W królestwie państwa Majów (odc. 699 /HGTV odc. 37 seria 2018)
dodano: 11.11.2018
Prezentujemy wyjątkowy ogród w Rykach, w województwie lubelskim. Odwiedzamy go jesienią, kiedy część roślin przybrała cieplejsze kolory, a trawy ozdobne pokazują swoje najefektowniejsze oblicze. Gospodarze od kilkunastu lat tworzą w ogrodzie bogatą roślinną oazę, którą udostępniają do zwiedzania wszystkim chętnym. Ich chlubą jest bardzo bogata kolekcja miskantów.
W królestwie państwa Majów (odc. 699 /HGTV odc. 37 seria 2018)
Ten wyjątkowy ogród znajduje się w Rykach, w województwie lubelskim. Odwiedzamy go jesienią, kiedy część roślin przybrała cieplejsze kolory, a trawy ozdobne pokazują swoje najefektowniejsze oblicze. Naszymi gospodarzami są państwo Majowie, którzy prowadzą w Rykach szkółkę roślin ozdobnych. Od kilkunastu lat tworzą w ogrodzie bogatą roślinną oazę, którą udostępniają do zwiedzania wszystkim chętnym. Ich chlubą jest bardzo bogata kolekcja miskantów.
 
Całe założenie zajmuje około 1,5ha. Sercem kompozycji jest staw o powierzchni 1500 m kw. Obok znajduje się dom i sklep ogrodniczy. Nad brzegiem stawu stoi altana z placykiem biesiadnym. Wschodnią część działki wypełnia kolekcja roślin iglastych i alpinarium. Zachodnią granicę tworzy dębowy las z przylegającymi do niego z dwóch stron ogrodem kwiatowym oraz kolekcją miskantów – niezwykłą, bo Narodową Kolekcją Miskantów.
 
Wszystko zaczęło się od potrzeby nadania lekkości istniejącym nasadzeniom z iglaków. Z czasem miskanty „wciągnęły” państwa Majów i zaczęli oni tworzyć kolekcję z prawdziwego zdarzenia. Przez 10 lat udało się zebrać ok. 320 odmian – to prawdopodobnie niemal wszystkie odmiany, jakie są dostępne na świecie.
 
Kolekcja miskantów w gospodarstwie państwa Majów jest największa w Polsce, a być może również na świecie. Każda z roślin została dobrze wyeksponowana i oznaczona tabliczką. Do rodzaju botanicznego Miscanthus należy czternaście gatunków traw oraz mnóstwo odmian i ciągle powstają nowe. Twórcą niektórych jest również Artur Maj.
 
Jego dziełem jest na przykład miskant chiński ‘Boucle’ (Miscanthus sinensis), czyli z francuskiego „kędzierzawy”. Wystarczy spojrzeć na kwiatostany, by się przekonać, skąd taka nazwa. Wiecha jest gruba i pokarbowana, w początkowej fazie rozwoju purpurowo-bordowa. Spośród przeszło 7 tysięcy obserwowanych siewek pan Artur wyodrębnił piętnaście, z których udało się uzyskać taki efekt.
 
A co trzeba zrobić, by zyskać status kolekcji narodowej? Trzeba dokonać zgłoszenia (na przykład na stronie Polskiego Towarzystwa Dendrologicznego), opisać posiadane przez siebie odmiany, udokumentować ich pochodzenie. Potem specjalna komisja ocenia i weryfikuje takie zgłoszenie.
 
A jak dobrać odmiany dla siebie? Trzeba przyjrzeć się kwiatom, liściom, przebarwieniom. Pan Artur zdradza, że krzyżówki z miskantem cukrowym ładniej przebarwiają się jesienią. Choć sam miskant cukrowy potrafi ‘rozchodzić się’ po ogrodzie, to jego krzyżówki rosną bardziej w kępach. Taką właśnie hybrydą jest miskant ‘JP2’, który wyraźnie góruje nad pozostałymi roślinami i jako pierwsza z traw przybrał jesienną szatę.
 
Miskanty lubią gleby utrzymujące wilgoć, dlatego podłoże pod nimi jest przykryte grubą warstwą ściółki z drewnianych zrębków. Ważny zabieg pielęgnacyjny to także odpowiednio wczesne przycinanie kwiatostanów. U państwa Majów miskanty ścina się na wysokość 40-50cm jesienią. Po pierwsze wiosną jest mniej sprzątania, a po drugie trawy te się nie rozsieją. W tej kolekcji to ważne, bo trzeba dbać o czystość odmian. W ogrodach miskanty przycina się częściej wiosną. Jednak na zimę warto je związać, by się nie rozłamały pod śniegiem.
 
Jedną z ulubionych odmian pana Artura jest miskant chiński ‘Rosi’ (Miscanthus sinensis). Ma grube, miękkie liście z jasnym paskiem i ciemnym kwiatostanem, a także miskant chiński ‘Memory’ (Miscanthus sinensis) o dużych różowych kwiatach i żółto-pomarańczowym jesiennym zabarwieniu. Oryginalny, dość krępy pokrój oraz intensywnie bordowe kwiatostany ma polska odmiana ‘Polonus’, dorastająca do 1,5 m wysokości.
 
Jej towarzyszem na rabacie jest rzadko spotykany aster bocznokwiatowy ‘Prince’ (Aster lateriflorus) o bardzo drobnych kwiatach, pojawiających się w niezliczonych ilościach od października aż do mrozów. Ciekawą miniaturką jest aster wrzosolistny ‘Snow Flurry’ (Aster ericoides f. prostrates), co można przetłumaczyć jako „śnieżna chmura, śnieżyca”. Ma formę płożącą i tworzy kobierce wznoszące się do 15 cm. Pojedyncze kwiaty mają zaledwie pół centymetra średnicy, a w pełni kwitnienia są tak liczne, że niczym śnieg pokrywają pędy i liście. Kompozycji traw z astrami w ogrodzie jest więcej. Jesienią to najlepszy duet, ponieważ obie grupy roślin pokazują się w najlepszej odsłonie.
 
Po obejrzeniu kolekcji miskantów warto skierować kroki do doskonale zaprojektowanego zakątka zwanego ogrodem kwiatowym, choć jesienią także tu dominują trawy. Wiosną jest jednak sporo roślin cebulowych, potem widać czerwcowe byliny. Latem na rabatach kwitły jeszcze pięciorniki i rudbekie.
 
W tej chwili po bylinach pozostały zaschnięte kwiatostany. Najciekawiej prezentują się te o kulistych formach, jak na przykład u żeleźniaków czy pysznogłówek rosnących tu łanami. Od lipca wciąż kwitnie hortensja bukietowa ‘Vanille Fraise’ (Hydrangea paniculata). Jesienią to jedyny mocny akcent na rabacie kolorystyczny. Jej kwiatostany osiągają długość do 40 cm. Z traw oprócz miskantów pięknie wyglądają też rozplenice o puszystych kwiatostanach. Jest też proso o delikatnym jak mgiełka pokroju.
 
Tłem dla rabaty są zielone przesłony, parawany wystrzyżone z żywotników. Doskonale pasują do lekkich kwiatostanów traw. A z tyłu widać jeszcze ścianę lasu.
 
Ciekawie rozwiązana jest też geometria ścieżek. Dobrze to widać z lotu ptaka. Ogród kwiatowy podzielono na dwa wnętrza wąską rabatą z kolumnami żywotników. Usytuowana skośnie zielona ściana w efekcie daje dwie zwężające się trasy. To celowy zabieg – gdy patrzymy w kierunku zwężenia, mamy wrażenie dłuższej przestrzeni. Natomiast kiedy ścieżka przed nami się rozszerza, wydaje się, że cel, do którego podążamy, jest blisko.
 
Wśród roślin u państwa Majów dostrzegamy też pięknotkę Bodiniera (Callicarpa bodinieri). To krzew słynący z fioletowych owoców, utrzymujących się nawet zimą. Ma też ładnie układające się liście i ciekawe pędy. Może przemarzać, ale wtedy zazwyczaj wystarcza mocne przycięcie, by ładnie odbił i na nowych pędach zawiązał kolejne owoce.
 
Pomiędzy domem a sklepem gospodarze wybudowali altanę. Od strony stawu ściana jest prawie cała przeszklona, dzięki czemu z wnętrza rozpościerają się widoki na wodę i zaaranżowany nad nią ogród. Z domku można korzystać przez cały rok. Obok altany znajduje się kącik biesiadny z dużym murowanym grillem. W chłodne dni lub wieczory taki piec znakomicie ogrzewa otoczenie. Ciekawostką jest stół wykonany z kamienia żarnowego. Szczeliny na jego powierzchni porosły mchem, dzięki czemu przypomina on miniaturowy skalniak. Tutaj właściciele spędzają najwięcej czasu.
 
Na taki wypoczynkowy kącik w ogrodzie warto znaleźć miejsce zaciszne, osłonięte od wiatru, nasłonecznione. Wokół warto zgromadzić rośliny, które lubi się najbardziej. Tu jesienią dominują trawy, a wcześniej – otwarty jest widok nad staw. Ogród jest jednocześnie otwarty dla publiczności, ale gospodarzom to wcale nie przeszkadza. Zadbali również o to, aby także i gościom nie brakowało miejsca do wypoczynku. Z zakątka przy grillu prowadzą schody nad wodę. Tu znajduje się jeden z drewnianych pomostów.
 
Staw jest zbiornikiem wody do podlewania, ale też tu można miło odpocząć. Tworzy też dobry mikroklimat i niektóre rośliny lepiej dzięki niemu zimują – na przykład cedry, sośnice. Choć staw nie jest całkiem naturalny, to jego powstaniu sprzyjało ukształtowanie terenu i płynący tędy strumyk. Staw pełni teraz funkcję retencyjną. Sąsiedzi również poprzegradzali groblami dolinkę, którą płynie strumyk. W ten sposób powstał 300-metrowy ciąg stawów. Dzięki parującej z nich wodzie powietrze w okolicy jest nasycone wilgocią, czego wskaźnikiem są mchy porastające wiele miejsc. W takich warunkach równie szybko pojawiają się porosty, co tylko dodaje ogrodowi naturalności.
 
Dębowa palisada pozwoliła na obsadzanie brzegu zbiornika roślinami ozdobnymi, zwłaszcza drzewami. Wcześniej woda podmywała skarpy, więc ciągle się osuwały. Drzewami obsadzone są również groble. Rośnie tu wiele oryginalnych gatunków. Widać na przykład pneumatofory, czyli korzenie oddechowe (kolanowe) – charakterystyczne dla miejsc, gdzie w glebie jest bardzo mało powietrza. Tu korzenie te należą do cypryśnika błotnego (Taxodium distichum), pochodzącego z południowo-wschodnich obszarów Ameryki Północnej, gdzie rośnie na terenach bagiennych. W Polsce jego korzenie oddechowe wytwarzają się dość rzadko. Drzewo ma ładny pokrój, jest dość duży, ładnie się przebarwia i należy do gatunków zrzucających na zimę igły.
 
Przez groblę z cypryśnikiem i mostek nad strumieniem wiedzie ścieżka wprost do zachodniej części ogrodu, której osnowę tworzy dębowy młodnik. Ściana drzew zatrzymuje wiatr i w ogrodzie jest znacznie przyjemniej. A do obsadzania ogrodu wykorzystano sporo gatunków szybko rosnących, aby prędko cieszyć się efektem. Dlatego pojawiły się dęby czerwone (Quercus rubra), które mają nawet kilkumetrowe przyrosty – to zaskoczyło nawet samych gospodarzy. Wystarczyło dziesięć lat, aby otrzymać tak imponujący rezultat. Dęby czerwone trudno pomylić z innymi gatunkami dębów. Ich pnie mają szarą korę, która długo pozostaje gładka, bez jakichkolwiek spękań. Żołędzie są krótkie i pękate, natomiast liście wyróżniają się spiczastymi klapami na brzegach.
 
Dęby mają jedną wadę – ich liście bardzo trudno się kompostują. Dlatego są wywożone. Pojawia się też sporo siewek, które trzeba usuwać. Dąb czerwony także pochodzi z Ameryki Północnej, ale chętnie był sadzony w lasach i zieleni miejskiej. Teraz traktowany jest jako gatunek inwazyjny, w lesie sadzić go nie wolno. Ale w ogrodzie to cenne drzewo, dające kolor, cień i schronienie dla ptaków.
 
Na zachodnim brzegu stawu pod osłoną dębów posadzono inne drzewa. Podziwiamy młody, lecz jakże okazały tulipanowiec amerykański ‘Fastigiatum’ (Liriodendrom tulipifera) w złotej jesiennej szacie. Rocznie gatunek ten przyrasta na wysokość do 40 cm. Tutaj sprzyja mu stanowisko nad wodą i żyzne podłoże. Warto wiedzieć, że na glebach suchych drzewo to rośnie o wiele wolniej.
 
Naprzeciw zakątka z grillem znajduje się wejście do najstarszej część ogrodu, w której gospodarze stworzyli pokaźną kolekcję iglaków. To ich dawna pasja, a sporo tutejszych okazów pan Artur zaszczepił własnoręcznie. Na tle zieleni iglaków ładnie wyglądają przebarwiające się byliny oraz drzewa i krzewy liściaste. Pożółkłe liście host ładnie harmonizują z gromadką ceramicznych gęsi. Ale czy kolor żółty jest prawidłowy na gałęziach sosen? Wiele osób martwi się takim żółknięciem, a przecież to naturalny objaw – dwuletnie igły po prostu zamierają i opadają. Dzieje się to u wszystkich sosen, ale u 5-igielnych jest to po prostu nieco bardziej widoczne. Igły nie odrosną, ale pojawią się oczywiście nowe przyrosty.
 
Na rabatach z iglakami warto przyjrzeć się niektórym miniaturkom. Jodłę koreańską ‘Icebreaker’ (Abies koreana) wyróżnia spośród innych jodeł zwarty płaskokulisty pokrój i przede wszystkim efektownie zawinięte igły, które odsłaniają białe spody. Rośliny te występują zarówno w formie bezpniowej, jak i szczepione na pniu.
 
Jak widać, pomimo zamiłowania do traw, gospodarze nadal bardzo cenią swoje iglaki. Teraz jednak robią w nich małe porządki – niektóre są usuwane, bo się nie sprawdziły. Nie wszystkie były też znane, gdy je sadzono i gospodarze nie mieli pewności, jak będą wyglądac po latach.
 
Dlatego w jednym z zakątków dla urozmaicenia pan Artur zamienił iglaki na miętę. Ma kilka ciekawostek. Jedna z nich to mięta korsykańska (Mentha requienii), która u nas nie zimuje, ale może być uprawiana sezonowo. Jest maleńka, o bardzo drobnych listkach. A kolekcja mięt liczy sobie około 30 odmian. Warto pamiętać, że mięta lubi rozchodzić się po ogrodzie i to dość inwazyjnie. Dlatego warto sadzić ją do gruntu w sporej donicy.