Premiera: HGTV Home&Garden, niedziela o 9:20
Powtórka: patrz "o nas"

Rytmy późnego lata (odc. 692 / HGTV odc 30 seria 2018)

dodano: 23.09.2018

Ogród, który odwiedzamy tym razem położony jest on niedaleko Warszawy i stanowi część niewielkiego osiedla domów jednorodzinnych. Od razu rzuca się tu w oczy bardzo duża strefa frontowa, brzozowy zagajnik, który daje miły cień i buduje charakter ogrodu oraz ogromne połacie bylin.

Ogród, który odwiedzamy tym razem to przykład miejsca, którego projektowanie było bardziej czasochłonne, niż zakładanie. Położony jest on niedaleko Warszawy i stanowi część niewielkiego osiedla domów jednorodzinnych. Od razu rzuca się tu w oczy bardzo duża strefa frontowa, brzozowy zagajnik, który daje miły cień i buduje charakter ogrodu oraz ogromne połacie bylin.
 
Właściciele tego miejsca, pani Janetta i pan Andrzej Alama – którego spotykamy w ogrodzie – są miłośnikami roślin, ale zadanie stworzenia koncepcji własnego zielonego zakątka powierzyli specjalistce – projektantce Magdalenie Szmit-Siewruk. A dlaczego? Zwłaszcza, że początkowo chcieli zaprojektować ogród sami? Uznali jednak, że jest to jednak bardzo trudne zadanie, bo choć wiedzieli, co im się podobało w innych ogrodach, to przeniesienie „zlepków’ takich ładnych miejsc nie stworzy spójnej całości, pasującej do miejsca. Gdy poznali projektantkę, wspólnie poświęcili mnóstwo pracy na dopracowanie koncepcji. Pan Andrzej wiedział, że to trudny proces, ale inaczej ogród może być po prostu inny, niż gospodarze sobie wymarzyli.
 
Przed projektantką stało niemałe wyzwanie: działka jest spora, liczy sobie 3000 m kw, a dom posadowiony jest tak, że przedogródek znajduje się z boku budynku i jest bardzo duży w porównaniu do właściwej części ogrodu. Koncepcja ogrodu zakładała utworzenie kilku stref: ogród formalny w strefie wejściowej, obok ogród traw, a dalej, we właściwej części założenia – ogród kolekcyjny oraz cienisty, którego powstanie nasunęło się samo, bo gospodarze zdecydowali się zachować samosiewy brzóz. Powstające wnętrza musiały być jednak spójne stylistycznie, by nie wprowadzać do ogrodu dysharmonii. Dlatego projektantka wykorzystała kilka rozwiązań, a najważniejszym z nich jest wyraźnie widoczna powtarzalność gatunków roślin, sadzonych dużymi grupami.
 
Spacer zaczynamy od przedogródka. Na początku jesieni miejsce to urzeka bogactwem kolorów bylin. Tu projektantka zastosowała oryginalny zabieg: skomponowała grupy roślin i powtarzała je, niczym gotowe moduły. Tło dla rabat tworzą fantastyczne łany miskantów chińskich ‘Rotsilber’ (Miscanthus chinensis) – zwłaszcza jesienią, gdy całe łany ich czerwonawych kwiatostanów miękko falują na wietrze. Gdy miskantów nie widać, na przykład wiosną, oprawę dla półkolistej rabaty stanowi strzyżony żywopłot bukowy. Zimą wypełnienie rabat tworzą żywopłoty z derenia świdwa ‘Midwinter Fire’ (Cornus sanguinea), który cechuje się pomarańczowymi pędami, jesienią są hortensje wiechowate ‘Limelight’ (Hydrangea paniculata), a niższe piętro to rudbekia błyskotliwa ‘Goldsturm’ (Rudbeckia fulgida) na zmianę z rozchodnikiem okazałym ‘Matrona’ (Sedum spectabile). Najniższe piętro zestawienia budują przywrotniki, niska kostrzewa oraz szałwia ‘Mainacht’. Całość kompozycji dopełniają pojedyncze wyższe akcenty, jakimi są szczepione na pniu morwy ‘Pendula’ o parasolowato zwieszającej się koronie. Projektantka zdradza, że taki powtarzalny, modułowy układ ogrodu frontowego to zabieg mający na celu stylistyczne połączenie ogrodu z elegancką, formalną bryłą domu.
 
Uwagę zwraca jeszcze nawłoć pomarszczona ‘Fireworks’ (Solidago rugosa) – kwitnie ona w październiku i daje wspaniały efekt, gdy inne byliny już nie kwitną. Jej zaletą jest fakt, że się nie rozsiewa. To ważne, bo jej kuzynka, nawłoć późna (Solidago gigantea), rozsiewa się i rozprzestrzenia niezwykle łatwo. Przywędrowała z Ameryki Północnej, a jej obecność stanowi zagrożenie dla naszych gatunków rodzimych: nawłoć szybko je wypiera z ich naturalnych siedlisk.
 
Tuż za rozpoczynającą dopiero kwitnienie nawłocią, w oczy rzuca się kontrastująca z resztą rabaty trawa. Ten gigant może osiągnąć nawet trzy metry wysokości! To lasecznica trzcinowata ‘Variegata’ (Arundo donax), która w odmianie tworzącej liście w białe pasy, daje unikalne tło dla ciemnych roślin i jest bardzo ożywczym akcentem dla rabaty. Co ciekawe, ten egzotycznie wyglądający gatunek znosi okresowe zalewanie strefy korzeniowej, można więc posadzić go przy oczku wodnym. Roślina nie jest w pełni mrozoodporna i wymaga okrycia na zimę, ponieważ pochodzi z rejonu śródziemnomorskiego.
Za łanem lasecznicy zaczyna się już rabata traw. Wtym zakątku znikają moduły i geometria - całość urzeka naturalnością. Co ciekawe, choć zajmuje on spory obszar, są tu właściwie same byliny - oprócz traw, także pysznogłówki, melisa czy liliowce. Rosną tu tylko dwa krzewy – leszczyna odmiany ’Contorta’ (Corylus avellana) o oryginalnie powyginanych pędach i poskręcanych liściach oraz karłowa sosna.
 
Gospodarz zdradza, że on i żona nie są fanami iglaków, choć nie zawsze tak było. Nowe spojrzenie pomogła im zdobyć projektantka. Pokazała, że można przełamać stereotyp i nie sadzić iglaków. Pan Andrzej podkreśla, że zimą wspaniale prezentują się trawy, latem i jesienią jest dużo bylin… Co ważne, właściciele mają świadomość, że ogród się zmienia i pewne miejsce bywają czasem mniej atrakcyjne, jak właśnie rabata traw na wiosnę, ale nie przeszkadza im to.
 
Z tej dużej, frontowej części ogrodu ścieżka wzdłuż domu prowadzi w głąb posesji. Podkreśla ją wał delikatnej, oryginalnie prezentującej się trawy – turzycy palmowej (Carex muskingumensis). Ładnie kontrastuje ona z kamiennymi, foremnymi płytami. Przy ścieżce znowu widać rytmiczność w ogrodzie – ona porządkują ogród. A na froncie pojawiają się foremne bryły z cisa – ich układ nawiązuje do wzoru pojawiającego się na elewacji domu. Kostki cisa pośredniego ‘Hillii’ (Taxus x media) będą się jeszcze zagęszczać i urosną, a jako wypełnienie pomiędzy cisowymi kostkami służy zimozielona runianka japońska (Pachysandra terminalis). Jej jasna barwa podkreśla ich formę. Cis doskonale znosi strzyżenie, a ta odmiana – męska – nie zawiązuje owoców.
 
Stąd warto jeszcze spojrzeć na nietypowe drzewko, które posadzono obok, tuż przy bramie. Z daleka wygląda trochę jak robinia, a to… wisteria poprowadzona na specjalnym stelażu. Jej grube już pędy utworzyły „pień” owijając się wokół podpory, a wyżej powstał parasol. To biało kwitnąca odmiana. Uzyskanie takiego drzewka trwa niestety wiele lat, ale wygląda pięknie.
 
Dostrzegamy jeszcze inną ciekawostkę – kilka egzemplarzy szczepionej na pniu kaliny angielskiej (Viburnu x carlcephalum). Wiosną oblepiona jest kwiatostanami, wyglądającymi jak wielkie białe kule, a kwiaty bardzo intensywnie pachną. Nic więc dziwnego, że drzewka rosną naprzeciw kuchni – zapach rośliny można łatwo zaprosić do domu.
 
Z formalnego przedogródka przenosimy się do właściwej części ogrodu. Ma ona charakter bardziej kolekcyjny. Nie jest to jednak typ kolekcji, jak w ogrodach botanicznych czy u miłośników ciekawostek. To szerokie rabaty cechujące się dużym bogactwem gatunkowym. Byliny, bo to właśnie głównie one budują kompozycję, są sadzone dużymi grupami, więc ich kolorowe plamy widać z daleka. Pod koniec lata dominują słoneczne rudbekie i wabiące owady miododajne rozchodniki. To gatunki, które pojawiły się już w przedogródku, jednak nie są posadzone tak rytmicznie, więc ich łany mają naturalny charakter. Oko przyciągają lawendy i delikatne zawilce japońskie. Towarzyszą im akcenty z krzewów: efektowne hortensje bukietowe, pojedyncze iglaki, czy ciekawostka – karłowa pęcherznica kalinolistna ‘Little Devil’ (Physocarpus opulifolius) o bordowych liściach.
 
Tło rabat nie jest jednolite. Przesłonę częściowo stanowi pięknie strzyżony, gęsty żywopłot bukowy. Dalej są pojedyncze drzewa i krzewy, dobrane tak, by nie zasłaniać widoku na okolicę. Za płotem ciągnie się bowiem łąka i widać kępy dziko rosnących drzew. Od strony drogi osiedlowej żywopłot wykonany jest z cisów oraz szeleszczących głośno na wietrze miskantów olbrzymich (Miscanthus xgiganteus). To potężne trawy, które mogą przekraczać 3 m wysokości! Choć nie wszędzie w Polsce są w pełni mrozoodporne, tu radzą sobie doskonale.
 
Przy samym domu kryje się zakątek w całkowicie odmiennym stylu. To ogródek japoński, zen. To niespodzianka dla odwiedzających ogród. To miejsce powstało z kilku powodów: po pierwsze wynika z fascynacją gospodarzy kulturą i ogrodami japońskimi, a poza tym ogród ten wprowadza spokój, miejsce do wyciszenia. Jest przeciwieństwem rabat pełnych kolorów i gatunków i przez to wprowadza pewien balans.
 
Tego rodzaju ogród to świat w miniaturze. Drobny, biały, grabiony grys symbolizuje morza i oceany, a zielone wyspy z kamieniami, to lądy. Taki suchy kamienny ogród japoński, wykorzystujący żwir lub piasek jako imitację wody, nazwany jest Karesansui lub ogrodem zen. Swą filozofię czerpie z buddyzmu. W przeciwieństwie do zielonego, pagórkowatego ogrodu, nazwanego Tsukiyama, ten nie służy spacerom, lecz medytacji. Cechuje go prostota, minimalizm i asymetria.
 
Wbrew pozorom, taki ogród nie jest łatwy do utrzymania. Wymaga sporo codziennej pracy. Choć ten zakątek jest oczywiście zeuropeizowaną wersją ogrodu zen, to gospodarze włożyli bardzo dużo pracy, by był jak najlepiej dopracowany, bo tak właśnie zrobiono by w Japonii. Każdy szczegół jest ważny. Ogród ma imitować przyrodę, ale nic nie zostawia się przypadkowi.
 
Samo miejsce gospodarze ustalili wspólnie z projektantką. Opracowaniem szczegółowego projektu zajął się specjalista od tworzenia ogrodów japońskich: Marek Gajda. Ogródek okala mur, który ma za zadanie wydzielić przestrzeń. Całości dopełniają rośliny: formowane drzewko zwane niwaki z jałowca wiriginijskiego(Juniperus virginiana), klon palmowy i strzyżony bukszpan. Pracochłonną pielęgnację tego zakątka ułatwia schowany pod połaciami karmnika ościstego system nawadniający, a krawędzie zielonych wysp, obsadzonych dywanem tej niskiej byliny, obwiedzione są specjalnym obrzeżem.
                                  
Niedaleko ogrodu zen znajduje się spory taras. Położony jest na tym samym poziomie co trawnik, dzięki czemu odpoczywając tu czuje się bliskość ogrodu. Eleganckiego sznytu dodają kwiaty sezonowe – wykorzystano tu białe niecierpki.
 
Taras przytula się do leśnego, cienistego zakątka. Pod drzewami prowadzi wijąca się wąska ścieżka, obsadzona bylinami, a niemal wszystkie rosnące tu brzozy zyskały wesołe kołnierze z żółtej odmiany trawy hakonechloa. To miejsce pod brzozami było chyba największym wyzwaniem dla ogrodników: trzeba było wymienić tu ziemię, bo była słaba, sucha, wyjałowiona i przekorzeniona. Bez tego byliny nie poradziłyby sobie. Rosną tu hosty, paprocie, barwinek, bergenie, dąbrówki… Warto zauważyć, że wśród cieniolubnych bylin nie rozłożono żadnej ściółki. To dlatego, że właściciele chcą poczekać, aż rośliny się rozrosną i same zadarnią glebę – wtedy ściółka nie będzie już potrzebna.
 
W cienistym zakątku, oprócz bylin, rosną też krzewy. Gospodarze zebrali tu na przykład sporą grupę rododendronów. Posadzili je niedawno, częściowo – na wyniesionych rabatach wykończonych kostką betonową. To nieco ryzykowne rozwiązanie, bo różaneczniki mają małą bryłę korzeniową i gdy większa jej część znajduje się na wyniesionej rabacie, a nie w glebie, roślina może przemarznąć. Dlatego też gospodarze wybrali odporne na niską temperaturę odmiany.
 
W ogrodzie tym, oprócz sprawdzonych gatunków, które tworzą kompozycję, są też ciekawostki, np. kalina japońska ‘Lanarth’ (Viburnum plicatum), która ma horyzontalny pokrój, ma białe kwiaty i pięknie przebarwia się na jesień. Ciekawostką, jaką znajdujemy w tym ogrodzie, jest też niski dereń pagodowy odmiany ‘Green Carpet’ (Cornus cotroversa). Odmiana ta dorasta zaledwie do 80 cm wysokości. Już sama nazwa odmiany wskazuje, że można ją wykorzystać jako wyższą roślinę okrywową. Przy leśnym zakątku dostrzegamy jeszcze purpurowolistne świecznice (pluskwice) groniaste ‘Brunette’ (Cimicifuga racemosa). Rosną dobrze, bo odpowiada im wilgotne, nieco zacienione miejsce: w ostrym słońcu liście mogłyby się przypalać. Świecznice to wysokie byliny o długich kwiatostanach, które – w przypadku niektórych odmian – pięknie pachną.
 
W ogrodzie państwa Alamów ciekawe są nie tylko poszczególne gatunki roślin, ale także ich wykorzystanie. We wnęce w elewacji domu dostrzegamy jeszcze jeden ciekawy pomysł. Posadzono tu jedynie hortensję pnącą (Hydrangea anomala subsp. Petiolaris), ale wypełniła ona rabatę zarówno w formie zielonego dywanu, jak stworzyła krzew, wspinając się lekko. Gdyby miała podporę, mogłaby wspiąć się znacznie wyżej. Czuje się tu dobrze, bo jest zupełnie cienioznośna.
Dodaj do Facebook Twitter Blip Digg
wyślij znajomemu
87%
13%
oceń artykuł
Komentarze na forum
komentarze autor
Re: Rytmy późnego lata (odc. 692 / HGTV odc 30 seria 2018)
No kapie kasą tutaj ! :)
2018.10.18
~ Wujek b

Poprzedni odcinek

Pnącza, ptaki i iglaki (odc. 691 /HGTV odc. 29 seria 2018)

Pnącza, ptaki i iglaki (odc. 691 /HGTV odc. 29 seria 2018)

W tym odcinku odwiedzamy ogród i szkółkę drzew i krzewów ozdobnych dr Wiesława Szydły koło Brodnicy. Pan Wiesław obsadził zabytkowy dom pnączami, które jak...

więcej »
Ocena
93%
7%
Facebook Twitter Blip Digg
 

Porady

Sekrety uprawy pomidorów

Sekrety uprawy pomidorów

Pani Agnieszka Tokarczyk jest właścicielką malowniczego cienistego ogrodu bylinowego. Od lat też zbiera doświadczenia związane z uprawą pomidorów i...

więcej »
Ocena
90%
10%
Facebook Twitter Blip Digg
 

Maja poleca

Maja w ogrodzie rekomenduje imprezy ogrodnicze

Maja w ogrodzie rekomenduje imprezy ogrodnicze

W jakim spotkaniu lub wydarzeniu o tematyce ogrodniczej - i pokrewnej - warto wziąć udział w najbliższym czasie?

więcej »
Ocena
90%
10%
Facebook Twitter Blip Digg