Rodzinny ogródek z brzeziną odc. 624/HGTV odc. 2
dodano: 15.01.2017
Odwiedzamy niewielki ogródek przy bloku, Ma kształt litery "L" i sporą jego część zajmuje trawnik. Znalazło się też miejsce na drzewa, jest też sporo schowków i ładnych donic.
Rodzinny ogródek z brzeziną odc. 624/HGTV odc. 2
Jesteśmy na Warszawskim Bemowie, w jednym z nowo budowanych osiedli. Odwiedzamy ogród Beaty i Michała Sile, którzy gospodarują w nim z dziećmi dopiero od roku.
 
170-metrowy ogród jest dobrze usytuowany względem kierunków świata. Są w nim zarówno strefy cienia jak i słońca. Zawdzięcza to układowi w formie litery - L. Mniej więcej trzy czwarte powierzchni zajmuje trawnik z rabatami, a resztę – taras z donicami. Drewniany podest zbudowany jest przy północnej części mieszkania i wybiega na stronę zachodnią, gdzie od godzin południowych można cieszyć się pełnym słońcem. Jego promienie docierają do ogrodu dzięki niezabudowanemu blokami pasowi. Ta wolna przestrzeń daje ogrodowi oddech i więcej światła. Ponadto założenie przytulone jest do ogrodu sąsiadów i doskonale się z nim komponuje.
 
Państwo Sile mieli dość jasno sprecyzowane wymagania dotyczące ogrodu. Chcieli zniwelować skarpy, potrzebowali kącika do jedzenia i miejsc do wypoczynku. Część nasadzeń jest tu wymuszona przez układ okien – gospodarzom zależało na ciekawym widoku.
Zanim jednak miejsce otrzymało takie oblicze, gospodarze cieszyli się ogrodem w stanie, jaki zapewnił im deweloper. A zrobił to wyjątkowo solidnie - podłoże oczyszczono po budowie i mocno zdrenowano je piaskiem, ze względu na bliskość fundamentów i budowli podziemnych. Na taki grunt nasypano dziesięciocentymetrową warstwę ziemi ogrodowej, a następnie położono na niej trawnik z rolki. Przy ogrodzeniach posadzono tuje ‘Smaragd’. Na tym etapie właściciele mieszkania przejęli działkę, którą dalej postanowili przekształcić w wygodny wypoczynkowy ogród.
 
Obecne oblicze ogrodu jest dziełem sióstr - Olgi Piórkowskiej i Izy Szarmach z Fabryki Ogrodów. Projektantki specjalizują się w tworzeniu małych miejskich ogrodów, często w warunkach z trudnym dostępem. Tu na szczęście materiałów budowlanych nie trzeba było przenosić przez mieszkanie, ponieważ sąsiad zza płotu udostępnił dojazd. Prace trwały tu prawie cztery tygodnie.
 
Ponieważ projektantki podchodzą do ogrodu praktycznie, zaplanowały tu dużo schowków – schowkami są wiec wszystkie ławki: mieszczą się tu narzędzia ogrodowe, poduszki... Użytkownikami ogrodu są także dzieci gospodarzy - Kacper i Oliwier. W ławoskrzyniach przechowują swoje skarby i często do nich zaglądają. Aby nie przytrzasnęli sobie palców, dlatego ich tata zamontował pod ciężkimi klapami siłowniki pneumatyczne, takie jakie zwykle wykorzystuje się w samochodowych bagażnikach. To proste i praktyczne rozwiązanie.
 
Ciekawe są też ażurowe panele – chodziło o to, by nie odgradzać się całkowicie od miłych sąsiadów. Ażurowe ogrodzenie zbudowane jest elementów o przekroju rombu z modrzewia syberyjskiego. Przepierzenia wykonane tą technologią, pomimo dość sporych szczelin, dobrze hamują silniejsze podmuchy wiatru, nie powodując tym samym zastoisk powietrza. Również taras jest modrzewiowy. Uwagę zwracają gładkie, nie ryflowane deski. Są za to fabrycznie szczotkowane. Dzięki temu zabiegowi drewno pokazuje głęboką strukturę włókien. Dotykając ich powierzchni wyraźnie czuć wzdłuż usłojenia płytkie rowki. Deski szczotkowane wyglądają naturalnie, ale przede wszystkim po deszczu nie są śliskie. Miodowy, transparentny kolor zawdzięczają malowaniu preparatem olejowym. Ten impregnat ładnie podkreśla rysunek drewna.
 
Taras został zbudowany tradycyjną metodą na legarach, gdzie każdą z desek indywidualnie przytwierdzono do podpory wkrętami. Legary wsparto na betonowych bloczkach, dzięki czemu drewniany podest został wyniesiony ponad powierzchnię gruntu. Rozwiązanie to pozwoliło pozbyć się niewygodnej skarpy. Mocowanie desek na wkręty ma dużą zaletę. W razie potrzeby wymontowania któregoś z elementów, nie trzeba rozbierać całego tarasu.
 
Gdy gospodarze szukali dla siebie miejsca, teren na który stoi ich blok był już im znany – chodzili tu na spacerze. Podobało im się tu, a za płotem jest jeszcze dekoracyjny, bardzo stary mur sąsiedniego domu.
 
Grupa iglaków – świerków, modrzewia i sosen, tworzy solidne oparcie dla maleńkiego ogródka. W enklawie zimozielonych gatunków schronienie znajdują ptaki, które podczas wiosennych godów raczą mieszkańców osiedla śpiewem, a w zimie chętnie przylatują do karmników. U sąsiada jest też magnolia, która kiedy kwitnie jest ponoć przecudna. Dlatego Beata i Michał postanowili nie zasłaniać tych widoków. Ale w ogrodzie nie brakuje roślin. Jednak dobór gatunkowy jest ograniczony: projektantki uważają, że w małych ogródkach takie rozwiązanie lepiej się sprawdza. Powtarzanie gatunków wprowadza ład i powiększa nieco przestrzeń. Z większych gatunków pojawiają się tu… brzozy: to właściciele specjalnie o nie prosili.
 
Naturalna, wielopniowa forma drzew przełamuje dość geometryczny styl ogrodu, wprowadzając doń więcej ciepła. Drzewa jednopniowe, z wysoko ukształtowaną koroną, wyglądałyby jak wykrzykniki, jeszcze bardziej podkreślając zastany klimat miejsca. Poza tym w przeciwieństwie do nich, drzewa rozgałęziające się bliżej ziemi są też stabilniejsze na wietrze. To ważne, bo przez ogród biegnie korytarz powietrzny i od czasu do czasu panują w nim silne przeciągi. Warto też wiedzieć, że podobne ogródki mają często pod spodem garaż, a warstwa podłoża nie przekracza metra. W takich warunkach korzenie nie są w stanie odpowiednio zakotwiczyć rośliny. Jednak brzozy pożyteczne ‘Doorenbos’ (Betula utilis)nie rosną tak silnie jak zwykłe brzozy. Dorastają do dziesięciu metrów, lecz w tutejszych warunkach będą przycinane. Brzozy tniemy w listopadzie i grudniu. Aby je dodatkowo zagęścić, w czerwcu uszczykuje się wierzchołki pędów co prowokuje wybijanie bocznych przyrostów.
 
Nie wszystkie rośliny rosną jednak w gruncie. Część z nich znajduje się dużych donicach. Projektantki zdecydowały się na taki zabieg, bo ogródek był niejako dwupoziomowy – dookoła wszystkich murów była podwyższona opaska. Donice miały wyglądać jakby zawsze tu były. Obsadzono je dużymi monokulturami, na przykład lawendą wąskolistna (Lavandula angustifolia).
 
Donice są wymurowane z bloczków betonowych na fundamencie i otynkowane. Zbudowano je i pomalowano w konwencji budynku, dlatego prezentują się jak jego integralna część. Do każdej z donic doprowadzone jest nawadnianie. Nie mają dna, dzięki czemu nadmiar wody swobodnie z nich odpływa. Lawendom i wielu innym ziołom takie warunki odpowiadają. Rośliny te mają duże zapotrzebowanie na światło, lubią też podłoże wapienne, przepuszczające wodę, lecz utrzymujące wilgoć. Na wyniesionej rabacie w formie donicy bez dna łatwo jest takie wymagania spełnić.
 
Na dnie układamy kawałki gruzu wapiennego, pomiędzy którymi warto umieścić zbryloną glinę. Będzie spełniała rolę bufora składników pokarmowych jak również magazynowała wodę. Lawenda najlepiej poczuje się w podłożu uzyskanym z mieszaniny żyznej ziemi kompostowej z piaskiem. Po każdym kwitnieniu lawendę warto przyciąć, co spowoduje pojawianie się kwiatów aż do jesieni i pomoże utrzymać roślinę w zwartej formie. Jesienią lawendy nie tniemy. Z uwagi na możliwość przemarznięcia roślin, z zabiegiem lepiej poczekać do wiosny.
 
Potem przyjrzeliśmy się klonom palmowym (Acel palmatum), rosnące w donicach z włókna szklanego. Początkowo planowano również murowane donice, ale miałyby zbyt grube ścianki, zostawiając mało miejsca dla roślin. Są dodatkowo zaizolowane, ocieplone do środka, więc roślin nie przemarzną.
 
Klony palmowe mają płaski i jednocześnie dość delikatny system korzeniowy, który w miejscach mocno nasłonecznionych trzeba chronić ściółką przed zbyt silnym nagrzewaniem podłoża. Tutaj rolę osłony spełniają poduchy karmnika ościstego. Izolacja ścianek donicy także powinna być dość solidna. Klony palmowe są drzewami powoli rosnącymi, o bardzo delikatnej strukturze pędów, tworzących parasolowatą koronę, którą można przycinać. To gatunek wręcz idealny do małych ogrodów. Tutaj zastosowano najzwyklejszą jego formę, najodporniejszą na przymrozki i panujące tutaj przeciągi.
 
Na tarasie wisi jeszcze ciekawa huśtawka - pani Beata znalazła podobną w internecie – wraz z kontaktem do powroźnika, który zajmuje się wyplataniem podobnych elementów. Zapytała, czy może wykonać huśtawkę na zamówienie – i udało się.
 
Powroźnictwo to fach na wymarciu, lecz jak się okazuje odradzający się na nowo – i to dzięki ogrodom. Idąc tym tropem, dotarliśmy do Dobczyc pod Krakowem, gdzie odwiedziliśmy pracownię pana Tadeusza Różyckiego, który wyplata ze sznurka. Z wnukiem Nikosiem wyplata na przykład trzyskrętne liny – korzysta przy tym z urządzenia zwanego lerka. To rodzaj prowadnika, dzięki któremu możliwe są odpowiednio ciasne sploty. Końcówkę każdej wykonanej w ten sposób liny trzeba zabezpieczyć przed rozpleceniem lub postrzępieniem. Praktycznym sposobem jest wykonanie tak zwanej kobyłki – ucha, przydatnego do mocowania czy wieszania rozmaitych przedmiotów.
 
W rodzinie pana Tadeusza fach powroźniczy ma długą tradycję. Rzemiosłem zajmują się kolejne pokolenia Różyckich, a ich historia ma już przeszło.... trzysta lat! Tata pana Tadeusza wykonywał np. zamówienia dla kopalni, postronki dla koni, uzdy. A pan Tadeusz zaczynał uczyć się fachu gdy był mały. W latach 90tych nie miał już zleceń z kopalń, więc zabrał się za hamaki. Dzisiejszy asortyment wykracza poza hamaki. Dziełem pana Tadeusza stają się między innymi huśtawki ogrodowe. Wyplata je z włókien syntetycznych i naturalnych, np. bawełny czy juty.
 
Najczęściej pan Tadeusz wykorzystuje jedwab poliamidowy. Ten materiał jest delikatny w dotyku, lecz wysoce wytrzymały na ścieranie i bardzo lekki. Liny z niego wykorzystywane są między innymi w żeglarstwie, turystyce górskiej czy budownictwie.
Huśtawki te można zawieszać na konarach drzew lub przytwierdzać do sufitu, tak jak tutaj pod balkonem sąsiada. Mocowanie jest bardzo solidne. Stalowy uchwyt przytwierdzono do betonowego stropu trzypunktowo, co gwarantuje maksymalną wytrzymałość i bezpieczeństwo podczas huśtania.
 
Życie ogrodowe toczy się na tarasie i wokół niego, a właścicielom nie przeszkadza nawet duża czerpnia powietrza. Umiejętnie ją zamaskowano, wykorzystując jedną ze ścian do budowy przytulnego zakątka z ławką i pergolą. Na daszku czerpni jest stanowisko dla uprawianych sezonowo warzyw i owoców w pojemnikach. W pierwszym roku ogrodu, gospodarze eksperymentalnie zdecydowali się na pomidory koktajlowe i truskawki, które dały zachęcające plony.
 
Pod czerpnią założono rabatę. Obrzeże typu eco-board falistą linią odcina ją od trawnika. Na rabacie rosną miskanty i irysy. Stanowisko jest też przeznaczone dla kwiatów cebulowych, które gospodarze planują jeszcze posadzić. W takim ogrodzie przy bloku tematem do rozważenia jest jego niewielka intymność – sąsiedzi mogą tu zawsze zajrzeć. Na szczęście tu mieszkań nie ma za dużo.
 
Beata i Michał uwielbiają sezonową zmienność ogrodu. Jesienią zawsze mogą liczyć na przebarwianie drzew, zwłaszcza klonów i brzóz. Miskanty o tej porze też efektownie stroszą pióropusze. Wrażliwość na piękno przyrody rodzice starają się zaszczepiać także dzieciom, z którymi czasem pracują w ogrodzie. Zeszłoroczne sadzenie krokusów okazało się sukcesem, dlatego i tym razem w jedną z październikowych sobót cała rodzina postanowiła wzbogacić cebulową kolekcję. Porozrzucano cebule, by rosły przypadkowo. Posadzono także ozdobne czosnki.
 
Użytkownicy ogrodów często nie zdają sobie sprawy, że w słabo przepuszczających wodę podłożach cebule mogą zagniwać i są bardziej podatne na przemarzanie. Następnie cebule zasypuje żyzną, próchniczną ziemią ogrodową, a miejsca sadzenia maskuje grysem. Czosnki olbrzymie sadzi na głębokości równej trzem wysokościom cebul. Nie mogą być za płytko, ponieważ cebule nie zapewniłyby stabilności łodygom, a w zimie mógłby je uszkodzić mróz. Trzeba to zrobić solidnie, bo czosnki, bez wykopywania, będą w tym samym miejscu rosły przez wiele lat.
 
Jesienią wyraźnie czuć końcówkę sezonu ogrodowego. Na ogrodzeniu gospodarze zawiesili karmniki dla ptaków. Skrzydlaci goście coraz odważniej zaglądają do ogrodu. Teraz jeszcze trzeba zamknąć dopływ wody na ogród i otworzyć krany na zewnątrz. Ważne też aby przed schowaniem węży, dokładnie je opróżnić z wody. Michał postanowił związać miskanty, które ostatnio mocno ucierpiały na deszczu i wietrze. Zostają związane na zimę, bo są ładne – trzeba je tylko ściąć wczesną wiosną.
 
Teraz można spokojnie czekać do wiosny z nadzieją na piękne kwiaty i ciszę..... podobno budowa bloków w sąsiedztwie ma potrwać tylko do kwietnia.