Ogród preriowy na Kaszubach. Zielony taras z altaną (odc. 603)
dodano: 14.08.2016
Jesteśmy na obszarze Kaszubskiego Parku Krajobrazowego. Tu, na piaszczystym skłonie z nieustannie wiejącym wiatrem, powstał ogród nazwany preriowym. W drugiej części odcinka przenosimy się na miejski taras, a właściwie dach, gdzie powstał prawdziwy ogród na wysokości.
Ogród preriowy na Kaszubach. Zielony taras z altaną (odc. 603)
Tym razem, na zaproszenie Kasi i Andrew Bellinghamów, przyjechaliśmy do ogrodu w Chmielnie – dużej wsi turystyczno-letniskowej na obszarze Kaszubskiego Parku Krajobrazowego. Zaprojektowali tu i wykonali ogród nazwany preriowym, na piaszczystym skłonie, z nieustannie wiejącym wiatrem. Byliśmy tu w końcu sierpnia, kiedy wiele roślin już przekwitło, za to trawy dojrzały i nadawały kolorytu temu niezwykle urodziwemu miejscu. Podczas spaceru Kasia oceniała stan roślin – szczególnie interesowały ją te, które się tu niezbyt udały – na przykład bodziszek korzeniasty, który ucierpiał od nadmiaru słońca.
 
 
Jak zaplanowany jest ogród? Ogród preriowy stanowi tylko część tej nieregularnej w kształcie działki i ma powierzchnię ok. 800 m kw. Poniżej, na dolnym tarasie, znajduje się podobnej wielkości trawiaste boisko. Obok domu założono reprezentacyjny ogród różany o powierzchni około 250 m.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Jednak ogród preriowy interesował nas najbardziej. To coraz popularniejszy typ ogrodu, mający naśladować krajobraz środkowych stanów Ameryki Północnej, między innymi Illinois czy Ohio. Są tam otwarte tereny zwane prerią, porośnięte wysokimi trawami i kwitnącymi dzikimi gatunkami, takimi jak rudbekie, liatry, monardy czy jeżówki. Właśnie te gatunki uprawiane są obecnie jako rośliny ozdobne. Ogród preriowy świetnie nadaje się na suche, dość ubogie gleby. Nie przeszkadzają mu ani upalne lata, ani mroźne zimy, ani silne wiatry - takie bowiem warunki panują na prerii amerykańskiej.
 
Projektantka podpowiada, by tworząc taki preriowy ogród nie przesadzić z ilością stosowanych gatunków, bo może zrobić się z nich miszmasz. Im mniejszy ogród, tym trzeba wybrać mniej gatunków i pamiętać o ich powtarzaniu. Warto sadzić je sporymi plamami: choć to wydatek, to w przypadku bylin spokojnie można posadzić małe sadzonki, a nie duże kępy.
 
Właścicielami ogrodu są państwo Izabella i Piotr Chistowscy. Pierwszy swój ogród założyli 8 lat temu, ale zdecydowali się w końcu na zmianę, bo brakowało im koloru, było niewiele kwiatów, sporo trawy, która okazała się trudna do utrzymania w dobrym stanie, pojawiały się chwasty i mech.
 
Gatunkami, które wytrzymują takie preriowe warunki i kwitną od sierpnia do października są między innymi rozchodnik okazały odmiany Matrona i mikołajek płaskolistny o sinoniebieskich pędach i kwiatach zwabiających owady. Różowymi kwiatami wyróżniają się wysoki sadziec, jeżówki i zawilec japoński. Oprócz roślin kwiatowych, niezbędne w ogrodzie preriowym są wysokie kępy traw ozdobnych. Ich korzenie rozrastają się płytko w górnej części podłoża i zapobiegają kolonizacji rabaty przez chwasty. Najefektowniejszy w sierpniu okazał się trzcinnik ostrokwiatowy o kolumnowym pokroju, ożywający podczas najlżejszych podmuchów wiatru.
 
Andrew, mąż Kasi, jest zwolennikiem naturalnych ogrodów. Nikogo do nich nie namawia, bo wie, że każdy musi sam dojrzeć do takiej decyzji; zrozumieć, że są one najbardziej przyjazne środowisku. Gdy zobaczył ten ogród po raz pierwszy, był zaskoczony, że jest w nim aż tyle iglaków. Ale potem projektanci postarali się wpasować teren w otaczający to miejsce krajobraz, a rosnące wcześniej iglaki wykorzystali w innych miejscach ogrodu. Zmieniono też ukształtowanie terenu – wcześniej były tu tarasy, ale część została wyrównana do łagodnego spadku, żeby podążać za krajobrazem naturalnym. Wykorzystano też brzozy, aby złagodzić rogi działki, powstała ścieżka. Jeśli spaceruje się nią dokoła, przechodzi się jakby pomiędzy różnymi strefami ogrodu i z każdego zakątka są inne widoki. Świetnie to się sprawdza w praktyce.
 
Gleba jest tu mocno piaszczysta, można było ją polepszyć dodając sporych ilości materii organicznej. Wykorzystano tu kilka naczep przekompostowanego obornika, zmieszano go glebą przed sadzeniem. Ogród jest ściółkowany każdej wiosny lub jesieni. Ściółka bardzo pomaga zatrzymać wilgoć w glebie i hamuje wzrost chwastów. Andrew uważa, że kora jest dobra, ale przekompostowany obornik rozkłada się szybciej i jest zdrowszy dla gleby. Jest bogatszy w składniki pokarmowe.
 
Kasia lubi ten preriowy ogród i często go fotografuje. Kiedy przyjechała tu w listopadzie, zachwyciła się obrazami w niezwykłych barwach. Ogród ten jest też piękny jesienią i zimą, dlatego pędy bylin i traw ścinane są dopiero wiosną.
 
Kasia i Andrew są autorami jeszcze innego zakątka w ogrodzie państwa Chistowskich - regularnego w swym założeniu ogrodu bylinowo-różanego otoczonego obwódkami z bukszpanu. Swoim pomysłem dostosowali się do tego, że w ogrodzie już rósł żywopłot. Teraz ważnymi elementami w kwaterach są dzikie róże: czerwonawa (Rosa glaca) oraz róża gęstokolczasta (Rosa pimpinellifolia). Projektantka zadbała, by w ogrodzie stale coś kwitło, rośliny kolejno pokazują swą urodę, a przycięte w odpowiednim momencie nawet powtarzają kwitnienie.
 
Kasia i Andrew często zaglądają do ogrodu w Chmielnie, bo sami mieszkają niedaleko. Z przyjemnością obserwują coraz większe zainteresowanie jego właścicieli naturą.
 
*
 
W drugiej części programu zmieniamy klimat i z kaszubskiej prerii przenosimy się na miejski taras, założony na czwartym piętrze bloku w warszawskim Miasteczku Wilanów. Zielonych dachów i tarasów w naszych miastach przybywa, miejsce to może więc być ciekawą inspiracją dla osób, które chcą zamienić tradycyjny, wyłożony terakotą taras w prawdziwy ogród. Zaprosiła nas tu projektantka założenia, Aneta Jarocka.
 
Tuż za podestem z funkcją schowków rozciąga się wyniesiona rabata, a nad nią – lekka drewniana konstrukcja przypominająca pergolę. Drewno jest tu dominującym elementem budowlanym i kompozycyjnym. Wszystkie drewniane donice – a właściwie ich boki –  wykonano jednak poza tarasem, a potem je tu wniesiono i ułożono w całość. Postawiono je na drenażu, by odprowadzać nadmiar wody.  Te wyniesione rabaty zostały jeszcze wyściółkowane żwirem, ponieważ korę mógłby wywiewać wiatr.
Rabaty, otoczone impregnowanym ciśnieniowo drewnem, rozplanowano dookoła tego 100 m tarasu. Obok zmieścił się spory trawnik, a nawierzchnie do chodzenia stworzone są ze żwiru oraz desek kompozytowych – są one ryflowane, więc nie robią się śliskie, gdy zmokną.
 
Ogród podzielony jest na pół ogromną budowlą: kominem wentylacyjnym. Projektantce udało się go wykorzystać do podzielenia funkcji przestrzeni i oddzieliła część wypoczynkową z kanapami, od typowo ogrodowej.
 
A w jaki sposób powstawał ten ogród? Ekipa przekształciła zwykły taras wyłożony płytkami. Zachowano istniejące spadki nawierzchni i ułożono na niej izolację ze specjalnego tworzywa - EPDM-u, którym zazwyczaj wykłada się oczka wodne. Na to ułożono warstwę chłonno-ochronną oraz wysypano kruszywo, które służy jako warstwa poziomująca taras, niwelująca spadki. Na kruszywie znalazła się jeszcze włóknina filtrująca, aby resztki roślinne i podłoża nie zamuliły kruszywa. Na tym wszystkim stanęły wspomniane już drewniane donice, wysypano podłoże pod trawnik. W efekcie poziom tarasu podniósł się o jakieś 30 centymetrów. Mniejsza ilość ziemi byłaby niewystarczająca zarówno dla trawnika, jak i dla większych roślin.
 
Ze względu na cienką warstwę podłoża nie ma tu drzew, ale jest kilka krzewów oraz dużo bylin i roślin kwitnących, bo gospodarzom zależało na tym by całość była kolorowa. Aby zmieścić jak najwięcej zieleni, projektantka zastosowała sporo pnączy: zarówno nad balustradą tarasu, jak i na ścianach – dzięki temu przez okna mieszkania nie widać gołych murów. Dzięki trawnikowi właściciele mają tu mają namiastkę ogrodu.
 
Na tarasie jest spora różnorodność roślin, ale najlepiej sprawdzają się sosny kosówki, jałowce, a także wierzby. Wierzby, na przykład wierzba iwa, mają się tu dobrze dzięki zainstalowanemu systemowi nawadniającemu. Z większych krzewów projektantka posadziła perukowiec o puszystych owocostanach, tawlinę czy dereń. To mało wymagające krzewy, a odmiana derenia ‘Sibirica Variegata’ ma ciekawe, białooobrzeżone liście.
 
Zauważyliśmy też kilka egzemplarzy juki karolińskiej, która uwielbia mocno nasłonecznione miejsca. Między innymi z juki i żółtej tojeści kropkowanej, skomponowano jedyną, wąską rabatę centralną. Jest ona widoczna z okien salonu, ponieważ biegnie w poprzek ogrodu i prowadzi od wyjścia z mieszkania ku zadaszonej altanie. To właśnie pod altaną poznaliśmy gospodarzy – państwa Anetę i Krzysztofa Jakubowskich. Często korzystają oni z altany: zarówno w upały, by osłonić się od słońca, jak i podczas deszczu: jest szczelna. Tego rodzaju budowla, zwana pergotendą, może być wolnostojąca lub przylegająca do budynku, w dowolnie wybranym kolorze, na aluminiowych bądź drewnianych podporach. Są one zakotwione w nawierzchni tarasu na dużych stalowych stopach, które rozkładają równomiernie ciężar salon. Zarówno ściany, jak i dach altany daje się szybko zamknąć lub otworzyć.
 
A jak właściciele radzą sobie z codzienną pielęgnacją żywej, roślinnej części ogrodu na dachu? Z czasem wciągnęli się w ogrodnictwo, podpatrują od projektantki, co się kiedy sadzi, kiedy przycina. W efekcie sami dosadzają rośliny. Ostatnio pani Aneta zdecydowała się na farbowane wrzosy pączkowe, znalazła nawet barwiony kalocefalus – w naturze ma on niezwykły srebrny kolor i doskonale nadaje się do uzupełniania kompozycji balkonowych.
 
Na tle ciemnego żwiru ładnie prezentują się wieloletnie żółte rudbekie i towarzyszące im jednoroczne różowe kwiaty celozji kłosowej. Celozja lubi dość wilgotne, ale dobrze przepuszczalne podłoże, a jej odmiany występują w wielu odcieniach różu. Dojrzeliśmy tu też drobne, żółte kwiatki sanwitalii i nachyłka okółkowego, pelargonie, różowe petunie czy pomarańczową gajlardię. Dodają one koloru w każdym wolnym miejscu na rabacie.
 
Dopytaliśmy jeszcze projektantkę o praktyczny aspekt pracy nad tego rodzaju tarasem. Okazało się bowiem, że ze względu na ochronę konserwatorką nie można było zmienić elewacji, ale potrzebne było zabezpieczenie: barierka była zbyt niska przy nowym poziomie tarasu.  Rozciągnięto więc linki, po których pnie się pnącze.
 
Co ważne, cały projekt był uzgodniony z konstruktorem budynku, bo taki zielony dach to duże obciążenie dla stropu.
Ważnym elementem dekoracyjnym dla właścicieli było dobranie odpowiedniego oświetlenia, które wieczorami podkreśla urodę roślin i sprawia, że chce się tu spędzać każdą wolną chwilę.