Ogród z naturą w tle (odc. 679 /HGTV odc. 17 seria 2018)
dodano: 24.06.2018
W Pęchcinie pod Ciechanowem przed ponad 30 laty rodzina Szmitów założyła gospodarstwo ogrodnicze, obecnie jedno z największych w Polsce. W pobliżu szkółki roślin ozdobnych zamieszkali Urszula i Bronisław Szmitowie. Tutaj wybudowali dom i urządzili wymarzony ogród. Bronek z zawodu ogrodnik, razem z rodzicami stworzył jedną z najbogatszych w Polsce kolekcji dendrologicznych.
Ogród z naturą w tle (odc. 679 /HGTV odc. 17 seria 2018)
W Pęchcinie pod Ciechanowem przed ponad 30 laty rodzina Szmitów założyła gospodarstwo ogrodnicze, obecnie jedno z największych w Polsce. W pobliżu szkółki roślin ozdobnych zamieszkali Urszula i Bronisław Szmitowie. Tutaj wybudowali dom i urządzili wymarzony ogród. Bronek z zawodu ogrodnik, razem z rodzicami stworzył jedną z najbogatszych w Polsce kolekcji dendrologicznych. Jego żona Ula jest architektem. Odwiedziliśmy ich kilkukrotnie, po raz pierwszy w pełni lata. Ogród idealnie wpisuje się w naturalny krajobraz. Właściciele pozostawili istniejące drzewa, wykorzystali też wszystkie z możliwych atutów kilkuhektarowego terenu. Do ogrodu prowadzi droga ozdobiona pasem rabat kwiatowych. Dom znajduje się w zachodniej części działki, przy lesie, który chroni go przed wiatrem. Obok usytuowany jest domek ogrodnika ze szklarnią.W zaciszu zabudowy stanowiska mają rośliny ozdobne, są też liczne rabaty kwiatowe. Za budynkiem gospodarczym właściciele urządzili warzywnikizałożyli sad. W północnej części posesji jest pasieka, do której prowadzi aleja wierzb. Im dalej od domu tym ogród staje się bardziej krajobrazowy - otaczają go łąki oraz naturalne enklawy drzew. Najbardziej ukwiecone jest otoczenie domu, gdzie przestrzenie przy zabudowie i wzdłuż ścieżek szczelnie wypełniają rabaty. Ich twórczynią jest siostra właściciela ogrodu –  Magda Szmit-Siewruk.
 
Bronek od razu zdecydował się powierzyć siostrze – projektantce ogrodów – projekt. Gospodarze chcieli mieć ogród wpisujący się w krajobraz i pasujący do wiejskiego i sielskiego charakteru domu. Jednocześnie Bronek jest kolekcjonerem roślin, chciał mieć więc wszystkie odmiany i kolory – to zresztą przydaje mu się też w pracy. Magda wprowadziła tu porządek. Stworzyła stopniowane rabaty, gdzie najwyższy element znajduje się z tyłu lub – jeśli rabata jest okrągła – pośrodku. Przy brzegu są coraz niższe rośliny.
 
Przykładem uporządkowanej kolekcji bylin jest rabata, w której najniższe piętro tworzy czyściec wełnisty (Stachys byzantina), natomiast wyższe rośliny to kolejno pysznogłówki szkarłatne (Monarda Didyma), jeżówki blade (Echinacea pallida), floksy wiechowate (Phlox paniculata), werbeny patagońskie (Verbena bonariensis) i najwyższe sadźce plamiste (Eupatorium maculatum).
 
Gdzie pełno kwiatów, tam chętnie pojawiają się motyle. Tutaj na rabacie mamy okazję podziwiać rzadko spotykanego pazia królowej (Papilio machaon). Chwilę spędził na jeżówce bladej, aby zaraz przenieść się na bardziej nektarodajne floksy wiechowate ’Miss Pepper’.
 
Dodatkowo projekt przewidywał zachowanie istniejących drzew. Bronek zauważa, że wiele osób kupując działkę wycina drzewa, a to spory błąd, bo one od razu tworzą charakter ogrodu. Czasem wystarczy tylko kilka dużych drzew w połączeniu z bylinami i efekt jest gotowy po kilku latach. Szybki efekt można uzyskać, kiedy poszczególne gatunki, czy odmiany roślin sadzi się tak zwanymi dużymi plamami. Pojedyncze sztuki nie dają efektu. Magda to wykorzystała, zastosowała też zasadę rytmu, powtarzając rozchodnik 'Matrona' (Sedum telephium) i liliowiec ogrodowy (Hemerocallis x hybrida).
 
Ponadto sadzenie roślin grupowo znakomicie sprawdza się na większych powierzchniach, kiedy obserwujemy kompozycje z daleka. Przykładem są skupiska liatry kłosowatej (Liatris spicata), rosnącej w zestawieniu z białymi floksami wiechowatymi i liliowcami.
 
Urodę rabat podkreślają jeszcze geometryczne ścieżki, najlepiej utwardzone, lub prostokąt trawnika, otoczony bylinami. Całą kompozycję ogrodu tworzą zestawienia roślin z elementami małej architektury.
 
Niezaprzeczalną ozdobą posesji jest szklarnia, którą umiejętnie wkomponowano w bryłę istniejącego wcześniej, zdewastowanego budynku. Okazuje się, że gospodarze tym właśnie zabiegiem uratowali na pozór bezużyteczną ruinę. Gdy kupili ten teren, chcieli zburzyć zdewastowany budynek, ale zdecydowali się go zachować. Nie tynkowali nawet muru, by wyeksponować stare cegły. Resztki starego tynku maskują pnącza. Po stronie południowej dobrze radzi sobie winobluszcz trójklapowy ’Veitchii’ (Parthenocissus tricuspidata). To ekspansywne pnącze wędruje bezpośrednio po ścianie, ale nie wchodzi na dach. Okazuje się, że nagrzewająca się w słońcu rynna i podbitka dachu są dla rośliny nie do zdobycia. O wiele łatwiej utrzymać w ryzach gatunki, które wymagają podpór. Są więc aktinidie, oraz przy ścianie północnej kokornak, akebia i powojnik górski.
 
Sam projekt szklarenki wzorowany był na klasycznych, wiktoriańskich szklarniach, został trochę zmodyfikowany ze względu na klimat a także wzornictwo: cieśla dodał od siebie nieco polskich, kurpiowskich motywów. Warto zwrócić uwagę na funkcjonalność szklanego domku. Ważna jest w takich przypadkach odpowiednia wentylacja wnętrza. Tutaj odbywa się to tradycyjnie przez odchylanie dolnej części okien na zewnątrz. Dzięki temu woda z deszczu nie wlewa się do wnętrza, nawet jeśli wiatr zacina w tę stronę. Rozwiązanie jest powszechne w budownictwie Skandynawii i dlatego nazywa się je systemem okien skandynawskich. Może mieć zastosowanie nie tylko w przypadku szklarni ale też konstruowaniu innych domków ogrodowych.
 
Szklarnia zrobiona jest z tzw. cedru kanadyjskiego, czyli z żywotnika olbrzymiego (Thuja plicata) – to lekkie drewno, które nie chłonie wody. Szklany domek służy Bronkowi przede wszystkim do zimowania egzotycznych roślin, które często przywozi z wycieczek po świecie. Uwielbia je obserwować i eksperymentować z ich przystosowywaniem do polskiego klimatu. Okazuje się, że niektóre gatunki część sezonu spędzają na zewnątrz. Wracają do wnętrza tylko z nastaniem zimowego chłodu. Są tu na przykład: Melianthus major, który często pojawia się w kompozycjach bylinowych na zachodzie Europy, Umbellularia californica, pochodząca z rodziny wawrzynowatych, sekwoja wieczniezielona (Sequoia sempervirens).
 
Na posesji wrażenie robi stary jesion wyniosły, którego szeroko rozpostarta korona sięga powyżej dachu domu. Wokół jego grubego pnia znajduje się wygodna ławka z oparciem – tradycyjne rozwiązanie, zaczerpnięte z dziewiętnastowiecznych ogrodów krajobrazowych. Miejsc do wypoczywania w ogrodzie jest więcej. Jeden z takich zakątków znajduje się za sadem, w najwyżej położonym punkcie terenu. Tu można obserwować ptaki, patrzeć na łąki… A tym zakątku krajobraz jest zamknięty – rozległa łąka kończy się wzniesieniem.
 
Łąki koszone są raz w roku, w lipcu. Z jednej strony pozwala to na dojrzewanie i wysiewanie kwiatów łąkowych, z drugiej zaś zapobiega zarastaniu wierzbami czy brzozami, których w okolicy jest pełno. Łąki mają stale wykaszane obrzeża. Tym sposobem pasy krótkiej trawy ułatwiają komunikację,. porządkują kompozycję przez oddzielenie części dzikiej od ukształtowanej ręką człowieka. Ma to też inne wytłumaczenie. Teraz łąka jest otoczona ramą z bylinowych rabat; w środku jest więc natura, a dookoła – sztuka ogrodnicza i widać, że całość to jeden ogród.
 
Kolejny raz pojawiamy się w ogrodzie wiosną. O tej porze roku rabaty zdobią kwiaty cebulowe. Kwitną też liczne drzewa owocowe. Pośród nich, na rabacie przy domu uwagę zwracają świdośliwy olcholistne ’Obelisk’ (Amelanchier alnifolia) o wyjątkowo smukłym pokroju. Odmiana ta dorasta do pięciu metrów wysokości, przy półtorej metra szerokości. Jej atutem są jadalne owoce, które dojrzewają w czerwcu.
 
Właścicielka ogrodu, Ula Szmit, patrzy na ogród inaczej, niż jej mąż. Dla niej ważna jest kompozycja, a mniej ważna – rozmaitość odmian. Ceni też sobie walory użytkowe ogrodu – sad z owocami, warzywnik… Zwłaszcza, że w warzywniku mają też warzywa, o które czasem trudno w sklepie – salsefię, rzepę czy pasternak. Warzywa i owoce gospodarze uprawiają z południowej i wschodniej strony budynku gospodarczego. Tutaj o dobre plony dbają dzikie pszczoły, dla których wybudowano specjalne ściany z licznymi otworami i zagłębieniami.Kanaliki długości do 10 centymetrów i średnicy od 5 do 8mm służą owadom, zapylającym rośliny, do rozmnażania.
 
Z kolei w sadzie Uli i Bronka niektóre z drzew owocowych są prowadzone w specjalny sposób. Na ścianie domku ogrodnika rozpościerają się grusze. Są prowadzone w płaskiej formie – popularnej w XIX wieku, choć w Anglii taka forma modna jest nieustająco. Takie palmety zajmują mało miejsca i są efektowne. W porównaniu z terenem otwartym, przy ścianach drzewa mają bardziej zaciszne stanowiska. Poza tym mury są akumulatorami ciepła. Nagrzewają się w dzień, a oddają energię w nocy. Dzięki temu uprawiane tym sposobem rośliny nie przemarzają. Ma to znaczenie między innymi wiosną podczas ich kwitnienia. Przy murach dają lepsze plony między innymi brzoskwinie i morele. Odpowiednimi dla nich stanowiskami są południowe i południowo-zachodnie elewacje domów.
 
Ale prawdziwą ciekawostką jest jabłoń prowadzona nisko, tworząca coś w rodzaju płotka. To też klasyczna forma prowadzenia drzew owocowych, zwana sznurem. W ten sposób można prowadzić jabłonie na karłowych podkładkach – inne rosłyby zbyt szybko. Sadzi się małą roślinę, przycina się i gdy pojawi się boczny przyrost – wyprowadza go poziomo w bok. W kolejnym roku, gdy na pędzie pojawią się boczne rozgałęzienia, wybrać należy kilka i przyciąć je na 2-3 oczka. Gdy z nich wybiją nowe przyrosty, znowu część należy przyciąć, a część – usunąć. Chodzi o to, by utrzymać roślinę w ryzach.
 
Wrażenie robi inne drzewo, które rodzi mnóstwo rozmaitych jabłek. Ta niewiarygodna jabłoń znajduje się we wschodniej części posesji, na skraju łąki. To stara papierówka, którą przed dwoma laty zaszczepiono aż 46 historycznymi odmianami jabłoni! Sadownictwo to nie jedyna pasja Bronka. Ma on również sentyment do pszczelarstwa. Oryginalna pasieka znajduje się na końcu wierzbowej alejki w północnej części posesji. Ule z pni kryte strzechą, tworzą nostalgiczny akcent i wkomponowują się klimat, jaki tworzą sędziwe drzewa wierzb. To stara aleja, którą gospodarze zdecydowali się zachować. Gospodarz szacuje, że aleja ma już ponad 100 lat. Drzewa są ogławiane – trzeba robić to regularnie, gdy już raz się zacznie, bo inaczej ciężar gałęzi rozłamie drzewo.
 
W części alei widać nowe wierzbowe nasadzenia – najprawdopodobniej kiedyś aleja była długa, bo jedno stare drzewo na końcu się zachowało, więc Bronek zdecydował się uzupełnić rzędy młodymi okazami. Zwyczaj sadzenia wierzb oraz ich ogławiania, czyli radykalnego ścinania do samego pnia gałęzi, wprowadzili na terenie Polski dawni osadnicy holenderscy. Zasiedlali głównie tereny podmokłe, np. na Mazowszu czy Żuławach. Wierzbami osuszali między innymi pastwiska. Korzenie tych drzew wysysają z ziemi mnóstwo wody, którą z kolei szybko odparowują liście.
 
Na najstarszych egzemplarza wyrastają jarzębiny czy brzozy. Bronek usuwa brzozy, ale pozostałym gatunkom pozwala się rozrastać. Brzozy i inne silnie rosnące drzewa penetrują korzeniami głęboko spróchniały pień. Często wywracają się na wietrze, rozłupując swojego żywiciela – w tym przypadku wierzbę. Krzewy, jak na przykład bez czarny, czy wysiewające się licznie byliny, nie tworzą takiego zagrożenia. Obszerne wierzbowe dziuple oferują również wspaniałe warunki mieszkaniowe dla zwierząt, nie tylko ptaków czy ssaków, ale też owadów. Jedną z takich komór zasiedliły pszczoły miodne – być może uciekinierzy z Bronkowej pasieki.