Siedlisko pod Mrągowem (odc. 737 HGTV odc. 38 seria 2019)
dodano: 24.11.2019
Odwiedzamy mazurską wieś Bagienice. Pośród łąk, lasów i przede wszystkim daleko od jakiejkolwiek szosy osiedlili się gospodarze dzisiejszego odcinka. Najbliższe miasto, Mrągowo, znajduje się na tyle daleko, że w okolicy panuje sielski spokój.
Siedlisko pod Mrągowem (odc. 737 HGTV odc. 38 seria 2019)
Odwiedzamy mazurską wieś Bagienice. Pośród łąk, lasów i przede wszystkim daleko od jakiejkolwiek szosy osiedlili się gospodarze dzisiejszego odcinka. Najbliższe miasto, Mrągowo, znajduje się na tyle daleko, że w okolicy panuje sielski spokój.

Właścicielami i twórcami tego uroczego zakątka jest rodzina Niezgodów. Na posesji spotykamy gospodarza Bernarda Jacka Niezgodę oraz jego córkę Karolinę z synkiem. Wraz z mężem pomaga ona rodzicom prowadzić szkółkę roślin ozdobnych. Bernard Jacek Niezgoda jest architektem krajobrazu. Siedlisko w Bagienicach to jego ukochane miejsce na ziemi. Znalazł je, gdy wraz z żoną nie musieli już wozić dzieci do szkoły i zdecydowali się wyprowadzić na wieś. To miejsce zauroczyło gospodarzy od razu. Miało ładne ukształtowanie terenu, płynął tu strumyk… Choć z ogrodu korzysta cała rodzina, to jednak rządzi tu pan Bernard i wszystkie pomysły są z nim właśnie konsultowane.

Wjazd na posesję znajduje się od południa. W tej części stoi dom i budynek gospodarczy. Zabudowę otacza szkółka roślin, z której wydzielono fragment pod warzywnik i szklarnię.
Część północna siedliska ma charakter krajobrazowy. Od tej strony znajduje się taras, stary sad jabłoniowy i sąsiadujący z nim ogród japoński. Serce całego założenia stanowi kompleks trzech stawów. Nad środkowym zbudowano saunę. Od zachodu i wschodu ogród otulają gęste zadrzewienia, dzięki którym panują tu przyjazne dla jego mieszkańców warunki.
Aranżacje ogrodowe witają gości od samego progu. Jedna z kompozycji przy bramie powstała z kamieni żarnowych i traw. Kontrastowe łączenie ciężkich, statycznych elementów z lekkimi i wiotkimi jak trawy sprawia, że kompozycja staje się zrównoważona, przejrzysta i dynamiczna. Falującą na wietrze trawę znakomicie widać na tle nieruchomej skały czy elementów architektury.

Rewie kwiatów pojawiają się bliżej domu. Wrażenie robi różane rondo. Mogłoby się wydawać, że swobodne pielęgnowanie gąszczu kolczastych krzewów jest niemożliwe. Jacek jednak zaprojektował rabatę tak, aby nie trzeba było wchodzić do środka. Promień ronda ma długość nie większą niż teleskopowy wysięgnik narzędzi do pielęgnowania krzewów. Dzięki temu przycinanie róż i usuwanie suchych kwiatostanów nie sprawia gospodarzowi kłopotu.

Rondo to jedno z niewielu miejsc w ogrodzie, gdzie pojawiają się tak barwne kompozycje kwiatowe. Róże kwitną od czerwca aż do późnej jesieni. Krzewów jest tu bardzo wiele i tworzą uroczy gąszcz. Całość stworzono z 6-7 odmian. Różanka pełni funkcję reprezentacyjną. Dlatego gospodarz wybrał krzewy z niemieckim certyfikatem ADR. Tego typu odmiany wcześniej przez trzy lata są testowane w różnych rejonach Niemiec bez stosowania środków ochrony roślin. Rośliny są więc bardzo odporne na choroby i szkodniki.

Tłem dla kwitnących krzewów jest zielona przez cały rok obwódka. Tworzy ją żywotnik zachodni 'Danica' (Thuja occidentalis) – tu bukszpan mógłby sobie nie poradzić, a tuja się sprawdza. Można ją nawet formować. Centralną część różanki zwieńcza obelisk z formowanego w stożek grabu. Drzewo jest przycinane dwa razy w sezonie – na przedwiośniu i w połowie lata.

Tutaj przenikają się granice pomiędzy ogrodem prywatnym a szkółką roślin. Nie ma ostrej granicy, obszary przenikają się… Tu widać też, że dobór gatunkowy roślin nie jest bardzo wymyślny. Na Mazurach klimat jest dość surowy i wiele roślin po prostu by sobie nie poradziło. Dlatego nie zabrakło tutaj odpornych na suszę rozchodników okazałych, które podczas kwitnienia wabią do ogrodu roje pożytecznych owadów. Niezawodne są też hortensje bukietowe. Zawiązują one pąki kwiatowe dopiero na pędach wyrastających wiosną, dzięki czemu nie ma ryzyka, że przemarzną.

Kompozycje kwiatowe umieszczono w obwódkach ze złotolistnej tawuły japońskiej.
Pośród tych pospolitych roślin znajdujemy perełkę – to głóg jednoszyjkowy ‘Compacta’ (Crataegus monogyna). Krzew najczęściej występuje w formie szczepionej na pniu. Jego korona po wielu latach osiąga zaledwie metr średnicy. Wiosną kwitnie na biało, a późnym latem jest obsypany mnóstwem dojrzewających owoców – jadalnych zarówno dla zwierząt, jak i ludzi.

W przedogródku spokojnym tłem dla roślin jest nawierzchnia ze żwiru. Nie tworzą się kałuże i jest wygodny w użytkowaniu. Jest też piękna nawierzchnia łączona z podkładów kolejowych i kostki. Na podjazdach do garażu i przy wejściu do domu nawierzchnie wyłożone są kostką granitową. Łączenie jej z drewnem i innymi materiałami przełamuje monotonię układu. To także metoda na wydzielanie przestrzeni o określonym przeznaczeniu.

Pod nawierzchnią nie ma podbudowy cementowej, jednak nie tworzą się w niej dziury. Została porządnie wykonana i przesiąkalna dla deszczu.

Placyk biesiadny oddzielają od otwartej przestrzeni szkółki grupy wysokich miskantów, stwarzając tym samym przytulne wnętrze. Miejsce to ma południową wystawę i czasem mocno nagrzewa się w słońcu. W pobliżu są też zakątki cieniste. Jeden z nich znajduje się przy zachodniej elewacji domu. Panują tu wymarzone warunki dla roślin cieniolubnych. Na tle ciemnych kobierców bluszczu wyróżniają się hosty, które występują w kilku odmianach. Pierwszy plan kompozycji wypełniają różnobarwne żurawki. Cień rzucają tu drzewa, które pozostały po dawnym siedlisku: stare jabłonie i grusza. Tworzą one klimat tego miejsca i wyglądają imponująco, choć są już stare.

Wiekowe jabłonie z poskręcanymi i omszałymi konarami zainspirowały właścicieli siedliska do stworzenia namiastki ogrodu japońskiego. Powstał na początku, kiedy się tutaj sprowadzili. Jest to imitacja surowego krajobrazu z formowanymi na styl bonsai drzewami, między innymi wiązem polnym 'Jacqueline Hillier' (Ulmus minor), mającym z natury nieregularny pokrój. W aranżacji wykorzystano studnię i resztki starej kamiennej zabudowy. Ogród japoński graniczy z lasem.

Ważny punktem ogrodu jest głaz, ułożony w miejscu, gdzie przecinają się osie widokowe. Elementy krajobrazu malowniczo odbijają się w lustrze zbiorników wodnych. Trzy naturalne stawy położone są w najniższej części terenu. Parująca z nich woda nasyca powietrze wilgocią. Mikroklimat staje się przyjazny nie tylko dla odwiedzających ogród zwierząt, ale też dla roślin przy domu i w szkółce.

Co było tak urzekające w tej okolicy? Lasy, drzewa… oraz możliwości, które dawały bagienka. Z nich powstały stawy. Zbiorniki wodne wymagały oczyszczenia, ponieważ były zarośnięte i przypominały mokradła. Obecnie, po usunięciu osadów z dna, mają w kilku miejscach prawie dwa metry głębokości. Brzegi wyprofilowano tak, by tworzyły ładne zakola.

Teren wzbogacono w kilka ciekawych drzew – jednym z nich jest skrzydłorzech. Skrzydłorzech kaukaski (Pterocarya fraxinifolia) to drzewo do dużego ogrodu - rośnie szybko, a jego oryginalną ozdobą są długie, zwisające kwiatostany, a potem owocostany z orzeszkami otoczonymi dwoma skrzydełkami – stąd nazwa skrzydłorzech. Starsze okazy zwykle dają liczne odrośla korzeniowe. Gatunek ten lubi stanowiska wilgotne, a nawet znosi długotrwałe zalewanie. Tutaj przy stawie ma wręcz idealne warunki.

Wrażenie robi wszechobecna, misternie strzyżona murawa. Ogrodowy dywan łagodnie przenika w porośnięte trawą pastwiska i wydaje się, że nie ma końca. Na efekt pracuje robot koszący, który Jacek nazywa przyjacielem. Bez pomocy inteligentnej kosiarki nie dałby rady zapanować nad tak ogromną powierzchnią. Trawa na brzegach stawów też jest przystrzyżona, bo dzięki łagodnie pochylonym skarpom maszyna może jeździć blisko wody. Regularnie koszona murawa, która kiedyś była łąką, z lotu ptaka wygląda niczym zielony dywan, z którego wyzierają oczka wodne.

Oczka nie są obsadzone, wyraźnie widać ich brzegi. To dlatego, że w oczkach są amury, które wygadają całą roślinność. Charakter oczek jest nieco odmienny – to w cieniu wygląda inaczej, amury nie chcą w nim mieszkać i woda nieco zarasta. Zapora z siatki pod mostkiem ma za zadanie udaremnić rybom ucieczkę ze stawu pokrytego rzęsą, zwłaszcza amurów, które mają być tam w przyszłości wpuszczone.

Wszystkie stawy są połączone – kiedyś był tu rów melioracyjny i teraz jego bieg znajduje się częściowo w tych stawach. Nie można więc ich odciąć. Zbiorniki wodne i stare rowy melioracyjne funkcjonują na zasadzie naczyń połączonych. Przerwanie ciągłości mogłoby zmienić stabilne od lat warunki wodne okolicy. Stawy odgrywają też rolę retencyjną, bo do nich spływa woda z całego terenu.

Jest też biologiczna oczyszczalnia ścieków. Tędy przepływa woda wpływająca potem do stawów. Rosną tu np. kaczeńce. Rozkwitają się one, zanim na drzewach pojawią się liście, kiedy do dna lasu dociera sporo światła. Dlatego nadają się do leśnych założeń. Najokazalej prezentują się na stanowiskach świetlistych, gdzie przez luki pomiędzy koronami drzew dociera najwięcej promieni słonecznych. Za to turzyce poradzą sobie w każdych warunkach, nawet w głębokim cieniu. Odpowiednie dla nich miejsce zarezerwowano przy mostku. W rabacie filtrującej wodę z nadmiaru związków azotu i fosforu nie mogło zabraknąć kosaćców żółtych. Aby odróżniały się od kosaćców dzikich, które zawsze tu występowały, wybrano odmianę o liściach wzdłużnie paskowanych. W kompozycji zaplanowano również łączkę wełnianek. Rośliny te lubią stanowiska słoneczne i przede wszystkim kwaśne podłoże. Aby zapewnić im jak najlepsze warunki, kopane dołki zaprawia się sporą ilością kwaśnego torfu. Ziemia jest wystarczająco wilgotna, miejscami nawet grząska, odpowiednia dla roślin rodem z mokradeł

Teren powyżej stawów porasta świerkowy las. Zwarty drzewostan tworzy zachodnią ścianę ogrodu i pełni w nim funkcję wiatrochronną. Jest także miejscem wypoczynku. Niestety, pomimo dbałości o środowisko nie udaje się zapanować nad zamieraniem świerków pospolitych (Picea abies). Część z nich nadaje się już do wycięcia – wyschły wskutek działalności kornika drukarza (Ips typographus). Gospodarz stosował środki chemiczne, a także pułapki feromonowe… To zmniejsza liczbę owadów, ale nie eliminuje ich całkowicie. Porażone trzeba wyciąć i szybko porąbać, okorować.

Drzewo zaatakowane przez korniki obficie wydziela żywicę, aby zasklepić wygryzione rany. Obecność szkodnika zdradza też rdzawa mączka wysypująca się z żerowisk. Tu widać ją dobrze na ziemi przy pniu.

Korniki są szkodnikami wtórnymi, które dobijają drzewa osłabione z innych przyczyn. Ich inwazje najczęściej dotyczą jednogatunkowych lasów sadzonych ręką człowieka. Świerki mają płytki system korzeniowy i są przez to wrażliwe na wahania poziomu wód gruntowych oraz wypłukiwanie takich pierwiastków z podłoża jak potas, fosfor czy magnez. Nie znoszą gleb zasolonych.