Premiera: HGTV Home&Garden, niedziela o 9:20
Powtórka: patrz "o nas"

Ogród marynistyczny w Lęborku (odc. 680 /HGTV odc. 18 seria 2018)

dodano: 01.07.2018

Ten ogród ma niezwykłe położenie – z dwóch stron sąsiaduje z rzeką oraz kanałem młyńskim. A sam właściciel zajmuje się historią i zbieraniem zabytków marynistycznych. To dlatego wiele takich elementów jak koła ratunkowe, boje, reflektory czy maszty, stanowi dekorację ogrodu. Jest nawet zabytkowy kosz plażowy, z którego ogląda się rzekę oraz łódź służąca jako miejsce do wypoczynku.

Odwiedzany dzisiaj ogród ma niezwykłe położenie. Zajmuje część wyspy, która w średniowieczu była kolebką miasta Lęborka. Obecnie to ścisłe centrum tej miejscowości, połączone z resztą miasta mostem i układem dróg. W sąsiedztwie 
ogrodu zachował się zamek krzyżacki – dzisiaj to siedziba sądu.

Na ogród i sposób jego zagospodarowania ogromny wpływ ma rzeka Łeba. To jedna z najbardziej malowniczych rzek pojezierza kaszubskiego. Aby docenić jej urodę, docieramy do ogrodu kajakiem. Z poziomu wody oglądamy miejskie bulwary i park, a dalej wyspę, gdzie mieszkają nasi gospodarze.
 
Pan Wojciech Pasko-Porys jest z zawodu prawnikiem, a od wielu lat zajmuje się historią i zbieraniem zabytków marynistycznych. Jego żona – pani Katarzyna Gączarzewicz, jest stomatologiem. Gospodarze swoją działkę nazywają „Młyńską Wyspą”, ale nie sposób zobaczyć tego z poziomu terenu. Dopiero na mapie widać, że odnogi rzeki Łeby i kanału młyńskiego oddzielają ten obszar od miasta.
 
Ta wyspa to jedyna wyspa w Polsce, na której stoi zamek. Gospodarze zaczęli urządzać swój ogród 7 lat temu, a pracy było sporo, bo teren był bardzo zaniedbany. Sam ogród ma koło 1200 m2 i sąsiaduje z rzeką oraz kanałem młyńskim. Dom posadowiony jest w centrum działki, a od strony wody zaprojektowano kamienny podjazd, domek gospodarczy z grillem oraz podest z łodzią. Dalej jest garaż, który na wysokości pierwszego piętra został połączony z domem drewnianym trapem. Za nim znajduje się podwieszony nad wodą taras. Przy samym kanale wygospodarowano jeszcze placyk z meblami ogrodowymi. Sąsiaduje z nim galeria i kolejny podjazd, 
którym można przejść do wąskiego przedogródka.
 
Teren ogrodu leży dużo poniżej drogi i mostu i przechodnie mają pełen wgląd na działkę. Dlatego jej właściciele tworzą zakątki, które zapewniają im odrobinę intymności. W zamian z każdej strony domu mają widok na płynącą wodę oraz satysfakcję, że to piękne miejsce udało się uratować. Cała kompozycja ogrodu oparta jest na dużych drzewach, które już rosły na tym terenie. Przy samym wejściu wita nas potężny buk czerwony.Za nim gospodarz posadził szpaler żywotników i cyprysików, które tworzą zwartą ścianę.Na brzegu rzeki rośnie wierzba płacząca, której gałęzie sięgają lustra wody. Natomiast na wysuniętym cyplu najwyższy akcent stanowi kasztanowiec, a towarzyszą mu klon i kilka olch. Pozostałą przestrzeń wokół domu podzielono na wąskie pasy trawnika i rabaty. Pomysłem pana Wojciecha na ogrodowe dekoracje są akcenty marynistyczne: boje, koła ratunkowe, polery czyli elementy do cumowania statku. Koło garażu ustawiono dwa maszty z olinowaniem z dalekomorskich kutrów. Znajdują się tu również używane na statkach reflektory.
 
A skąd zamiłowanie gospodarza do takiej morskiej tematyki? Zdradził nam, że mieszkał kiedyś na Key West, na Florydzie, pracował nawet marinie i morze stało mu się bliskie. Przy okazji tematyka okazała się rzadkim hobby, bo w Polsce nie ma wielu zbieraczy marynistycznej sztuki. A wśród ciekawych ozdób pana Wojciecha jest na przykład szalupa dalekomorskiego statku – została odrestaurowana i teraz stanowi spory akcent w ogrodzie.
 
W ogrodzie stoi również budynek galerii marynistycznej. Po wcześniejszy umówieniu pan Wojciech otwiera ją dla zwiedzających i sam chętnie oprowadza gości po jej wnętrzu. Znajduje się tu kolekcja malarstwa o tematyce morskiej, a także urządzenia, olinowanie i elementy wyposażenia statków. W pomieszczeniu znajduje się zejście do dawnej piwnicy z sygnalizatorem używanym na statkach. W dalszej części galerii można też poczuć się jak na mostku kapitańskim. Są tu kompas morski, zegary i flagi sygnalizacyjne. Wieczorem w ogrodzie zapalane są reflektory, które tworzą niezwykłą scenografię. Część z nich jest ruchoma, dzięki czemu można wydobywać z mroku marynistyczne zbiory i ogrodowe dekoracje.
 
Innym ciekawym elementem jest pomost łączący garaż z domem. Gospodarz wyjaśnił, że inspiracja dla tej konstrukcji jest amerykańska. Tam pomosty, deki czy werandy często łączą poszczególne miejsca w ogrodzie. No i można stąd spojrzeć na ogród z innego punktu widzenia. Z poziomu pomostu schodzi się na tyły garażu. Tu znajduje się placyk zwany przez gospodarzy „Intymnym”. Znajdują się tu ławki do siedzenia, a pod pomostem zawieszona jest huśtawka, na której można się pobujać. Miejsce to przysłonięte jest starymi drzwiami ze statków, z charakterystycznymi bulajami czyli kolistymi oknami.

Na samym cyplu są jeszcze dwa nadwieszone nad wodą tarasy, do których przechodzi się po fragmencie piaszczystej plaży. Latem gospodarze wystawiają tu kosz do opalania. Warto wiedzieć, że historia koszy plażowych sięga końca XIX wieku, kiedy to Wilhelm Bartelmann – wyplatacz wikliny – stworzył pierwszy kosz plażowy. W dwudziestoleciu międzywojennym na polskich plażach takich koszy było aż 15 tysięcy!
 
O ile dekoracje ogrodu to domena pana Wojciecha, to roślinami zajmuje się pani Katarzyna. Stara się, aby na tej niewielkiej przestrzeni było kolorowo przez cały rok. Wiosną na rabatach rozkwitają tulipany w kilku kolorach. Dominują jasne i pastelowe barwy. Latem, po przekwitnięciu tulipanów, gospodyni uzupełnia zimozielone rabaty jednorocznymi cyniami i aksamitkami. Na tle płożących się jałowców i skórzastych liści bergenii, uwagę zwracają duże różowe kwiaty kielisznika zaroślowego (Calystegia sepium), który z upodobaniem osiedla się na gliniastych i wilgotnych glebach. Roślina ta przez wielu ogrodników uznawana jest za uciążliwy chwast. Tu pokrywa brzeg skarpy, a jego podziemne, silnie rozgałęzione kłącza przytrzymują osuwającą się ziemię. Na rabacie wzdłuż młyńskiego kanału wiosną widać liście irysów. Latem kwitną tu łany wiesiołka ozdobnego (missouryjskiego) (Oenothera macrocarpa). Ma duże kwiaty z charakterystycznym unerwieniem. Ciekawostką jest fakt, że otwierają się późnym popołudniem i zamykają się około 10 rano. Dzięki temu roślinę mają szansę odwiedzać ćmy, czyli nocne motyle.

Pani Katarzyna jest nie tylko projektantką rabat, ale także nawierzchni w ogrodzie. Sama przygotowała kwiatowy wzór, który przedstawia wijące się pędy, kwiaty i liście kwitnącego groszku. Kamień pochodzi z pobliskich żwirowni.

Przy ścieżce zwraca uwagę zimozielona rabata. Rosną tu kosodrzewiny, niewielkie bukszpany i karłowe różaneczniki.Jasnym akcentem jest tojeść rozesłana w odmianie ‘Aurea’ (Lysimachia nummularia). Tworzy zwarty dywan liści pomiędzy grupami kamieni. Jej złocisty kolor utrzymuje się cały sezon, ale w cienistych miejscach staje się bardziej zielony. Roślina zakwita latem, a jej żółte kwiaty barwą prawie nie odróżniają się od liści.
 
Znaczna część ogrodu to ocienione drzewami rabaty. Pod olchą zachwyca swymi przewieszającymi się pędami kokoryczka wielokwiatowa (Polygonatum multiflorum). Bylina ta jest u nas popularna w lasach, szczególnie na terenach wilgotnych, w zaroślach i nad rzekami. Dlatego tutaj czuje się znakomicie. Jej ozdoba są biało-zielone kwiaty zebrane w gronach. Ze względu na formę kwiatu nazywana była „pieczęcią Salomona”. Korzeń kokoryczki jest natomiast surowcem zielarskim.
 
Ogród zaskakuje ciągle nowymi zakątkami. Jeden z nich kryje się tuż obok drogi. Ponieważ teren wokół został sporo podniesiony, ale ziemia nie mogła zasypać fundamentów domu, przy ścianie powstało zagłębienie z kamiennymi ścianami. Miejsce to porastają bluszcze, hosty… Całość przypomina tajemniczy ogród. Od strony drogi ten fragment ogrodu jest prawie niewidoczny. Przysłania go roślinność i ozdobne ogrodzenie z kutej stali, pomalowanej na czarno. W zamyśle gospodarza przedstawia ono pas nadbrzeżnych traw i trzcin. Każde „źdźbło” wykuwane było osobno z jednego pręta, a następnie – całość łączono. Nie było to łatwe, bo łączenia znajdują się tylko pomiędzy liśćmi, nie ma dodatkowych mocowań, a konstrukcja musiała pozostać stabilna.
 
Ciekawym elementem w ogrodzie jest również grill połączony z niewielkim domkiem ogrodnika. Pilnują go dwa dobre duszki, czyli drewniane rzeźby z pociętych pni. Budowla ta miała służyć do przyrządzania posiłków, które gospodarze spożywaliby na niewielkim placyku ukrytym pomiędzy pniami wierzby. Jednak bliskość ulicy powoduje, że rzadko z niego korzystają.
 
Schodząc poniżej na skarpę można dostrzec różnego rodzaju zabezpieczenia chroniące ogród od strony rzeki. Co jakiś czas zaglądają tu bobry, usiłujące tu zrobić sobie siedlisko. Podkopują brzeg, niszczą drzewa i żywopłot. Gospodarze próbowali owijać drzewa siatką, ale to nie pomagało. Zwierzęta wykorzystywały pocięte fragmenty drzew iglastych do podpierania swoich jam… Sąsiedztwo ruchliwej ulicy zupełnie nie przeszkadza bobrom. Dlatego specjalnie przeciw bobrom gospodarz zamontował siatkę z wygiętymi zakończeniami. Dodatkowo każde z drzewek posadzonych nad brzegiem zabezpieczone jest siatką do wysokości 80 cm. Gospodarz rozkłada też pułapki na szczury. Bóbr bez trudu się z pułapki uwalnia, alebardzo zniechęca go to do przebywania w ogrodzie.
 
Wiele osób może zastanawiać się, jakie zagrożenia niesie sąsiedztwo rzeki – może przecież np. wystąpić z brzegów. Gospodarz zabezpieczył się i ma inne podejście: bliskość wody jest atrakcją. Znacząco wyższy jej poziom zdarza się rzadko. Raz jednak miało to miejsce. Rzeka wystąpiła z brzegów na początku marca i podeszła pod sam dom. Taki poziom wody utrzymywał się przez kilka dni. Zostały wówczas zniszczone prawie wszystkie nowe ogrodowe nasadzenia. Jednak obecnie cały teren podniesiony został o 70 cm. Od strony rzeki powstała skarpa zalewowa z brzegami, porośnięta trzcinami, trawami ozdobnymi i krzewami.
 
Wysokie stany wody powtarzają się każdej wiosny. Dzięki zabiegom gospodarza rzeka nie wyrządza już szkód w ogrodzie. W tym okresie pan Wojciech monitoruje stan wody dzięki specjalnej studni. Widzi, gdy poziom wody podnosi się niebezpiecznie. Wtedy przydaje się druga studnia, zbudowana w najniżej położonym miejscu ogrodu, przy wejściu do piwnicy. Do niej prowadzą rury rozłożone wokół budynku. Gdy wody jest zbyt dużo, można tu 
wrzucić pompę i odpompować nadmiar wody.
 
Zagrożenie powodziowe to nie jedyny powód do troski dla pana Wojciecha, ma też problem z kasztanowcem. Kilka lat temu, kiedy powódź podmyła jego korzenie, silnie przycięto konary, aby go ustabilizować. Od tego czasu drzewo choruje i gospodarz boi się, by nie wywróciło się w czasie burzy.

Do ogrodu przyjeżdża Edyta Rosłon-Szeryńska, dendrolog specjalizująca się w ocenie kondycji drzew. Edyta mierzy obwód drzewa i jego wysokość dalmierzem. Pierwsze, wstępne badanie wykonuje gumowym młotkiem, który pozwala ocenić czy tuż pod korą nie ma martwicy. Następnie dokładnie analizuje układ gałęzi kasztanowca i wypatruje wewnętrznych oznak uszkodzeń drewna. Na szczęście żywotność tego drzewa jest nadzwyczaj dobra, pomimo, że zostało ogłowione. Jednak wewnątrz drzewa jest nieco zgnilizny, dwa główne konary mają V-kształtne rozwidlenie, a w nim pojawiło się wybrzuszenie – to wrośnięta kora. Jest też dziupla po dawnym konarze, częściowo zarośnięta.

Kolejne badanie przeprowadza się rezystografem. Urządzenie to zaopatrzone jest w cienkie wiertło, a napędzane jest elektryczną wiertarką. Wykonuje się nim nawiert w pniu. Pomiar polega na zapisie siły oporu wiertła. Jego średnica jest na tyle mała, iż powstały otwór nie ma wpływu na kondycję drzewa. Badanie pozwala jednoznacznie zdiagnozować stan zdrowotny rośliny. Koszt jego wykonania to kilkaset złotych. Tu po badaniu widać, że zdrowa ścianka drzewa ma grubość ok. 20 cm. Dendrolog zwraca również uwagę na falistą budowę pnia. Może to oznaczać, że w zagłębieniach kora wrasta w zdrową tkankę i rozpoczyna się proces zagniwania drewna.
 
Kiedyś drzewa leczono „chirurgicznie” – wydrążano zgniliznę, czyszczono rano, zabetonowywano. Obecnie się tego już nie wykonuje, drzewa bronią się same, na przykład poprzez mokre drewno. Bardzo mokre drewno nie jest korzystnym miejscem do rozwoju grzybów. Edyta zaleca dalszą obserwację drzewa i przygotowanie wiązań, które uniemożliwią rozłamanie się jego konarów. A dziupla po sprawdzeniu okazała się niezbyt głęboka. Sięga do 1/3 głębokości pnia, co nie zagraża zdrowiu kasztanowca. Według oceny ekspertki, drzewo pożyje jeszcze kilkadziesiąt lat.
Dodaj do Facebook Twitter Blip Digg
wyślij znajomemu
93%
7%
oceń artykuł
Komentarze na forum
komentarze autor
Re: Ogród marynistyczny w Lęborku (odc. 680 /HGTV odc. 18 seria 2018)
Niesamowite że prawie w środku miasta można wyczarować coś takiego. Chwała gospodarzom również za to, że nie przeszkadza im, gdy przygodne osoby podziwiają to, co sami z trudem stworzyli. Szacun!
2018.09.21
~ nana

Poprzedni odcinek

Ogród z naturą w tle (odc. 679 /HGTV odc. 17 seria 2018)

Ogród z naturą w tle (odc. 679 /HGTV odc. 17 seria 2018)

W Pęchcinie pod Ciechanowem przed ponad 30 laty rodzina Szmitów założyła gospodarstwo ogrodnicze, obecnie jedno z największych w Polsce. W pobliżu szkółki...

więcej »
Ocena
95%
5%
Facebook Twitter Blip Digg
 

Porady

Sekrety uprawy pomidorów

Sekrety uprawy pomidorów

Pani Agnieszka Tokarczyk jest właścicielką malowniczego cienistego ogrodu bylinowego. Od lat też zbiera doświadczenia związane z uprawą pomidorów i...

więcej »
Ocena
88%
12%
Facebook Twitter Blip Digg
 

Maja poleca

Maja w ogrodzie rekomenduje imprezy ogrodnicze

Maja w ogrodzie rekomenduje imprezy ogrodnicze

W jakim spotkaniu lub wydarzeniu o tematyce ogrodniczej - i pokrewnej - warto wziąć udział w najbliższym czasie?

więcej »
Ocena
90%
10%
Facebook Twitter Blip Digg