Ogród pod gniazdami (odc. 660 / HGTV odc. 38)
dodano: 12.11.2017
Nad starorzeczem Bugu leży niewielka miejscowość Popowo Parcele. Miejsce to upodobali sobie na ogrody działkowe mieszkańcy Warszawy i pobliskiego Serocka. Tu znajduje się ponad 20-letni ogród, jedyny w swoim rodzaju – niezmienny w wyglądzie przez 4 pory roku, ponieważ królują w nim iglaki i kamień.
Ogród pod gniazdami (odc. 660 / HGTV odc. 38)
Nad starorzeczem Bugu leży niewielka miejscowość Popowo Parcele. Miejsce to upodobali sobie na ogrody działkowe mieszkańcy Warszawy i pobliskiego Serocka. Tu znajduje się ponad 20-letni ogród, jedyny w swoim rodzaju – niezmienny w wyglądzie przez 4 pory roku, ponieważ królują w nim iglaki i kamień. Właściciele nazywają go „Ogrodem pod Gniazdami”. Prowadzi do niego piękna lipowa aleja, przy ulicy Bocianiej. Już samo ogrodzenie zwraca tu uwagę: potężna, drewniana brama i żywotnikowy szpaler, którego monotonię przełamują drewniane pale.
 
Dla pana Janusza Skibińskiego, jego żony Agnieszki i jej rodziców, ogród to miejsce, gdzie spędzają wakacje i weekendy. Głównym twórcą i duszą całego założenia jest pan Janusz. Osobiście nadzoruje powstawanie różnych zakątków i pracuje nad strzyżonymi formami, których nie brakuje w ogrodzie. Na przykład zakątek z ogniskiem otaczają wysokie jałowce, którym usunięto dolne gałęzie. To popularna odmiana ‘Skyrocket’ o niebieskozielonych igłach.
 
Działka ma dosyć regularny kształt trapezu. W pobliżu bramy znajduje się koliste rondo a dalej dom otoczony kamiennymi ścieżkami. W narożniku pan Janusz zaprojektował wyniesioną kaskadę z wodnymi schodami. Przy ogrodzeniu ważnym elementem jest wigwam z tuj, a w przeciwległym narożniku wyjście za płot do zewnętrznego ogrodu. Przy nim znajduje się domek na drzewie, a dalej krąg na ognisko i kolejna kaskada z zakątkiem o nazwie „Memento mori”. Dużą część działki zajmuje staw z mostkiem. Kamienne ścieżki prowadzą jeszcze do altany i ukrytej w kolejnym narożniku kaskady z rzeźbami.
 
Pan Janusz tworzy swój ogród tak, by cały był widoczny niemal z każdego punktu. Dba nawet o to, by korony drzew były ażurowe i przycina je nieco. Uważa, że zbyt masywne korony zasłoniłyby ogród i robiłby on wrażenie mniejszego. Drzewom można też przy okazji nadać nowy, ciekawy kształt. W ogrodzie jest też bardzo mało roślin liściastych; pan Janusz sądzi, że tracąc liście, tracą cały swój urok. Do ogrodów poleca przede wszystkim długowieczne i odporne cisy a także bukszpany.
 
W ogrodzie prawie każde drzewo w jakiś sposób uformowane. Są tu piękne spirale tworzone nie tylko z cisa ale również z żywotników. Sąsiadują z nimi bukszpanowe obwódki, które podkreślają przebieg ścieżek. Formowaniu poddawane są krzewy oraz duże drzewa, takie jak sosny czy świerki. Dzięki temu ogranicza się ich wzrost i odsłania niższe partie ogrodu.
 
Niektóre formy intrygują swoim wyglądem i przeznaczeniem - tak jak grupa żywotników zrośniętych wierzchołkami. Te cztery rośliny posadzono koło siebie, a po latach zaczęły tworzyć wigwam. Obok uwagę przyciąga ogrodzenie z drewnianych bali, wśród nich znajdują się też słupy z wyrzeźbionymi portretami królów – jest ich 14, a na każdym jest jeszcze data urodzin i śmierci monarchy.

Niezmiennym w wyglądzie, zimozielonym roślinom, towarzyszą kamienne budowle. W sąsiedztwie domu są to murki i schody wykonane z łupanych kamieni o ostrych brzegach. W dalszej część założenia gospodarz zdecydował się na elementy powstałe z całych brył łączonych zaprawą betonową. Z otoczaków zbudowane są również rozległe wodne kaskady. Choć po ich stopniach płynie woda, można po nich swobodnie przejść – to celowy zabieg, by nie zamoczyć butów.
 
Pomysł na strumień, po którym można chodzić, pojawił się już w trakcie prac. Powstawała górka ze stopniami i okazało się, że nadaje się też ona do poprowadzenia ciągu wodnego. Całość działa następująco: pompa pompuje wodę na górę, gdzie woda rozdziela się na dwie strony (dwie ścieżki). Z każdej strony spływa potem do swojego zbiornika, a pod ziemią zbiorniki te są połączone jedną rurą.
 
Biegnące od kaskady kamienne ścieżki oplatają cały ogród. Są tu dwa rodzaje nawierzchni. W większości otoczaki zatopiono w betonowej zaprawie, która po latach porosła mchem, dzięki czemu całość wygląda dosyć naturalnie. W pozostałej części ogrodu kamienie układane są na piasku i obsypane żwirem, gdzieniegdzie kamienne bloki wyrastają bezpośrednio z murawy. Gospodarz postawił na taki właśnie kamień, bo materiał ten pochodzi właśnie z tej okolicy. Tu w okolicy można ze żwirowni łatwo go zdobyć. Zwykłe otoczaki mają swój urok – różną barwę, fakturę. Niestety, z takim kamieniem trudno się pracuje, nie ma równych powierzchni, kantów, boków… Kamieniarze często go unikają.
 
Wędrując po ogrodzie spotkać można kolejne pomysły gospodarza. Jednym z nich jest jałowiec, który jest tak ukształtowany, jakby wspinał się po pniu niedużej sosny. Towarzyszy mu postać zadumanego Jezusa w koronie cierniowej. Uwagę zwraca też daszek nad pompą opleciony przez hortensję pnącą. Roślina zakorzeniona jest w gruncie, ale jej pędy są skracane, by z daleka wyglądała jakby porastała dach. To tworzenia figur pan Janusz wykorzystuje nie tylko krzewy. Przy ogrodzeniu rosną dwa srebrne świerki. Gdy po posadzeniu jedno z drzew pochyliło się w kierunku drugiego, gospodarz utrwalił to odchylenie tworząc kolejną ciekawostkę: „zakochaną parę”.

W końcu ogrodu, gdzie znajduje się druga kaskada, z niewielkim zbiornikiem wodnym, ukryty jest pewien tajemniczy zakątek. Tu pojawiają się dość mroczne dekoracje, stanowiące kontrast do dość pogodnej reszty ogrodu. Gospodarz nazwał go ‘Memento mori’ – śmierć to przecież nieodłączny element życia. Zakątek ten oddzielony jest od reszty ogrodu wysokim, kamiennym murkiem. Na jego końcu jest drewniana samotnia, w której można przysiąść i na chwilę zadumać się nad życiem. Z miejscem tym sąsiaduje drewniana figura Judasza trzymającego kurczowo sakwę ze srebrnikami. Postać Judasza pojawia się jeszcze raz w ogrodowych aranżacjach. Przed bramą znajduje się kapliczka z postacią Jezusa frasobliwego, a na kamieniach, u jej podnóża, wyrzeźbiono 12 apostołów, którzy patrzą na swojego mistrza. Natomiast twarz Judasza jest odwrócona w przeciwną stronę.
 
Ogrodowe rzeźby są autorstwa między innymi rzeźbiarza Leszka Gurby czy Janusza Wędzichy. Wiele z prac powstało na podstawie zdjęć, rysunków; mają kojarzyć się z ludzkim życiem i z historią. Kamieniarstwo to trudny fach. Mieliśmy okazję zajrzeć do pracowni Leszka Gurby, który już trzeci dzień tworzył kolejne zamówienie dla pana Janusza. Głowa fauna, która wyłaniała się z dużego kamienia polnego, ma być wykończeniem kaskady. Po obróbce tarczami i dłutami pneumatycznymi kolejnym etapem jest płomieniowanie krawędzi. Proces ten polega na ogrzaniu powierzchni palnikiem do bardzo wysokiej temperatury. Powoduje to drobne pękanie i łuszczenie się wierzchniej warstwy kamienia na głębokość 3-4 mm. Dzięki temu uzyskuje się inny kolor i fakturę materiału. Po zakończeniu płomieniowania kamień oczyszcza się szczotkami.
 
Pan Leszek przyznaje, że zarówno on, jak i koledzy po fachu dość niechętnie pracują w kamieniu polnym. Są one zwietrzałe, spękane – trzeba zdjąć wierzchnią warstwę kamienia. To sporo pracy, ale efektu są bardzo ciekawe.
 
Dziełem pana Leszka są również ogrodowe kamienie z nazwami roślin. Gospodarz zamówił je specjalnie z myślą o gościach, którzy odwiedzają działkę. Udało się podpisać ponad 40 gatunków, chociaż w wielu miejscach zastosowano skrócone nazwy. Dlatego glediczję trójcierniową, zwaną popularnie iglicznią, odmiany ‘Rubylace’ (Gleditsia triacanthos) podpisano „iglicznia różowolistna”. To jedno z niewielu drzew liściastych na działce. Ma liście w brązowozielonym kolorze, a jesienią przybierają one barwę pomarańczowo-czerwoną.
 
Tłem dla drzew i krzewów jest murawa, wypełniająca powierzchnię pomiędzy ścieżkami. Ze względu na słabą glebę nie da się tu utrzymać tradycyjnego trawnika. Gospodarz nie podlewa tych miejsc ani ich nie nawozi. Są one tylko koszone dwa lub trzy razy w sezonie. Jedyne rośliny, które doskonale radzą sobie w takich warunkach to sucholubne dzikie gatunki, między innymi jastrzębiec kosmaczek. W wielogatunkowym trawniku pojawiają się małe niespodzianki – to duże bryły szkła, przypominające kryształy. W niektórych miejscach widać przez nie nawet korzenie roślin.
 
W kilku miejscach w ogrodzie zwraca też uwagę ściółka – z węgla, ale nie spotykanego czasem w ogrodach brunatnego, ale kamiennego. Drobny węgiel kamienny podobnie jak inne ściółki hamuje wzrost chwastów, zatrzymuje wilgoć oraz ciepło dzięki nagrzewaniu się od słońca. Rabata z węglem sąsiaduje z dużą, drewnianą altaną. Latem tutaj gospodarze urządzają biesiady i jedzą posiłki. Takich miejsc do wypoczynku w całym ogrodzie jest więcej. Nad stawem, w cieniu wysokiej wierzby płaczącej, znajduje się huśtawka, z której można obserwować całą taflę wody. Państwo Skibińscy często kąpią się w tym dużym zbiorniku, a nawet pływają łódką o wdzięcznej nazwie „Cyraneczka”. Staw jest bardzo duży, betonowy, ale sprawia wrażenie naturalnego.
 
Prace przy budowie stawu rozpoczęto od przygotowania odpowiedniego wykopu. Na dno ułożono włókninę ochronną i folię. Kolejną warstwą była siatka na niewielkich dystansach, którą zalano betonem. Po jego związaniu, powtórzono całą procedurę aby uzyskać następną warstwę siatkobetonu. Kiedy całość związała, powierzchnię pomalowano wodoodporną farbą.
 
W wodzie nie ma roślin, ale otaczają one staw i tworzą malowniczą oprawę. Co kilka lat staw trzeba czyścić z osadu i mułu. Ponieważ nie ma roślin, wystarczy wypompować wodę i oczyścić dno; można też od razu odmalować dno. Nie jest to rozwiązanie tanie, ale trwałe. A osoby przechodzące po mostku mogą jeszcze dojrzeć zatopioną w toni wody rzeźbę.
 
Zagospodarowawszy teren działki, pan Janusz, swoją energię poświęcił na jej otoczenie. Za ogrodzeniem kryje się inne królestwo – tak zwany ogród zewnętrzny. Tu trafiły rośliny, który były wysadzane z obszaru ogrodu. Gospodarze oczyścili też teren. Ponieważ prawo zabrania grodzenia terenu w odległości 1,5 metra od cieku wodnego, pomiędzy poszczególnymi działkami powstał pas zieleni. Na brzegiem każdy, kto ma na to ochotę, może pospacerować czy też wędkować. Jednak, żeby był to teren dostępny, trzeba o niego zadbać. Ścieżki nad rzeczką narażone są na uszkodzenia, ponieważ skarpy często podmywa woda. Dlatego pan Janusz zdecydował się wykonać je ze zbrojonego siatką betonu a w ich brzegi wtopić otoczaki. Przy ogrodzeniu powstały też kamienne schody z charakterystyczną rzeźbą ręki oraz mostek, który łączy oba brzegi. Tutaj też wykorzystano technologię zbrojonego betonu. Takie zabezpieczenia są konieczne, gdyż rzeczka potrafi być kapryśna, a jej poziom uzależniony jest od przepływającego w pobliżu Bugu, z którym połączona jest zespołem rowów melioracyjnych. Kłopoty sprawiają też czasem bobry.
 
Nad rzeczką pojawia się często jedyny stały mieszkaniec działki – wiewiórka Rudka. Mieszka ona w jednym z domków zwanym głową Trygława. Otwory w tej rzeźbie są trochę za duże dla ptaków i te niechętnie ją zasiedlają, ale dla niewielkiego gryzonia to wygodna siedziba. Wielkim miłośnikiem i obserwatorem zwierząt jest teść gospodarza – pan Janusz Gadomski.
 
Przy okazji dowiedzieliśmy się, skąd nazwa ogrodu: są tu trzy bocianie gniazda; pierwsze powstało w 2001 roku. Pan Janusz prowadzi nawet kronikę bocianiego życia ogrodu. Oprócz bocianów, w ogrodzie pojawiają się też sroki, szpaki, sikorki… Do obserwacji ptaków często wykorzystywany jest „Domek pod Modrzewiem”, czyli duża ambona, kiedyś służąca dzieciom do zabawy. Obecnie to ulubione miejsce gospodarza na bezkrwawe łowy z lornetką. Kiedyś gospodarze wabili też ptaki dokarmiając je.