Mała Japonia na Mazowszu (odc. 694 /HGTV odc. 32 seria 2018)
dodano: 07.10.2018
Japończycy są zafascynowani muzyką Fryderyka Chopina, Marią Skłodowską-Curie i polską kinematografią. Z kolei my jesteśmy pod wielkim wrażeniem japońskiej przyrody i ogrodów. Tej miłości uległa też pani Kasia Michniewska, która postanowiła w swoim ogrodzie stworzyć namiastkę orientu.
Mała Japonia na Mazowszu (odc. 694 /HGTV odc. 32 seria 2018)
Właścicielka nietypowego ogrodu, który prezentujemy tym razem, interesuje się Japonią i jej kulturą od wielu lat. Gdy w 2009 roku wróciła ze swojej pierwszej podróży do Kraju Kwitnącej Wiśni, postanowiła zmienić swój zwykły ogród na Mazowszu, w miejsce inspirowane właśnie Japonią. Nieustająco przywozi tu kolejne pamiątki oraz pomysły, które odmieniają przestrzeń wokół jej domu. Naszą wizytę w ogrodzie rozpoczynamy nie od spaceru, a od stylizowanej altany, gdzie przy filiżance zielonej herbaty gospodyni zdradza jak zaczęła się jej pasja.
 
Kiedy była w Japonii po raz pierwszy, urzekły ją wspaniałe ogrody, zwłaszcza w Kioto, natura, możliwość kontemplowania jej, wyciszenia się i cieszenia nią. Niestety Japonia jest dość daleko i właścicielka nie może jeździć tam tak często, jakby chciała, dlatego uznała, że zaaranżuje sobie własną małą Japonię na Mazowszu.
 
Wynikiem tej fascynacji jest ogród, jaki możemy dzisiaj oglądać. Całość zajmuje około 1,5 tys. m kw. Dom znajduje się w północnej części tej niemal kwadratowej działki. Do budynku przylega żwirowy zakątek zen, a dalej widać spory warzywnik. W narożniku, pod osłoną drzew, zaplanowano wybieg dla psa oraz kompostownik. Cała południowo-zachodnia część działki to ogród japoński ze stawem i altaną na wyspie. Resztę przestrzeni zajmuje spory trawnik z piaszczystym boiskiem.
 
Pani Kasia wprowadziła do swojego ogrodu stosowane w Japonii gatunki: ozdobne wiśnie, magnolie,hortensje, otulającą wejście na taras wisterię oplatające ławkę i hustawkę miliny. I oczywiście klony palmowe. Gospodyni zdecydowała się na kilka ich odmian: między innymi dwie o mocno powcinanych liściach: purpurową oraz limonkowozieloną. Pani Kasia zbiera też dekoracje, które stopniowo wypełniają ogród oraz altanę. Nie brakuje japońskich lamp i małych latarenek, tradycyjnej porcelany do parzenia herbaty, czy dzwonków wietrznych, których delikatne brzmienie przyciąga ponoć szczęście i oddala kłopoty. Także w samej altanie można znaleźć sporo ciekawostek: jest tradycyjny zwój z obrazem, czyli kakemono, maska, i piękne kimono.
 
Na dachu altany znajdują się dwa smoki przywiezione z Okinawy. Jeden ma zamkniętą paszczę i pilnuje, by dobre duchy zostawały przy rodzinie, a drugi – z otwartą paszczą – ma odganiać wszystko, co złe.
 
Altanę w japońskim stylu stworzył polski rzemieślnik i ogrodnik w jednej osobie, pan Jarosław Ciągarlak. Zbudowana przez niego konstrukcja jest dość spora: powstała na planie kwadratu o boku długości 4,2 metra i ustawiona jest na środku kwadratowego tarasu. Poziom tarasu i podłogi dopasowano tak, że altana wygląda jakby unosiła się nad wodą. Całość oparta jest na zwykłym szkielecie tradycyjnej altany. Ważne było, by był wytrzymały trwały, Powstał z drewna sosnowego, natomiast przesuwne drzwi – z dębiny; to drewno trwalsze i mniej podatne na odkształcenia, a sosna mogłaby się zwichrować. Dodatkowo dębina mniej chłonie wodę. Tu nie mogły pojawić się problemy z odkształcaniem, bo wszystkie ściany to shoji, czyli przesuwne ekrany. Muszą działać perfekcyjnie, by przez każdą część dało się wyjść czy wejść. Reszta konstrukcji to jedynie słupy, które podtrzymują całość budowli.
 
Tradycyjny papier ryżowy w shoji trzeba było zastąpić pleksiglasem. Sprawdza się jednak doskonale, bo dobrze znosi warunki pogodowe, zatrzymuje deszcz i wiatr. Co najważniejsze, nie zmienia charakteru wnętrza i całość wygląda orientalnie– zwłaszcza, że podłogę wyściełają tradycyjne maty ‘tatami’, wykonane ze słomy, między innymi – ryżowej.
 
Altana na wyspie stanowi element większej kompozycji, stanowiącej polską interpretację japońskiego stylu. Zakątek stworzony przez pana Jarosława powstał na bazie zdjęć pani Kasi i jej opisów tego, co chciała uzyskać. Wokół pawilonu płynie kanał o zróżnicowanej głębokości: ma 60-80cm, ale też jest kilka przegłębień do 1,5 m, aby mogły zimować tu ryby.
 
Na wyspę prowadzi tylko jedno wejście, po kamieniach, poprzerastanych – niczym mchem – zimozielonym karmnikiem ościstym i trawami. W czystej wodzie uwijają się karpie koi, a brzegi wyłożone są żwirem i kamieniami. W zbiorniku pracuje aż pięć pomp, zapewniających odpowiednią filtrację wody, by była wystarczająco czysta dla wymagających ryb. Są tu też lampy UV, zapobiegające rozrastaniu się glonów.
 
Najważniejszym elementem układu jest malownicza kaskada. Woda ma tu kilka źródeł i płynie niczym górski potok po kamiennych stopniach. Ostre skaliste bloki złagodzone są roślinami: po zboczach kaskady spływają drobne liście tojeści rozesłanej. a nad nią rozkłada się jak parasol klon palmowy o delikatnych powcinanych liściach i mocnym, bordowym zabarwieniu. To zestawienie o kontrastowych kolorach widoczne jest z daleka, a podkreśla je jeszcze biel ogrodzenia, na tle którego wzniesiono całą kaskadę.
 
Przy brzegu widać kolejny ‘smaczek’. To jeden z tradycyjnych elementów w japońskiej sztuce ogrodowej: przelewka czy też stukaczka, zbudowana z pustych pędów bambusa. Pod wpływem przelewającej się wody, przelewka miarowo stuka. Urządzenie zwane po japońsku Shishi Odoshi, stosowane jest w Japonii jako odstraszasz ptaków, jeleni czy dzików, które niszczą uprawy. Uciekają na dźwięk charakterystycznego stukania. Jednocześnie stukaczka jest symbolem upływającego czasu.
 
Nie tylko kompozycja zakątka powstała na podstawie zdjęć pani Kasi. Także dobór roślin pan Jarek stworzył kierując się fotografiami. Nie próbował jednak wiernie odtworzyć listy gatunków z Japonii, a szukać podobnych formą odpowiedników. Nas stawem sprawdzają się kosaćce (irys) syberyjskie (Iris sibirica), przypominające naturalną roślinność przywodną.
 
Kosaćce wyglądają efektownie pod koniec wiosny, gdy całe ich łany zakwitają na niebieskofioletowy kolor. Potem stają się roślinami architektonicznymi: kępy ich liści są ładnie wyeksponowane na tle jasnego żwiru. Tu czują się znakomicie: dobre warunki zapewnia im żyzne podłoże, składające się z kompostu własnej produkcji. Urodą dorównują wykorzystywanym w Japonii kosaćcom mieczolistnym (Iris ensata). Jednak kosaćce japońskie mogą rosnąć w wodzie, a syberyjskie niestety nie.
 
Właścicielka ogrodu posadziła w tym orientalnym zakątku także sporo hortensji. Z Japonii pochodzą hortensje bukietowe i ogrodowe, rosnące tam w naturze. Nazywane po japońsku Ajisai kwitną w Japonii w okresie deszczowym, w czerwcu i lipcu. Wiele ogrodów słynie z tych kwiatów, są wręcz całe hortensjowe ogrody, na przykład przy świątyni Meigetsu-in niedaleko Tokio.
 
Odstępstwem od orientalnego doboru roślin jest cynobrówka, zwana teżmontrbrecją(Crocosmia x crosmiflora). To wdzięczny gatunek, kwitnący jesienią, ma kwiaty o bardzo mocnych barwach – od żółtej, przez pomarańczową, po czerwoną. Świetnie komponuje się z trawami. Może zimować w lekko okrytych bulwach, ale w zimniejszych regionach Polski warto jednak cebule cynobrówki wykopać, osuszyć i przechować podobnie jak jej kuzynów – mieczyki – w chłodnym pomieszczeniu.
 
Obok dostrzegamy ciekawe towarzystwo dla cynobrówki, w równie mocnym, widocznym z daleka kolorze. To trytoma groniasta (Kniphofia uvaria), zwana też płonącą pochodnią, której wąskie, rurkowate kwiaty są w górnej części pędu ciemno pomarańczowe, a przekwitające – żółkną. Jej liście przypominają nieco liście irysów, również tworzą gęste kępy, więc tu roślina wkomponowuje się idealnie. Nie jest jednak odporna na mróz, bo pochodzi z Afryki, więc na zimę warto ją okryć.
 
Po kilku miesiącach wracamy do ogrodu pani Kasi, by poznać jego wiosenne oblicze. Widać teraz w pełnej krasie dwa z trzech ważnych dla ogrodów japońskich gatunków: magnolię i wiśnię japońską oraz rozwijające się właśnie klony palmowe. Dla gospodyni najważniejsze są właśnie wiśnie. W tym roku miała możliwość podziwiania ich kwitnienia w Japonii, a zaraz po powrocie do Polski, zakwitły też jej drzewka.
 
Japońskie święto sakury, czyli kwitnącej wiśni, to kilkusetletnia tradycja. ‘Hanami’, co dokładnie oznacza ‘oglądanie kwiatów’, cieszy się niesłabnącą popularnością. Wszyscy śledzą nawet tak zwany „front kwitnienia wiśni”, przesuwający się wiosną przez kraj, rozciągniętypołudnikowona długości ponad 3tys. km.Na kilkanaście dni poszczególne strefy Japonii pokrywają się kwiatami, które są symbolem wiosny, ale przypominają też o przemijaniu.
 
Japońskie wiśnie należą najczęściej do gatunku wiśni piłkowanych. To nieduże drzewka, które występują w wielu odmianach, różniących się zarówno pokrojem, jak i wybarwieniem kwiatów: od białego, po ciemno różowy. Pojawiają się one przed rozwojem liści. Pani Kasia ma w ogrodzie między innymi płaczącą ‘Kiku-shidare-zakura’ (Prunus serrulata) oraz popularną odmianę ‘Kanzan’ o odwrotnie stożkowatej koronie. Wiśnia ‘Kanzan’ kwitnie najobficiej, bo jest najstarszym okazem w ogrodzie. Niestety, zauważamy na niej spory problem, który może doprowadzić do poważnego osłabienia drzewa. Na korze pnia widać długą ranę na korze. Wiśnie piłkowane są wrażliwe na tego rodzaju uszkodzenia, przez nie mogą wnikać w roślinę patogeny, powodujące choroby bakteryjne czy grzybowe – dlatego roślin raczej się nie tnie. W razie uszkodzenia, trzeba brzegi rany zabezpieczyć specjalną pastą. Warto też sprawdzać, czy na podkładce, poniżej miejsca szczepienia, nie pojawiają się niewielkie pędy. Trzeba je usuwać, bo osłabiają roślinę.
 
W ogrodzie pani Kasi jest jeszcze jedno drzewo o pięknych kwiatach, pasujące do japońskiego ogrodu. To magnolia ‘Susan’, wdzięczny krzew pochodzący z Azji, o pięknych kwiatach. Lubi żyzne stanowisko, lekko kwaśne i osłonięte, bo młode egzemplarze są dość wrażliwe na mróz.
 
Japoński zakątek ogrodu pani Kasi to nie jedyna jego odsłona. Sporą część działki zajmuje trawnik i okalające go nasadzenia w stylu bardziej tradycyjnym. Szeroki zielony wał, w którym widać na przykład piękne kwiaty róży pomarszczonej wygląda znacznie bardziej swojsko. Zresztą, cały front ogrodu, podkreślony licznymi sezonowymi dekoracjami i kompozycjami z kwiatów zupełnie nie zdradza odwiedzającym, co kryje się za domem.
 
A z boku budynku dostrzegamy jeszcze spory warzywnik, otoczony ładnym płotkiem. Pani Kasia, choć na co dzień jest kobietą biznesu, własnoręcznie dba o to, co jedzą ona i jej rodzina. Uprawia tu między innymi słoneczniki, cebulę, czosnek, bób, nawet ziemniaki, a do ich uprawy wykorzystuje kompost. Właścicielka wie, że produkty ze sklepów mogą być różne, nie wiadomo, jak były hodowane… dlatego warto wybrać nieco może brzydsze, ale zdrowe, domowe warzywa.
 
Przy okazji spaceru po ogrodzie nie można przeoczyć wysypanego jasnym piaskiem boiska, zajmującego sporą część trawnika. Boisko przylega do domu od strony rozległej, przeszklonej werandy. Na boisku chętnie bawi się cała rodzina, a także uroczy pies pani Kasi i jej goście. Sama właścicielka zdradza jednak, że nie zawsze sport i nawet przyroda były dla niej równie ważne, co obecnie. Wszystko zmieniło się, gdy zachorowała na chorobę nowotworową. Gdy udało jej się pokonać chorobę, wiele zmieniła w swoim życiu, zaczęła doceniać ruch, zdrowe odżywianie i walkę o przyrodę. Stara się też propagować te idee i niezwykle prężnie wciela w życie swoje przekonania. Jest ekonomistką środowiskową i promotorką filozofii ‘zero waste’, czyli życie bez odpadów. Segreguje śmieci, ogrzewa dom paliwem ekologicznym – peletem. Stara się przenosić na polski grunt dobre japońskie wzorce w tym zakresie. Bo, jak się okazuje, Japonia bardzo wyprzedza nas jeśli chodzi o gospodarkę odpadami – jest tam np. miasteczko, w którym śmieci segreguje się na 32 frakcje, by ograniczyć niemal do zera ilość nieprzetwarzanych odpadów.
 
Od Japończyków pani Kasia nauczyła się również dbałości o zdrowie. Swoją altanę wykorzystuje często jako dojo, czyli salę do ćwiczeń, gdzie regularnie uprawia popularną w Japonii jogę. Japonki od dziecka stosują zdrową dietę i z wielkim zaangażowaniem ćwiczą, najlepiej na świeżym powietrzu. W efekcie ich sylwetka, skóra i zdrowie przez długie lata są w doskonałym stanie. Pani Kasia uprawia jogę z trenerką, organizuje nawet lekcje dla znajomych.