Ogród wypoczynkowy w Dębicy (odc. 636)
dodano: 09.04.2017
Nie trzeba być profesjonalistą, by stworzyć piękny ogród. W dzisiejszym odcinku gościmy w Dębicy, gdzie znaleźliśmy ogród „na ósemkę” – i to nie tylko dlatego, ze trawnik ma kształt tej cyfry, ale też jest tu osiem miejsc do wypoczywania.
Ogród wypoczynkowy w Dębicy (odc. 636)
Właścicielka, Katarzyna Weselak z Dębicy, jest ekonomistką, natomiast z zamiłowania dekoratorką wnętrz i ogrodniczką. Prezentowany ogród to efekt jej pasji, pomysłów i wielkiej wyobraźni.
 
Ogród ma 20 lat i ze wszystkimi jego atrakcjami służy całej rodzinie. Powstawał etapami krok po kroku. Każdy z jego elementów jest tak przemyślany, aby założenie tworzyło spójną i funkcjonalną całość. Działka ma powierzchnię 2000 m kw. Biegnie wzdłuż nasypu drogi dojazdowej na osi północ-południe. Dom znajduje się w najwyżej położonej części placu. Z tego miejsca schodzi się na taras dolny. Tworzą go dwa koliste partery, do których przylegają inne ogrodowe wnętrza: warzywnik, placyk z ogniskiem, enklawa z altaną przy oczku wodnym, a na południowym skraju działki pod drzewami kącik gospodarczy.
 
Bezpośredniego dostępu na posesję chronią roślinne parawany, spełniające też rolę wiatrochronów. Przeważnie są to formowane żywotniki, które wbrew pozorom nie tworzą jednolitych ciągów. Są w nich dyskretne przejścia do ogrodu. Natomiast przy domu, za jedną z takich kurtyn, ukryty jest bardzo gościnny przedogródek. O dziwo, to właśnie tutaj właścicielka pije codziennie kawę, bo ulica jest niewidoczna, a zakątek – miły, z lekko przeświecającym słońcem… Jest tu najcieplej i tu właśnie rośnie oliwka – zakątem powstał zresztą z myślą o niej Drzewko przyjechało od przyjaciół z Rzymu, a towarzyszą mu róże, lawenda i floksy.
 
Kwiaty pojawiają się tutaj jedne po drugich. Na rabacie tuż po floksach zakwitają tawuły japońskie ‘Golden Princess‘ (Spiraea japonica). W tym samym czasie kwitną już pierwsze róże. Rabata założona jest na fragmencie nasypu drogi dojazdowej, dlatego murek oporowy ma tutaj swoje uzasadnienie. Warto jednak zwrócić uwagę na materiał z jakiego jest wykonany. Są to pojedyncze elementy z prefabrykowanego betonu i co najciekawsze – są one układane na sucho bez jakiejkolwiek zaprawy. Na takim murku można nawet spokojnie przysiąść.
 
Większość ogrodowych wnętrz jest urządzona na planie kół, a odcinki proste należą do rzadkości. Ścieżki biegną po łukach lub linią falistą. Stojąc przed południową elewacją domu można podziwiać ogród w pełnej jego okazałości. Znajduje się w obniżeniu terenu i prowadzą do niego z dwóch stron kamienne schody. Skarpę przy zejściu od strony przedogródka porastają jałowce łuskowate ‘Blue Carpet’. Rośliny umacniają skarpę, tworzą efektowną plamę koloru i co najważniejsze, nie trzeba o nie specjalnie dbać.
 
Nie trzeba być profesjonalistą, by stworzyć piękny ogród. W dzisiejszym odcinku gościmy w Dębicy, gdzie znaleźliśmy ogród „na ósemkę” – i to nie tylko dlatego, ze trawnik ma kształt tej cyfry, ale też jest tu osiem miejsc do wypoczywania.
Na dole uwagę zwraca zakątek z ogniskiem. Ciekawe jest też samo palenisko, w formie wysokiego kręgu, który chroni płomień i żar przed wiatrem. Szczeliny pomiędzy betonowymi blokami umożliwiają dostęp powietrza, bez którego nie byłoby ognia.
 
Z każdego miejsca do wypoczywania roztaczają się ładne widoki. Pośród nich intryguje wielka kamionkowa beczka. Ustawiona pod skarpą tworzy wyraźny akcent architektoniczny ogrodu. Jest wyprodukowana po wojnie w Ziębicach i ponoć służyła do przechowywania kwasu dla wojska. W tej chwili pełni rolę ozdobną, ale pani Kasia chciałaby zrobić z niej rezerwuar na deszczówkę.
 
Im dalej od domu tym ogród staje się bardziej naturalny. Wrażenie robi uroczysko nad wodą. Plusk wody ze źródełka i przyrodnicze bogactwo tego miejsca wprowadzają dobrą aurę. Atrakcją jest przeprawa przez wodę. Most z grubej, dębowej deski prowadzi do kępy brzóz. Tam znajduje się schowane nieco miejsce z widokiem na ogród. Było to pierwsze miejsce do wypoczynku. Brzozy wyglądają, jakby wyrosły tu naturalnie, ale wszystkie sadziła sama gospodyni – w wielu miejscach po 2-3 sztuki do jednego dołka, aby uzyskać efekt, że ogród jest starszy niż w rzeczywistości.
                                                                                                         
Jednym z najstarszych drzew ogrodu jest wiąz polny ‘Jacqueline Hillier‘ (Ulmus minor). Dobrze go widać z „czytelni” pod brzozami. Odmiana ta charakteryzuje się powolnym wzrostem i efektownym pokrojem. Z wiekiem korona przybiera formę szerokiego parasola, opartego na malowniczo poskręcanych konarach. Równie ciekawym rarytasem jest klon Szirasawy ‘Aureum’ (Acer shirasawanum), któremu zaciszne stanowisko obok sadzawki wyraźnie sprzyja. Powietrze jest nasycone wilgocią, co odpowiada większości tutejszych roślin.
 
Warto zwrócić uwagę na dziką polską jeżogłówkę gałęzistą (Sparganium erectum). Roślina w mokrym podłożu osiąga około metra wysokości. Tworzy kępy soczyście zielonych liści, a jej ozdobą są kolczaste owocostany. Gatunek ten nie jest tak ekspansywny jak trzcina, pałka, czy tatarak, dlatego sprawdzi się w małych i średnich oczkach wodnych. Na pędach jeżogłówek często przepoczwarczają się ważki.
 
Nierozłącznym towarzyszem wilgotnych rabat jest pstrolistka sercowata ‘Chameleon‘ (Houttuynia cordata). W krajach azjatyckich liście, pędy i kłącza tej rośliny wykorzystywane są jako warzywo i przyprawa. Tworzy szerokie kobierce, niezmienne w wyglądzie przez cały rok. Tutaj w półcieniu i blisko sadzawki pstrolistki nie przemarzają. Natomiast sąsiednie rabaty zmieniają się sezonowo. Najważniejszą rośliną na jednej z nich jest złota hakonechloa smukła, obok niej rosną penstemony – niestety te często marzną i co roku trzeba sadzić nowe – oraz naparstnice, które same się wysiewają i co drugi rok wspaniale zakwitają. A gdy one przekwitną, do głosu dojdzie rozchodnik okazału.
 
Kompozycje rabatowe są też uzupełniane aranżacjami w donicach. Kwiaty w pojemnikach zdobią przede wszystkim miejsca reprezentacyjne. Akcentują na przykład wejścia do poszczególnych wnętrz ogrodowych.
 
W ogrodzie jest jedno miejsce, gdzie rabaty ustępują uprawie roślin w pojemnikach. To mały ogródek w którym w wyniesionych rabatach rosną zarówno warzywa, jak i kwiaty, nie brakuje też poziomek i ziół w rozmaitych naczyniach. A obok stoi szklarenka, gdzie pomidory rosną w kastrach murarskich, a ich prostokątna forma pozwala dobrze wykorzystać przestrzeń. Tworzą rodzaj wyniesionej rabaty, ułatwiającej pielęgnację roślin. Poza tym pojemniki z tworzywa izolują znajdujące się w nich podłoże od gruntu rodzimego, co zabezpiecza pomidory przed chorobami, np. zarazą ziemniaka. Pomiędzy szpalerami pomidorów stoi beczka z deszczówką do podlewania.
 
W ogrodzie nawierzchnie są żwirowe. Właścicielka przyznaje, ze są one praktyczne, mniej rosną chwasty, a żeby ją odświeżyć, trzeba żwir przegrabić. Taka nawierzchnia dobrze też wchłania wodę. Retencji wody sprzyjają zagłębienia terenu, chłonne nawierzchnie i przede wszystkim bujna, różnorodna roślinność. Gospodarze mają z tym doświadczenie, a w pamięci dramatyczne chwile. W 2010 roku ogród nawiedziła powódź. Przyczyną była spływająca woda z całej okolicy, między innymi z utwardzonych nawierzchni i dachów.
 
Świadkiem wielkiej wody jest metasekwoja, która na skutek podduszenia korzeni błotem utraciła połowę korony. Lecz drzewo nadal zdobi ogród, który od czasu powodzi zmienił swoje oblicze. Po wodnej katastrofie pani Kasia postanowiła poprawić geometrię ogrodu. Koliste wnętrza otrzymały obrzeża z prefabrykowanej kostki. Materiał ten występuje w całym ogrodzie, podkreślając jego kompozycję. Wąskie ścieżki łączą się z większymi traktami i placykami, tworząc funkcjonalną sieć komunikacji.
 
Taki o gród jest tez praktyczny – regularne krawędzie trawnika uławiają koszenie, całość sprawia uporządkowane wrażenie. Schody z ogrodu warzywnego prowadzą w kierunku letniej kuchni. Mijając ogród zimowy przechodzi się wzdłuż zachodniej elewacji domu, która ubrana jest w efektowny płaszcz zieleni. Całą ścianę porasta winobluszcz trójklapowy (Parthenocissus tricuspidata), którego jaśniejszy kolor ładnie prezentuje się w towarzystwie ciemniejszych, żywotnikowych parawanów. Pnącze na domu ma sporo zalet. Latem chroni elewację przed nagrzewaniem przez słońce, a zacinający podczas ulewy deszcz spływa po liściach jak po dachówkach. Jednorodne ściany stanowią też idealne tło dla eksponowanych kwiatów. Niektóre z kwitnących gatunków są pionierami ogrodu, jak na przykład piękna hortensja ogrodowa. Ma ona tyle lat, co dom, czyli 18 i wyrosła z gałązki ułamanej z innego krzewu. Hortensja ogrodowa ma prawie 1,5 m wysokości i jest wizytówką ogrodu. Trzeba ją sporo podlewać i zasilać dwa razy w sezonie. Na zimę jest okrywana: gospodarze ustawiają wokół niej konstrukcję z palików i siatki i wypełniają całość przekompostowaną korą. To wymaga sporo pracy, ale warto! Hortensji towarzyszą mniejsze kuzynki, hortensje piłkowane, o delikatnych koronkowych kwiatach. Pod ścianą domu i za parawanem żywopłotu mają zaciszne warunki co sprzyja im w przetrwaniu zimowej i wietrznej aury.
 
Warto zobaczyć ogród wczesną wiosną, w momencie kiedy budzi się do nowego sezonu. O tej porze roku jego oryginalny układ w formie cyfry osiem prezentuje się jak na dłoni. Od samego progu zachwyca żółty oczar, który zachwyca od samego progu, to odmiana ‘Westerstede’ (Hamamelis x intermedia). W przeciwieństwie do innych, kwitnących zimą oczarów, ten pokazuje swą urodę dopiero na wiosnę. Jego frędzelkowate kwiaty ładnie harmonizują z narcyzami, które kwitną w donicach. Jednak pani Kasia planuje więcej kwiatowych aranżacji.
 
Wiosna jest najbardziej pracowitą porą roku, kiedy to prawie każdą wolną chwilę trzeba poświęcić ogrodowi. Posadzenia wymagały zwłaszcza nowe nabytki: winorośl i inne sadzonki. Odpowiednie miejsce na winorośl znalazło się przy szklarence, gdzie roślinę można prowadzić wzdłuż dobrze nasłonecznionej, wystawionej na południe ściany. Dół powinien być obszerny, a kopiąc warto wiedzieć, że pnącze sadzimy głębiej niż rosło w doniczce. Nasza winorośl to ‘Regent‘, odmiana która rodzi smaczne owoce, znakomite przede wszystkim do wytwarzania czerwonych win. Poza tym ten egzemplarz jest rozmnażany przez szczepienie, a takich roślin nie wolno zakopywać zbyt głęboko. Jeśli zasypie się miejsce szczepienia, mogą z niego wyrosnąć korzenie rośliny zaszczepionej, szlachetnej – a te prawdopodobnie by zmarzły, bo są słabsze niż podkładka.
 
Ziemia w ogrodzie jest gliniasta, więc wykop powinien być na tyle głęboki aby pomieścił dodatkową warstwę drenażu. A do sadzenia wykorzystujemy ziemię kompostową. Każdą z wsypywanych warstw ziemi należy dokładnie ubić tak, aby próchniczne podłoże, a roślina wraz z nim, nie osiadało. Powierzchnię pod posadzoną winoroślą maskujemy żwirem i gotowe. Do dyspozycji miałyśmy jeszcze sadzonki pędowe odm. Alwood , które niezwłocznie trzeba było powtykać do wilgotnej ziemi. To najłatwiejsza z metod rozmnażania winorośli, a teraz jest na nią odpowiednia pora.
 
Winorośli ‘Alwood‘ jest starą amerykańską odmianą, która znakomicie sprawdzi się w każdych warunkach. Warto wiedzieć, że jest odporna na przemarzanie i dlatego odpowiednia do prowadzenia na wysokich podporach, takich jak pergole czy altany. Pędy można ukorzeniać bezpośrednio w gruncie lub w pojemnikach. Ziemię w doniczkach ubijamy tak, aby sadzonka dobrze się trzymała, nie kołysała. Doniczki znalazły miejsce w zaciszu szklarenki. Ustawione w rządku rośliny pani Kasia jeszcze obficie podlewa. Wczesną wiosną, gdy pąki winorośli są jeszcze zamknięte, warto przeprowadzić oprysk na choroby grzybowe.
 
U pani Kasi jedna stara winorośl rośnie obok drewutni, skąd już tylko kilka kroków do tarasu z letnią kuchnią. Do paleniska dokładane są kolejne szczapy drewna, co powoduje, że w zakątku staje się miło i ciepło. Dzięki temu nawet w chłodne wiosenne i jesienne dni można na zewnątrz przebywać o wiele dłużej. W całym ogrodzie panuje domowy i zarazem świąteczny nastrój. Czas zbliżających się świąt wielkanocnych zdradzają dekoracje, specjalnie przygotowane na tę okazję. Gospodyni poświęca ogrodowi każdą wolną chwilę. Ciągle powstają nowe aranżacje, a wiosną oczywiście wszystkie donice obsadzane są kwiatami.