Krajobrazowa kolekcja roślin na Warmii (odc. 693 / HGTV odc 31 seria 2018)
dodano: 30.09.2018
Oto piękna pagórkowata Warmia… a w ogromnym ogrodzie odnajdujemy malowniczy staw, ciekawe rośliny, las z dziewannami i malowniczą łąkę.
Krajobrazowa kolekcja roślin na Warmii (odc. 693 / HGTV odc 31 seria 2018)
Łagodnie pofalowany krajobraz Warmii został ukształtowany za czasów zlodowacenia bałtyckiego. Charakterystyczne wzniesienia i wszechobecne jeziora sprawiają, że region jest niezwykle malowniczy. To właśnie tu, w miejscowości Świątki, położonej na północny zachód od Olsztyna, odwiedzamy państwa Barbarę i Marka Wasilewskich. Choć na pierwszy rzut oka trudno w to uwierzyć, to siedlisko, dom jest nowy. Ma jednak klimat dawnych zabudowań. Wszystko zaczęło się wiosną 2009 od przesadzania drzew ze starego ogrodu. Dopiero potem zaczęła się budowa domu, do której wykorzystano stare cegły, belki, dachówki… Ogród powoli się potem przesuwał, powiększał.
 
Urządzany od dziesięciu lat ogród wykorzystuje wszystkie z możliwych walorów krajobrazu. Państwo Wasilewscy są właścicielami 6 hektarów, w tym sporą powierzchnię zajmują łąki. Dom usytułowany jest przy zachodniej granicy działki, choć wjazd na posesję zaplanowano od południa. Droga do domu jest bardzo długa i zakończona rondem. Wzdłuż podjazdu znajduje się rozległa kolekcja roślin, a obok niej – spory staw z pomostem i altaną. Przy domu widać bardziej zwarte rabaty, a dalej ciągną się rzędy drzew owocowych. Za domem jest jeszcze część ogrodu z warzywnikiem i zagajnikiem brzozowym.
 
Uwagę zwraca architektura budynku. Zdobienia okien, stylowe wiatrownice i tak zwany pazdur, czyli pionowa ozdoba szczytu domu. Kamienne nawierzchnie przy budynku harmonizują z podmurówką, której okładzina wykonana jest z tego samego materiału. Wszystko to typowe elementy tradycyjnych warmińskich domów. Zabudowę uzupełnia jeszcze ceglany mur, który okala wybieg dla psów, a także dobudówka, w której kryje się pomieszczenie gospodarcze.
 
Teraz największą radość sprawia gospodarzom każda kolejna roślina oraz przestrzeń. Kiedyś państwo Wasilewscy mieszkali niedaleko, ale w domu z małym ogrodem i chcieli uciec od ciasnoty. Rozległa przestrzeń sprzyja spacerom, dlatego w ogrodzie poprowadzono kilka ścieżek. Jedna zaczyna swój bieg przy domu od kamiennych stopni i przejścia przez bramę, którą tworzą dwa spore głazy. Są ramą dla otwierającego się widoku, którą uzupełniają dwa wiązy 'Jacqueline Hillier' (Ulmus minor). Przypominają trochę bonsai, bo drzewa te rosną powoli, mają nieregularny pokrój i drobne liście. Znakomicie radzą sobie zarówno w słońcu jak i cieniu.
 
W ich cieniu rozciąga się niewysoki murek, zbudowany z kamieni pochodzących z okolicznych pól oraz nieistniejących już okolicznych domów. Taki mur nazywa się czasem cyklopowym – nazwa pochodzi od mitycznych postaci z jednym okiem, które zajmowały się budowaniem z takich ogromnych głazów. Ten mur zbudowany jest bez zaprawy, klinują go mniejsze kamienie albo po prostu ziemia, przerastają go też rośliny.
 
Pośród głazów zwraca uwagę płożący się jałowiec nadbrzeżny (Juniperus conferta), który w naturze porasta podobne stanowiska. Gatunek ten występuje w Azji, wzdłuż wybrzeża Pacyfiku od Sachalinu po wyspy japońskie. Szatę jego złocistej odmiany ’All Gold’ dodatkowo zdobią liczne owoce. Kompozycję na murze uzupełnia werbena krzaczasta (Verbena hastata), która wysiewa się sama i pojawia w różnych miejscach ogrodu spontanicznie. Roślina ta pochodzi z prerii Ameryki Północnej. U nas kwitnie od lipca do września i w tym czasie jej kwiaty są cennym pożytkiem dla pszczół. Kamienie polne, z których wykonano mury oporowe czy okładzinę domu, pojawiają się w wielu odległych od siebie miejscach ogrodu. Zastosowanie wspólnego materiału do różnych aranżacji spaja kompozycję w całość. Tym samym kamień staje się wizytówką ogrodu.
 
Głazy podkreślają też główną aleję ogrodu, prowadzącą od domu nad staw. Pani Barbara dostała te kamienie… w prezencie od męża. To dość nietypowy prezent, ale gospodarze niezwykle cenią sobie takie właśnie kamienie. Kamienie ułożone są tez przy drodze prowadzącej od bramy do domu. Gospodyni mówi, że to strażnicy, zapraszający gości dalej.
 
Podjazd do domu, który zaplanowano tak, aby podziwiać rozległą kolekcję drzew, podkreślony jest też rzędem czerwonolistnych klonów, a od ulicy oddziela go gęsty szpaler ze świerków. Rosną tu też okazałe jesiony i lipy. Państwo Wasilewscy bardzo cenią stare drzewa, bo wyglądają jak ściana lasu, tworząc klimatyczne tło dla domu. Jednocześnie są też barierą wiatrochronną dla kolekcyjnej części ogrodu. Rondo na końcu podjazdu zaakcentowane jest podwyższoną rabatą, na której również pojawiają się kamienie. Jej najwyższy akcent stanowi parasolowaty wiąz ‘Camperdownii’ (Ulmus). Podsadzono go płożącymi jałowcami o złocistożółtych igłach, które ładnie komponują się z kamieniem, a spomiędzy głazów tu i ówdzie wyłaniają się niewielkie listki funkii o limonkowej barwie.
 
W ogrodzie nie ma sztucznie układanych ścieżek czy dróg. Podjazd to utwardzona nawierzchnia ziemna, a w pozostałych miejscach chodzi się po „zielonym dywanie”. W tej murawie prawie nie ma gatunków traw, jest za to sporo gatunków dwuliściennych, dzięki czemu murawa jest prawie zawsze zielona – chyba, że jest wyjątkowa susza. Pojawiają się tu więc: bluszczyk kurdybanek, krwawnik, koniczyna... a dodatkowo murawa pięknie pachnie. Murawy nikt specjalnie nie zakładał. Jest wynikiem wykaszania łąki, z której pozostały rośliny odporne na suszę i wydeptywanie. Gatunki te tworzą bardzo gęsty i trwały system korzeniowy. Jego sieć stabilizuje podłoże do tego stopnia, że można poruszać się po nim pojazdami. Tu murawa wypełnia właściwie cały ogród i sprawdza się także w kolekcyjnej części założenia, czyli w królestwie pana Marka.
 
W tej kolekcji jest już powyżej 1,5 tysiąca roślin! Miała się ona opierać na różnorodności drzew i krzewów. Najpierw powstał szkielet z drzew. Właściciele sadzili okazy bardzo młode, które nie dają jeszcze oczekiwanego efektu. Sugerowali się ich docelową wielkością. Zależało im na przykład, by gatunki wysokie i światłolubne stanowiły osłonę dla roślin wrażliwszych na przeciągi czy zbyt mocne nasłonecznienie. Enklawy wysokich drzew mają w przyszłości zacieniać miejsca, w których planowane są wnętrza do wypoczywania. Rośliny podlewane są w czasie suszy, lecz tylko w pierwszych latach od posadzenia. Potem radzą sobie już same. Pomaga im dobrze utrzymujące wilgoć podłoże.
 
W kolekcji jest najwięcej klonów, pan Marek podkreśla, że to niezwykle różnorodny rodzaj, ma wiele kształtów i kolorów liści, pokroju drzew, kory… Do ciekawostek można zaliczyć na przykład niemal niespotykany w Polsce klon winnolistny (Acer cissifolium). To japoński gatunek, który rośnie nad potokami; ma charakterystyczne, złożone liście, które wiosną są czerwonawe. Przeznaczono dla niego sporo miejsca, bo jest dość rozłożysty.
 
Obok stanowiska z klonami, znajdujemy drzewko efektownie obsypane żołędziami. Bez nich trudno byłoby określić gatunek. Tak finezyjnie uformowane liście posiada dąb szypułkowy ‘Pectinata’ (Quercus robur)– odmiana, która po wielu latach dorasta tylko do dziesięciu metrów wysokości i ma ładny, szeroki pokrój. Warto też zwrócić uwagę na kaliny, które występują w Polsce na stanowiskach naturalnych. Ich atutem są owoce. U kaliny hordowiny (Viburnum lantana) pojawiają się już w czerwcu i dojrzewają stopniowo, co daje ładny efekt. Królową owocowania jest kalina koralowa (Viburnum opulus). Jej lśniące, czerwone korale widać z daleka. Państwo Wasilewscy mają w swojej kolekcji również odmianę żółtą.
 
Do atrakcyjnych krzewów należy też trzmielina – wiosną trzmieliny nie wyróżniają się szczególnie, ale jesienią są wyjątkowo dekoracyjne. Ozdobą trzmieliny płaskoogonkowej (Euonymus planipes) są owocostany osadzone na długich szypułkach, pomarańczowe, z czasem pokazujące różowe nasiona. Ma też ona ładnie wybarwiające się liście.
 
W gorący lipcowy dzień można docenić obecność wody – spacer nad staw to prawdziwa przyjemność. Z myślą o wypoczynku gospodarze zbudowali szeroki pomost, a chętni mogą wybrać się na przejażdżkę łódką. To naturalny staw, choć wymagał nieco pracy – był zarośnięty i zamulony. Prawdopodobnie ma jakieś zasilenie z wód gruntowych, bo nigdy nie wysycha.
 
Przy okazji wycieczki, chcemy się przyjrzeć z bliska liściom lilii wodnych. Wyglądają jak poszatkowane kosiarką – a to dlatego, że kilka dni przed naszą wizytą, teren ten nawiedziła burza, której towarzyszył wyjątkowo niszczycielski grad. Poczynił w ogrodzie spore spustoszenia.
 
Ślady uszkodzeń widoczne są wszędzie – grad poranił mocno jabłka w sadzie, podziurawił liście host i innych bylin. Bryłki lodu były na tyle duże i ciężkie, że powyłamywały nawet igły w sosnach. Z łódki widać, jak bardzo zniszczyły liście grzybieni. Na szczęście uchowały się ich pąki kwiatowe, które w czasie burzy były jeszcze schowane pod wodą. Grzybienie szybko się regenerują – już po dwóch miesiącach po gradobiciu nie ma śladu, liście znów wyglądają pięknie i zdrowo.
 
Obok stawu gospodarze zaplanowali miejsce na niewielką altanę. Wykonano ją z surowych desek i bali. Budowla zwraca uwagę ścianami, które na górze przypominają pajęczą sieć. Oryginalne wypełnienia okien są pomysłem pani Barbary. Właścicielka ma spore zdolności artystyczne, co widać doskonale w sąsiedztwie domu. Znajdujemy tu kolekcjonowane przez nią figurki, angielskie narzędzia ogrodnicze wyeksponowane na ścianach, donice z kwiatami, a także poruszane wiatrem instalacje ogrodowe. Sporo ozdób gospodyni wykonała sama – jak chociażby zdobienia drewnianych belek w domu. Wolne chwile właścicielka ogrodu wykorzystuje na tworzenie coraz to nowych dzieł.... Mieliśmy okazję zobaczyć, jak maluje domek dla trzmieli. Swoją przygodę z malowaniem zaczęła kilkanaście lat temu od malowania na porcelanie, potem były belki w domu…
 
Pani Barbara maluje farbami akrylowymi, których zaletą jest szybkie wysychanie. Aby obrazy były odporne na zmienne warunki atmosferyczne, powinny być zaimpregnowane werniksem, który kilkoma warstwami nanosi się na dobrze wysuszony malunek.
 
Przyglądamy się jeszcze nietypowym rzeźbom. Pani Barbara zrobiła je wykorzystując gotowe modele – fotel powstał ze… starego fotela. Miękkie siedzisko zastąpiono deską, a potem konstrukcję owinięto siatką Rabitza, czyli trwałą metalową siatką stosowaną na przykład pod tynki. Następnie całość została obłożona wieloma warstwami zaprawy murarskiej. Z czasem rzeźby pokryją się patyną, mchem i glonami i będą wyglądać niezwykle oryginalnie.
 
W całym ogrodzie jest wiele miejsc, gdzie można przysiąść. Jedna z ławeczek kryje się na przykład przy rabacie z dziewannami wielkokwiatowymi (Verbascum densiflorum). Ich wysoki łan tworzy parawan, za którym panują idealnie zaciszne warunki. Las ma zaledwie dwa sezony – kiedyś była tu rabata bylinowa, na której rosła także dziewanna. Zaczęło jej być coraz więcej, aż wyparła pozostałe rośliny. Ten las pewnie pozostanie na zawsze, pan Barbara już pogodziła się z myślą, że natura czasem wygrywa. Kiedyś walczyła o różne ciekawostki roślinne, ale ponieważ nie wszystko chce tu rosnąć bez stosowania zabiegów chemicznych, to pozwala naturze trochę rządzić.
 
Dziewanna jest popularnymziołem i ma szerokie zastosowanie – napary z jej kwiatów pomagają leczyć choroby górnych dróg oddechowych – kaszel i chrypę, a także stany zapalne żołądka. W formie okładów stosuje się ją na stłuczenia i odleżyny. Kiedyś z jej kwiatów wyrabiano żółty barwnik, a z pędów moczonych w łoju robiono pochodnie. Dziewannę zbiera się podczas słonecznej pogody i suszy się na pergaminie.
 
Przy okazji pani Barbara zdradza, że w ogrodzie pojawia się mnóstwo ptaków – zapewne dlatego, że są bardzo dobrze dokarmiane zimą: w sumie dostają około pół tony słonecznika, rozdzielone na bardzo liczne karmniki. Obserwacja ich to sama przyjemność.
 
Po odpoczynku przy dziewannie, ruszamy w odleglejszą część ogrodu – ku łąkom. Wspinając się po łagodnym zboczu na jego szczyt, można docenić krajobrazowy charakter tego miejsca. Stąd widok na okolicę jest najpiękniejszy. Tutaj wszystko zaaranżowała sama natura, a łąka, na której chętnie urzędują bociany, doskonale dopełnia całość.
 
Ta łąka jest malownicza i piękna, ale też potrzebna: ponieważ państwo Wasilewscy zajmują się produkcją mleka, łąka jest baza paszową dla krów. Niestety, wymaga rekultywacji. Gospodarz planuje zaoranie jej, by na wiosnę wysiać na nowo szlachetniejsze gatunki traw: obecnie ilość pozyskiwanej stąd trawy jest zbyt mała. Choć wygląda urokliwie i pachnie wspaniale, ale niestety, już jest nieekonomiczna. Wydawać by się mogło, że każda łąka zapewni krowom wyżywienie. Jednak krowy mleczne, aby dawały jak najwięcej mleka, muszą otrzymać dobrze zbilansowaną paszę. Mieszanka gatunkowa musi być więc smaczna, ale też zawierać białko i odpowiednie składniki mineralne, a także witaminy.
 
Gdy w ogrodzie zaczyna pachnieć jesienią, zmieniają się rabaty. Do głosu dochodzą kłosy traw ozdobnych, a nad wszystkim górują delikatne fioletowe kwiatostany werbeny patagońskiej (Verbena bonariensis). Pojawiają się też żółte akcenty nawłoci, rudbekii, drugi raz zakwita budleja. Pani Barbara wykorzystuje ten moment i zbiera kwiaty, których potem zużyje do swoich roślinnych dekoracji. W tej chwili decyduje się na kompozycję opartą na luźnym wianku z elastycznych pędów brzozy, częściowo oczyszczonych z liści. Wianek z trawami i pędami wrzosów, nawet kiedy zaschnie, będzie ozdobą wejścia do domu aż do wiosny.
 
Przez cały rok nad ogrodem i jego mieszkańcami czuwa święty Franciszek. Kapliczka z jego figurką znajduje się przy rondzie obok domu. U państwa Wasilewskich panuje zwyczaj zapalania Franciszkowi świecy przez gości, którzy opuszczają to miejsce. Zgodnie z tradycją też zostawiamy światełko patronowi między innymi zwierząt, ekologii i ekologów. ​