Leśny ogród z egzotycznym zakątkiem (odc. 638)
dodano: 23.04.2017
Ogród na leśnej polanie, otoczony lasem.... Ale całkiem niedaleko Warszawy. Jest tu piękne, zadbane dno lasu, swobodny trawnik i... kolekcja kaktusów.
Leśny ogród z egzotycznym zakątkiem (odc. 638)
Ogród państwa Jolanty i Romana Jarockich składa się z dwóch części: pierwsza jest leśna, druga – słoneczna i przypomina leśną polanę. Właściciele gospodarują tu z córką Anetą, która jest projektantką zieleni. Ogród jednak stworzyli, zanim rozpoczęła ona studia na wydziale ogrodnictwa i architektury krajobrazu. Rozległy teren jest wręcz idealnym placem zabaw dla młodszego syna Anety - Szymona oraz dzieci znajomych i psa o wdzięcznym, roślinnym imieniu: Badyl.
 
Ogród zajmuje 6000m kw, a część leśna to niemal cała północna połowa działki. Także od południa teren ten graniczy z lasem. Las znajduje się za siatką i właściwie nie widać granicy, co potęguje wrażenie, że trawnik jest leśną polaną, a nie częścią ogrodu. Z tyłu domu, w najbardziej nasłonecznionym miejscu, kryje się kolekcja kaktusów, którymi pasjonuje się gospodarz.
 
Dla państwa Jarockich przygoda z ogrodem trwa już kilkanaście lat. Na początku przyszło im zmierzyć się z zarośniętym i zachwaszczonym terenem: wszędzie rósł niecierpek pospolity (Impatiens noli-tangere), rdest sachaliński (Reynoutria sachalinensis) i dzikie maliny…
 
Wyzwaniem było zastąpienie ich roślinami okrywowymi. W efekcie teraz runo lasu tworzą duże jednogatunkowe wyspy, obsadzone cieniolubnymi gatunkami. Najwięcej jest tu bluszczu, najpopularniejszej chyba rośliny okrywowej do cienia. Dobrze sprawdza się też zimozielony barwinek, który rozrasta się dzięki podziemnym rozłogom. Dekoracyjne są nie tylko jego niewielkie, skórzaste liście, ale też niebieskie kwiaty.
 
Kolejne zielone poduchy to runianka japońska (Pachysandra terminalis). Ona także jest zimozielona i może z powodzeniem w ocienionych miejscach zastąpić trawnik. Ten gatunek również rozrasta się dzięki rozłogom, ale warto pamiętać, że źle znosi przesuszenie gleby.
Obok rośnie jeszcze jasnota gajowiec (Lamium galeobdolon) – bylina o liściach w nieregularne białe plamki i żółtych kwiatach, do których swobodnie mogą się dostać jedynie trzmiele. Pszczoły muszą… wygryźć sobie w kwiecie dziurkę.
 
Państwo Jaroccy zauważyli, że posadzone przez nich rośliny okrywowe w naturalny sposób wyparły trudne do zwalczenia skrzyp i podagrycznik. Z roślin okrywowych wykorzystano tu jeszcze trzmielinę Fortune’a oraz gwiazdnicę wielkokwiatową (Stellaria holostea), roślinę, która w Polsce występuje dziko, w lasach liściastych. Ma jasne liście przypominające nieco trawę i delikatne białe kwiatki. Co ciekawe, kwiaty tej gwiazdnicy zamykają się na noc i w czasie deszczu.
 
Nad łanami roślin okrywowych dominują brzozy, wznosi się też kilka dębów… Ale w lesie prawie nie ma krzewów i tylko na jego skraju pojawiają się wyższe rośliny: jest purpurowolistny klon palmowy, pięknie kwitnący i fantastycznie pachnący lilak Meyera czy pojedyncze różaneczniki. Ten brak krzewów wynika z ubogiej gleby, a także niewielkiej ilości światła, która dociera na dno lasu.
 
Jednak cień daje latem miłe wytchnienie, a po oczyszczonym dnie lasu chodzi się wygodnie. Aż trudno uwierzyć, że dojazd z tego pełnego ptaków leśnego ogrodu zajmuje do Warszawy tylko pół godziny. W cieniu fantastycznie rozrasta się bluszcz pospolity (Hedera helix) – i to tak mocno, że porasta pnie brzóz. Pani Jolanta zdecydowała się go usunąć, aby odsłonić ich malowniczą korę. Kiedyś z takich obciętych pędów robiła proste sadzonki, ale teraz nie jest to już potrzebne. Bluszcz przyczepia się do podpór – a więc także do drzew - za pomocą licznych korzonków przybyszowych. Nie uszkadza jednak kory i stanowi piękną ozdobę pni. Jest to gatunek niezwykle tolerancyjny, jeśli chodzi o warunki uprawy. Urośnie zarówno na glebach słabo kwaśnych jak i zasadowych, w cieniu i w słońcu. Jednak najbardziej odpowiada mu półcień i wilgotna próchniczna gleba, dlatego tak pięknie rozrasta się w ogrodzie państwa Jarockich.
 
Latem w leśnej części ogrodu niemal nie ma kolorów. Gdy przekwitną rododendrony, barwnym akcentem jest tylko powojnik o dużych, fioletowych kwiatach, który oplata srebrzysty świerk. Na lato wynoszony jest tu kwitnący na czerwono kaktus epifilum (Epiphyllum), ustawiony w donicy przy wejściu do domu. Pochodzi z tropikalnych lasów deszczowych, więc wymaga sporej ilości wilgoci i rozproszonego światła.Ta obszerna murowana donica zarośnięta jest całkowicie zimozielonym kopytnikiem (Asarum europaeum) o ciemnych, błyszczących liściach, stanowiących ładne tło dla kulistego bukszpanu. Co ważne, oba gatunki są zimozielone i są całoroczną ozdobą frontowej części domu.
 
Ogród państwa Jarockich nie wymaga wiele pracy. Jednak są czynności, które trzeba wykonać co roku. Pan Roman zajmuje się pilnowaniem porządku na leśnych ścieżkach. Kosiarką przejeżdża po leśnych ścieżkach, bo choć nie ma tu trawy, to kosiarka sprawnie przycina wszystkie pędy bluszczu wychodzące na ścieżkę. Taki przejazd wystarczy tu zrobić dwa-trzy razy w roku. Poza ty kosiarka zbiera też opadające liście.
 
W leśnej części ogrodu uwagę zwracają rude pnie drzew. To efekt działania systemu nawadniającego, który okazał się niezbędny, by roślinom okrywowym nie zabrakło wilgoci. Niestety woda w studni zawiera dużo żelaza i z czasem na pniach pozostawiła warstwę rudego osadu. Na szczęście nie przeszkadza to roślinom.
 
Z drugiej strony domu panuje zupełnie inny klimat. Jest jasno i przestrzennie, a tło dla naturalnego trawnika stanowi ściana lasu. Na polanie, u stóp pojedynczej sosny, umiejscowiono klomb z krzewów, zwany przez państwa Jarockich ósemką, ponieważ z tylu składa się gatunków. Tworzą ją jodła, złocisty cyprysik, złota krzewuszka o różowych kwiatach, zestawiona z żółtolistną tawułą.Mocnymi akcentami są purpurowolistny berberys oraz perukowiec. Jego niezwykle dekoracyjne peruki wbrew pozorom nie są kwiatostanami. To owocostany, a charakterystyczny wygląd nadają im szypułki przekwitłych kwiatów pokryte długimi, puszystymi włoskami.
 
Polana przed domem ma dwoistą naturę: czasem wygląda naturalnie, a czasem – gdy się ją skosi, przypomina zwykły trawnik. Pan Roman regularnie pielęgnuje tylko jej nieduży kawałek przy domu, a reszcie łąki pozwala się swobodnie rozrastać i zakwitać
 
Od słonecznej strony domu znajduje się duży taras, który ma piękną oprawę z rabaty, składającej się głównie z roślin iglastych. Obok krzewiastej sosny bośniackiej i jodły koreańskiej rośnie duża plama jałowca ‘Blue Carpet’, świerk karłowy, a przez obrzeże przewieszają się nitkowate pędy złotego cyprysika odmiany ‘Filifera Aurea’. A tuż obok tarasu kryje się kaktusowa kolekcja pana Romana. Zwracają uwagę zwłaszcza mammillarie o gęstych cierniach czy odstające niczym nosy, kwiaty Cleistocactusa strausii. Spora część kolekcji właśnie kwitła, ale jak się okazuje, to wcale nie taka rzadkość: kaktusy lubią kwitnąć, choć niektóre kwitną kilka miesięcy, a inne – tylko jeden dzień lub noc.
 
Rarytasem w kolekcji pana Romana jest agawa królowej Wiktorii (Agave victoriae-reginae). To miniaturowa agawa, która pochodzi z obszarów Meksyku i Kalifornii, gdzie na stromych pustynnych zboczach tworzy spore kolonie. Cechuje się charakterystycznymi białymi paskami na liściach i tworzy równą, kulistą rozetę. W Polsce kwitnąca agawa jest ogromną rzadkością. To dlatego, że gatunek ten kwitnie tylko raz w życiu i potem zamiera, a kwiaty zawiązują zazwyczaj tylko bardzo stare okazy. Jednak panu Romanowi jedna agawa już zakwitła – i co niezwykłe – nie obumarła. Prawdopodobnie dlatego, że zakwitła roślina bardzo młoda. Gospodarz przyznał, że znalazł sposób na to, aby zmusić roślinę do kwitnienia. Gdy ma ona bardzo złe warunki, czyli np. brak wody przez wiele tygodni, w końcu zakwitnie. Agawa ta ma bardzo długi pęd kwiatostanowy, a niewielkie kwiaty pojawiają się na jego szczycie zebrane w bardzo długi kłos.
 
Na zimę kaktusy pana Romana wędrują do nie ocieplonego, ale jasnego pomieszczenia – większość z nich potrzebuje wtedy temperatury 10-12 stopni i w czasie spoczynku nie należy ich podlewać. Z kolei latem można podlewać je nawet codziennie – trzeba tylko pamiętać o nawożeniu. Ważne też jest podłoże: powinno być dobrze przepuszczalne i kwaśne. To ważne, gdy chce się kaktusy przesadzić – a sygnałem, że tego potrzebują jest zahamowanie wzrostu.Przesadzanie kaktusów to spore wyzwanie logistyczne, ze względu na ich ostre ciernie, czyli kłujące wyrostki będące przekształconymi liśćmi. Ciernie pełnią dwie funkcje: zmniejszają transpirację wody, a także chronią roślinę przed zwierzętami.
 
Niektóre ciernie są długie i ostre, ale są też niepozorne, jednak zdradliwe – jak na przykład u opuncji, która ma ciernie haczykowato zakrzywione: gdy się wbiją, bardzo trudno je usunąć. Z kolei ciernie karnegii olbrzymiej (Saguaro, Carnegiea gigantea) przebijają nawet najgrubsze rękawice, więc pan Roman wymyślił ciekawy sposób na przytrzymanie rośliny. Wykorzystuje folię bąbelkową zwiniętą w rulon, która działa niczym opaska. Dzięki niej można bezpiecznie roślinę utrzymać w pionie i nie połamać przy tym jej ozdobnych cierni. A karnegia, zwana też kaktusem saguaro jest symbolem amerykańskiego stanu Arizona. Kwiaty, zapylane między innymi przez nietoperze, pojawiają się dopiero na roślinach, które mają ponad 70 lat.
 
Z boku domu, na wąskim pasku przylegającym do ogrodzenia, swoje małe królestwo urządziła Aneta - córka państwa Jarockich. Kiedyś w tym miejscu było składowisko niepotrzebnych rupieci, skrzynek, palet… Aneta postanowiła zagospodarować to miejsce po swojemu i stworzyć przestrzeń wygodną do przyjmowania gości. Odświeżyła stare meble, pomalowano je białą farbą akrylową z domieszanymi na miejscu pigmentami. Dzięki temu każdy element jest w innym kolorze. Całość uzupełniły świeczki i ciekawe lampiony z butelek.
 
Nawierzchnię wysypano drobnym dolomitem. Świeżo kupiony kamień bardzo brudzi, ale pył się z czasem wypłukuje. Kupując taki materiał trzeba pamiętać, by wybrać grys, a nie drobny żwir, bo ten nie będzie się klinować i po takiej nawierzchni nie da się chodzić. Granicę między dolomitem a rabatą wyznacza obrzeże z taśmy pcv. To niedrogie rozwiązanie i nadaje się do tworzenia miękkich, powyginanych linii. Niestety nie jest zbyt solidne i trzeba je dobrze wkopać, bo wystające łatwo się połamie.
 
Do ogrodu państwa Jarockich wróciliśmy wiosną, by zobaczyć inny aspekt tego miejsca i sprawdzić, jakie nowe pomysły ma Aneta. Wiosną w ogrodzie uwagę przyciąga wspaniale kwitnącą forsycja, ale ma ona pewną żółtą konkurencję: to leszczynowiec chiński (Coreopsis sinensis). Jego kwiaty są bardziej cytrynowe i pojawiają się mniej więcej w tym samym czasie. Niestety, w niektórych regionach kraju może podmarzać.
 
Wiosna to nie tylko czas forsycji. To też moment, w którym ożywa najniższe piętro leśnego ogrodu. Dociera tu wtedy dużo światła i rośliny okrywowe wykorzystują krótki czas przed pojawieniem się liści na drzewach. Obficie kwitnie barwinek, wystarają młodziutkie kępy gwiazdnicy. Zieleń rozjaśniają kępy ślicznych białych zawilców gajowych (Anemone nemorosa). Roślina ta widoczna jest tylko wiosną. Już pod koniec maja jej liście zamierają, ponieważ zawilec przechodzi wtedy w stan spoczynku. Budzi się dopiero w marcu następnego roku.
 
Aneta już od pierwszych cieplejszych dni planuje niewielkie zmiany w ogrodzie: przede wszystkim wygospodarowanie rabaty na zioła i warzywa. Najpierw wytycza przebieg rabaty miękkim wężem ogrodowym. To ciepłe miejsce przy samej ścianie budynku doskonale nadaje się do uprawy warzyw i ziół. Rozstawiłyśmy więc zioła – wśród nich była między innymi ciekawa roślina – kocanki włoskie ‘Tall Curry’ (Helichrysum angustifolia), zwana pospolicie curry, bo pachnie tą właśnie przyprawą. W smaku jest jednak gorzka jak bylica. Jej listki, w niewielkiej ilości, można dodać do sałatek, majonezu czy pieczonego mięsa. Posadziłyśmy też – wraz z synem Anety – ziemniaki, które chłopiec sam wyhodował na parapecie. Tego dnia ostatnim etapem pracy było wysianie maciejki, a potem zostało już tylko odświeżenie niektórych domowych roślin po zimie i nawożenie młodziutkich siewek pomidorów.