wokół - założenie parkowe. To Sanktuarium Matki Bożej Kodeńskiej - niezwykłe miejsce, gdzie można odpocząć i fizycznie, i duchowo. A potem - ogromna kolekcja kaktusów i garść porad dotyczących ich uprawy.

Szczegółowe dni i godziny emisji programu 'Maja w ogrodzie' na wszystkich antenach TVN znajdą Państwo w zakładce "O NAS" - wystarczy kliknąć na TEN LINK.
 
Przypominamy, że video z odcinkiem udostępniane jest dzień po premierze programu.
 
ODCINEK 531:
 
Latem zawędrowaliśmy z naszym programem nad Bug, pod granicę Polski z Białorusią. Dotarliśmy do Sanktuarium Matki Bożej Kodeńskiej, po którym oprowadzali nas ojcowie Józef Czarnecki i Mirosław Skrzydło z Klasztoru Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Zainteresowało nas tu wyjątkowe założenie parkowe, realizowane przez wybitnych fachowców, specjalizujących się w historycznych ogrodach. Zielny Ogród Matki Bożej, okazał się perełką, pełną chrześcijańskiej symboliki. Ten hektarowy labirynt, w kształcie rozwijających się płatków róży, ma przypominać różaniec i podkreślać, że jesteśmy w sanktuarium maryjnym. W 2011 roku miasto Kodeń obchodziło swoje 500-lecie i między innymi z tego powodu postanowiono obok starego drzewostanu założyć piękne ogrody.
 
Kiedyś sanktuarium otoczone było polami i łąkami. Ojcowie chcieli jednak, by można tu było pospacerować, oddać się zadumie. Projekt tego niezwykłego ogrodu wykonała architekt krajobrazu Halina Gołda-Krajewska z Wrocławia. Do labiryntu wchodzi się drogą, stanowiącą oś założenia, oglądając posadzone łukami zioła i napotykając ustawione po bokach tablice z dziesięciorgiem przykazań. Dalej czeka Fontanna Oczyszczenia, nakryta metalową pergolą w kształcie półkuli, obsadzona wijącym się chmielem i aktinidią. Spływająca z góry woda symbolicznie przypomina, że prawdziwe oczyszczenie człowieka pochodzi z góry - od Boga. Woda porusza się tu w obiegu zamkniętym i wypływa przez otwory rozmieszczone w zwieńczeniu kopuły. Szum wody i zapach ziół sprawiają, że odpoczywamy tu fizycznie i duchowo.
 
W czterech narożach ogrodu pani Halina zaprojektowała owalne place Prawd Wiary, z niewielkimi zbiornikami wodnymi, obsadzone formowanym żywopłotem z czerwonolistnego berberysu. Dopełnieniem całości są dwa trójkątne pola utworzone z wysoko strzyżonych grabów. To Labirynty Siedmiu Grzechów Głównych i Siedmiu Cnót. Szerokie rabaty Zielnego Ogrodu wypełnione są wieloletnimi roślinami: powtarzającymi się pasami bylicy oraz łanami lawendy, niskiej macierzanki, kwitnącej na czerwono, aromatycznej pysznogłówki, ale również jednoroczną bazylią w kilku odmianach. Z rytmu tego regularnego wzoru wyłamują się pojedyncze wysokie dziewanny.
 
Pani Krystyna Krótkiewicz wyjaśniła, że dziewanna występuje tu naturalnie, a jej płatki przydają się później do przygotowywania ziołowej herbatki dobrej na gardło. Na poletkach zioła się zmieniają, są też różne ciekawostki, np. koper włoski. Niezwykłe jest tu zastosowanie bylicy boże drzewko jako rośliny tworzącej delikatne żywopłoty. Ten dorastający do 1,5 metra wysokości półkrzew, doskonale znosi strzyżenie i dobrze radzi sobie na suchych i słonecznych stanowiskach. To jedna z roślin sadzona na Podlasiu w wiejskich ogródkach, jest oczywiście ziołem. Roślinom o właściwościach leczniczych dodawano określenie „boży”, „święty”, by podkreślić ich znaczenie. Jak wiemy z historii, ogrody przyklasztorne wprowadzały w dawnych czasach nowości, a zakonnicy byli prekursorami ogrodnictwa, zielarzami. A jak pielęgnowany jest bylicowy żywopłot? Na wiosnę przycina się go bardzo nisko. Wolontariusze dbają też, by mieć zapas sadzonek i w razie czego uzupełnić ubytki. 
 
Nasz spacer zaczęliśmy od Zielnego Ogrodu, ale w kodeńskim sanktuarium do zwiedzenia jest o wiele więcej. Cały zespół parkowy to obszar zajmujący niemal 13 hektarów. W najstarszej części znajdują się ruiny zamku, są też tereny rekreacyjne. Ta najstarsza część zwana Kalwarią została założona przez Sapiehów, w miejscu posiadającym naturalne cechy obronne. To wyniesiony półwysep w rozwidleniu Bugu i rzeki Kałamanki. Wysoki drzewostan stanowi otulinę i tło dla zabytkowych murów zamku, kościoła i zbrojowni, tworząc zieloną wyspę na tle łąk nadbużańskich. Rosną tu najstarsze około 300-letnie lipy. W ich pobliżu odtworzono ogród włoski z kwaterowym podziałem, kolistym placem pośrodku i ozdobnie obudowaną studnią, wokół której rozstawiono ławki obudowane trejażami na wzór ławek w renesansowych ogrodach. Niezwykle ozdobny jest spacerowy tunel zwany bindażem, porośnięty dzikim winem.
 
Projekt przebudowy parku powstawał etapami, pod nadzorem projektantki i przy udziale braci zakonnych i parafialnych wolontariuszy. Jednym z nich jest miejscowa, dziś emerytowana, nauczycielka biologii, pani Kazimiera Samociuk. Wspomina ona pracę, którą wraz z innymi wolontariuszami włożyła w te ogrody. Pracowało się bardzo wcześnie rano – zresztą do dziś wiele pań spotyka się i pomaga w odchwaszczaniu alejek parkowych.
 
Teraz jest tu pięknie i sielsko, ale nie brakowało groźnych chwil. Dwa lata temu w Kodniu była powódź, którą spowodował wylewający Bug. W tej okolicy rzeka jest nieuregulowana. Dziś aż trudno dzisiaj uwierzyć, że także ogród ziołowy był całkowicie zniszczony. Jedynie kilka gatunków, np. bylica boże drzewko i berberysy przetrzymały okres stojącej wody, pozostałe rośliny nie przeżyły.
 
Pracami nad renowacją zniszczonych po powodzi ogrodów zajęła się inna ekipa, pod kierownictwem architekt krajobrazu Haliny Jaroszewskiej. Podwyższono wały wokół wszystkich ogrodów, a także założono kolejny piękny ogród u podnóża klasztoru, wzdłuż rzeczki Kałamanki. Pani Halina zaprojektowała go jako spacerowy ogród, otoczony żywopłotem z grabów, z krzewami pachnących bzów i różami – głównie w kolorze białym i różowym. Są tu róże pnące, okrywowe i rabatowe. Ogród jest bardzo młody i w trakcie budowy - brakuje jeszcze altany i ogrodu warzywnego na wyniesionych rabatach.
 
Po wieluu latach ziołowy ogród stał się źródłem surowca dla ziołowej manufaktury. Na początku był to tylko ziołowy susz (wdzięczny jest np. nagietek – sam się wysiewa i dobrze nadaje się do pielęgnacji niegojących się ran), teraz są to też zioła przetwarzane. Pani Zofia Sacharczuk, wolontariuszka, zdradza, że są tu nawet produkty wpisane na listę produktów regionalnych – np. Witaminy Eremity (czyli bez czarny), czy Nektar Św. Eugeniusza, pochodzący z mniszka.
 
Ogrody kodeńskie otwarte są dla wszystkich odwiedzających. Pielgrzymi przybywają do cudownego obrazu Matki Bożej Kodeńskiej, który został przywieziony tu 380 lat temu. Czasami bywa tu tłumnie, podczas uroczystości odpustowych. Tłumnie jest tu zwłaszcza 15 sierpnia, kiedy ma miejsce główny odpust diecezjalny Wniebowzięcia NMP w Kodniu.
 
 
***
 
W drugiej części odcinka zaglądamy do nietypowej szklarni. Jest tu ogromna kolekcja kaktusów, którą odwiedziliśmy w połowie maja 2014 roku. Oprowadzali nas po niej Janusz Gumny – jej właściciel, oraz Bernard Lubiatowski - członkowie Polskiego Towarzystwa Miłośników Kaktusów (www.kaktusy-poznan.pl), oddziału poznańskiego. Zanim weszliśmy do szklarni, oglądaliśmy rabatę, na której przez cały rok rośnie grupa gatunków mrozoodpornych. Warto bowiem wiedzieć, że są kaktusy, które dobrze radzą sobie w naszych ogrodach.
 
Wiosna była dosyć chłodna i deszczowa, dlatego wiele kaktusów szykowało się dopiero do rozkwitu, ale niektóre już zachwycały kwiatami. Jeden z kaktusów miał jeszcze owoce, jak się okazało - jadalne. To tylko ciekawostka, ponieważ trudno zaliczyć je do owoców smacznych - są lekko kwaśne, małe i pełne drobnych jak mak pestek, jednak podobno jedli je kiedyś Indianie.
 
Pan Janusz tworzył swoją kolekcję tak, by znalazł się w niej przekrój większości gatunków kaktusów. Pierwsze dwa kaktusy otrzymał w prezencie od żony około 40 lat temu. Kiedy budował dom, nie był jeszcze zapalonym kolekcjonerem. Inaczej od razu zaplanowałby szklarnię na dachu budynku. Ale kaktusami na serio zajął się dopiero kilka lat później, dlatego kaktusiarnię postawił w ogrodzie.
 
Najważniejszym zadaniem było stworzenie kaktusom warunków podobnych do naturalnych. Do tego potrzebna jest wiedza o posiadanych gatunkach, bowiem kaktusy występują w naturze w bardzo różnych miejscach. Spotyka się je w obu Amerykach: od Patagonii, przez Andy, Kordyliery po Kanadę.
 
Wśród ich bogactwa są też gatunki, które radzą sobie nawet w naszym klimacie. Pan Janusz zadbał jednak, by były chronione przed nadmiarem deszczu i mokrym śniegiem – mają specjalny okap. Na zimę są okrywane agrowłóknią, która otula jak śnieg i folią. Bez zadaszenia w ogrodzie poradzą sobie głównie opuncje, a także Echinocereus triglochidiatus. Jednak i je warto okryć daszkiem, inaczej zamarzająca i rozmarzająca woda uszkadza skórkę i rośliny wyglądają mniej estetycznie.
 
Potem weszliśmy do królestwa ciepłolubnych kaktusów, zachwycając się ich przeróżnej długości i urody cierniami. Wszystkie kaktusy kwitną, tylko odbywa się to w różnych terminach. Niektóre gatunki nawet pachną, szczególnie te kwitnące nocą. W swojej kolekcji pan Janusz zgromadził około 1500 sztuk z ponad 800 gatunków.
 
Kaktusy nie wymagają dużo wody, więc ich pielęgnacja wydaje się bardzo prosta. Więcej o jej tajnikach można dowiedzieć się z tego materiału: PIELĘGNACJA KAKTUSÓW.
 
Warto pamiętać, że kaktusy przechodzą okres spoczynku zimowego i letniego, więc po przekwitnięciu dajemy im odpocząć, nie podlewamy ich. Poprosiliśmy też pana Janusza o pokaz sadzenia kaktusów. Nie jest to łatwe z powodu cierni. Pęsetą wyjmuje się roślinę i nie dotykając jej sadzi do gruntu. Każdy egzemplarz musi być podpisany. Pan Janusz zrobił tabliczki ze starych żaluzji aluminiowych, które jak mało który materiał, długie lata wytrzymuje na słońcu. Kaktusy najlepiej rosną w ubogim podłożu z dodatkiem najwyżej 10% żyznej ziemi, dlatego u pana Janusza posadzone zostały na wyniesionej rabacie wypełnionej żwirem. Nawozi się je słabo, specjalnymi mieszankami z małą ilością azotu, za to dużym dodatkiem fosforu i potasu. Woda do podlewania jest zbierana, bo kaktusy nie lubią wody wodociągowej. Na szczęście podlewa się je bardzo rzadko. Kolejnym problemem jest zimowanie kaktusów. Początkowo szklarnia była ogrzewana i potrzebowała na sezon 4-5 ton węgla. Ze względu wysokie koszty opału, hobby to stało się zbyt drogie i pan Janusz wpadł na inny pomysł. Przystosował na ich potrzeby jedną z domowych piwnic i tam w ciemności, w temperaturze ok. 12 stopni zimują od listopada do końca marca.
 
Oprócz kaktusów mrozoodpornych i ciepłolubnych pan Janusz ma też kolekcję spędzającą sezon wiosenno-letni pod ścianą domu, na specjalnym stole. Tę postanowił nam zaprezentować pan Bernard. To kaktusy rosnące w Andach, czyli na dużych wysokościach. Ta wysokość oznacza specyficzne warunki – na przykład wyższy poziom promieniowania UV.
 
Kaktusy można uprawiać zarówno przez podział, jak i dzięki wysiewowi nasion. Specjaliści wolą wysiewać nasiona, bo wtedy rośliny mogą się różnić. Nasze owady chętnie zapylają kwiaty. Zobaczyliśmy nawet uwijające się wśród nich dziesiątki mrówek. Jednak fachowcy zapylają kaktusy sami, by pozyskać nasiona odpowiadające roślinom matecznym. Pan Janusz pokazał jak sam, miękkim papierem, przenosi pyłek z kwiatka na kwiatek, żeby nie nastąpiło przypadkowe i nie kontrolowane przez człowieka krzyżowanie się gatunków. Kaktusiarze sprowadzają też nasiona ze stanowisk naturalnych oraz z firm hodowlanych z całego świata.
 
Kaktusy są niezwykle ciekawą grupą. Najbardziej atrakcyjne są oczywiście kwitnące, ale warto przyjrzeć się też okazom bez kwiatów, ich ciekawej budowie, układowi cierni. Pasjonaci, uprawiający kaktusy mają w naszym kraju możliwość poznania i zaprzyjaźnienia się z innymi kolekcjonerami w Polskim Towarzystwie Miłośników Kaktusów (www.ptmk.pl), które niedługo będzie obchodzić swoje 50-lecie. Członkowie Towarzystwa odwiedzają się nawzajem, wymieniają też roślinami. Jednak pasja ta u nas nie jest jeszcze aż tak popularna, jak na przykład w Czechach.
 
Na zakończenie, smutna wiadomość. Kiedy w maju oglądaliśmy tę piękną kolekcję, nikt z nas nie przypuszczał, że za dwa miesiące dotrze do nas informacja o śmierci pana Janusza. Gdy tragiczny los dotyka miłośnika roślin, pojawia się pytanie co zrobić z jego cennym spadkiem? Na szczęście kolekcją zajęła się rodzina pana Janusza i będzie dbać, przy pomocy kolegów z Towarzystwa Miłośników Kaktusów, aby nie zmarnowała się jego 40-letnia praca.
 
Dodaj do Facebook Twitter Blip Digg
wyślij znajomemu
94%
6%
oceń artykuł
Komentarze na forum
komentarze autor
Re: Kodeń - ogrody klasztorne. Kolekcja kaktusów (odc. 531)
A co do gramatyk:i to nie bynajmniej, a przynajmniej należy użyć (Drogi Widzu).
2017.10.18
~ EwaG
Re: Kodeń - ogrody klasztorne. Kolekcja kaktusów (odc. 531)
Tak sobie myślę, że mało wiemy o zabytkowych ogrodach (bynajmniej w polskich programach o nich się rzadko mówi). Chociaż przepraszam ostatnio i Maja pokazała Wilanów i Kodeń. Za to angielskie programu ciągle takie ogrody pokazują. Dzięki za ten ostatni przykład ogrodowy);
2017.10.18
~ widz

Poprzedni odcinek

W stylowym ogrodzie i storczykowym raju (odc. 530)

W stylowym ogrodzie i storczykowym raju (odc. 530)

Najnowocześniejsza szklarnia, setki tysięcy roślin - to robi wrażenie! Ale nie tylko to, bo tuż obok znajduje się rozległy ogród z pięknymi wyspami roślin,...

więcej »
Ocena
94%
6%
Facebook Twitter Blip Digg
 

Porady

Oranżerie w nieborowskim ogrodzie (odc. 553)

Oranżerie w nieborowskim ogrodzie (odc. 553)

Historia niezwykłych kolekcji roślin egzotycznych oraz dwóch oranżerii w parku przypałacowym w Nieborowie .

więcej »
Ocena
91%
9%
Facebook Twitter Blip Digg
 

Maja poleca

Z archiwum programu - o irysach (fragment odc. 40)

Z archiwum programu - o irysach (fragment odc. 40)

Przypominamy archiwalne fragmenty odcinków naszego programu, w których gościem był dr Marcinkowski.

więcej »
Ocena
50%
50%
Facebook Twitter Blip Digg