Premiera: HGTV Home&Garden, niedziela o 9:20
Powtórka: patrz "o nas"

W ogrodzie wiecznych zmian (odc. 730 / HGTV odc. 31 seria 2019)

dodano: 29.09.2019

Ogród ten położony jest niedaleko Grójca, a jego właściciele mieszkają wraz z trojgiem dzieci tuż obok rodzinnej szkółki roślin. Ich ogród prezentowaliśmy już kiedyś w programie. Minęło jednak prawie dziesięć lat, w czasie których dom utrzymany w stylu staropolskiego dworku zmienił się w nowoczesną, prostą w formie bryłę. Naturalną konsekwencją tej zmiany był pomysł na przebudowę ogrodu, która trwała kilka lat, bo gospodarze mają głowy pełne pomysłów i ciągle szukają lepszych, ciekawszych rozwiązań.

Ogród ten położony jest niedaleko Grójca, a jego właścicielami są Żanna i Wojtek Grąbczewscy. Żanna jest architektem krajobrazu, a Wojtek – szkółkarzem. Mieszkają wraz z trojgiem dzieci tuż obok rodzinnej szkółki roślin. Ich ogród prezentowaliśmy już kiedyś w programie. Minęło jednak prawie dziesięć lat, w czasie których dom utrzymany w stylu staropolskiego dworku zmienił się w nowoczesną, prostą w formie bryłę. Naturalną konsekwencją tej zmiany był pomysł na przebudowę ogrodu, którą niedawno ukończono. Metamorfoza trwała kilka lat, bo gospodarze mają głowy pełne pomysłów i ciągle szukają lepszych, ciekawszych rozwiązań.
 
W obecnej odsłonie latem ogród urzeka różnorodnością i kolorami kwiatów. Główna część ogrodu ozdobnego za domem to morze bylin. Tuż za suchą rzeką pierwszy plan budują kępy kostrzewy i kwitnące na fioletowo wysokie kłosy liatry. Nieco dalej aż płoną pomarańczową barwą gailardie. Za nimi wyczarowano żółty pas z krwawników i rumianu żółtego. Głębiej pysznią się wielkie głowy zaschniętych już czosnków… i falują miękko trawy przeplatające się z jeżówkami… Wśród tego bogactwa wiedzie biała ścieżka, prowadząca wzrok w głąb ogrodu…
 
Gospodarze przyznają, że ogród składa się z tak wielu zakątków, że zakończenie każdego etapu prac jest już powodem do zadowolenia. Ostatnim etapem, który udało się zakończyć, była rabata bylinowa i to był bardzo duży postęp w pracach. A co determinuje te wszystkie zmiany? Dyktuje je samo życie oraz użytkownicy – Żanna i Wojtek mają troje dzieci i to właśnie im w dużej mierze podporządkowana jest całość. Dla dzieci powstał „domek na drzewie”, który jest domkiem wolno stojącym, bo w ogrodzie nie było wystarczające dużego drzewa, by skonstruować tego rodzaju budowlę. Teren przed domkiem trzeba było zagospodarować, więc powstał pomysł na rabatę…
 
Jak więc wygląda całość? Działka, na której położony jest dom i ogród, zajmuje ponad 5,5 tys m kw., a południową granicę posesji wyznacza wąski pas lasu. Przedogródek jest bardzo duży – jego część zajmuje spory podjazd, a resztę – trawnik i rabaty. Przy domu biegną geometryczne żywopłoty odgradzające dwa niewielkie warzywniki i placyk do biesiadowania. Dalej jest jeszcze ziemna piwnica. Dom oddziela od reszty ogrodu wstęga suchej rzeki, zakończona piaskownicą pod dachem zielonej pergoli. Za żwirową rzeką rozciąga się wielka bylinowa rabata, a za nią znajduje się domek dla dzieci.
 
Państwo Grąbczewscy zajmują się roślinami na co dzień, a w ogrodzie mogą z nimi eksperymentować. Obserwują też zachodzące zmiany klimatu i starają się do nich dopasować, stosując gatunki wymagające mniej wody i znoszące susze.
Zaskakiwać może fakt, że w ogrodzie jest tak wiele bylin, bo są kwintesencją pracochłonnego ogrodu. Kiedyś gospodarze mieli ich sporo, potem z nich rezygnowali, stawiając na mniej wymagające rośliny, teraz znowu do nich wrócili… Tym razem jednak została zachowana lepsza proporcja roślin iglastych, zimozielonych i kolorowych „szaleństw” bylinowych.
 
Ogród odwiedzaliśmy kilkukrotnie – zarówno jesienią, jak i w kolejnym sezonie wiosną, a także w pełni lata. Choć zapracowanym gospodarzom nie udało się w ciągu jednej jesieni zrealizować wszystkich nasadzeń na kwietnej rabacie, to wiosną i tak całość wyglądała atrakcyjnie. W maju królują tu łany tulipanów we wszystkich kolorach. Efektownie prezentuje się wcześnie zakwitający ubiorek wieczniezielony, są też brunery.
 
Kiedy przyjeżdżamy do ogrodu, Żanna od razu zaprasza na spacer po szkółce, by dokończyć wybieranie bylin na ostatnie puste stanowiska na rabacie. Wzrok kuszą przyciągające owady rozchodniki okazałe, ale ostatecznie wybór pada na oryginalną szaro-liliową perowskię. Teraz wystarczy tylko dokończyć sadzenie. A Żanna zdradza, że nie od razu doszła do optymalnego układu roślin na rabacie. Początkowo zaplanowała tu długie, jednogatunkowe pasu, które stosuje się często w nasadzeniach w zieleni miejskiej. Sprawdzaja się one i wyglądają efektownie, gdy mija się je samochodem. Jednak inny architekt zasugerował modyfikację takiego pomysłu, bo długie pasu mogłyby wyglądać z przestrzeni ogrodowej zbyt monotonnie i szybko się znudzić.
 
Żanna liczy na to, że wykorzystane przez nią byliny będą się rozsiewać i z czasem jednogatunkowe plamy pomieszają się nieco, co doda kompozycjom naturalności. Z boku już zaciera się regularny układ nasadzeń. Widać też, jak dużo roślin zostało tu posadzonych! To celowy zabieg: w gęstwinie jest mniej pielenia, a rośliny lepiej się przyjmuje.
 
Na rabacie Żanna zastosowała wiele sprawdzonych gatunków: są jeżówki, rudbekie, nie brakuje rozchodników okazałych, czy traw ozdobnych. Pojawiły się też długo kwitnące rdesty himalajskie o czerwonych kwiatostanach w formie wąskich kłosów. W większości są to gatunki wytrzymałe na niedobór wody i wysokie temperatury, dlatego nie założono na tym obszarze systemu nawadniania. Jak mówi Żanna, upalne lata znoszą lepiej niż położony obok trawnik.
 
Bylinową rabatę z jednej strony ogranicza sucha rzeka. To element, który był też w dawnym wydaniu ogrodu. Jej funkcji jest kilka: porządkuje ona przestrzeń, a także odbiera wodę z dachu, bo teren tu jest dość nieprzepuszczalny. W czasie ulewy korytem płynie woda, a w razie potrzeby można też ją odprowadzić do melioracji. Jednak żeby rzeka się wypełniła, deszcz musi lać naprawdę solidnie… Rzekę zaplanowano tak, by wyglądała naturalnie – ma nieregularny bieg, kończący się piaskowym placem zabaw, zmienną szerokość i brzegi o niewielkim nachyleniu, co ułatwia ich pielęgnację. Jej koryto wyłożono zarówno drobnym żwirem, jak i większymi otoczakami. Proces dokładania kamieni nadal trwa: miejscami widać jeszcze czarną, przepuszczającą wodę matę. Zadaniem maty jest jedynie oddzielenie kamieni, aby się nie mieszały z ziemią. Dna rzeki niczym nie uszczelniano.
W gęstwinie krzewów, gdzie bierze początek rzeka, dostrzegamy ciekawą roślinę. To orszelina olcholistna (Clethra alnifolia). To krzew pochodzący z Ameryki i dobrze znoszący mróz, ale nie znosi suszy. Jego zaletą są kwiaty – ozdobne, o długości 10-15cm, ale też mocno pachnące.
 
Orszelina wtapia się tu w łan wystrzyżonych krzewów i gdy nie kwitnie, jest niemal niezauważalna. Warto zwrócić uwagę na tę plamę krzewów. Poszczególne gatunki nie są aż tak ważne, liczy się forma, jaką wspólnie tworzą. Co roku wiosną i latem Żanna wraz z ogrodnikiem przeprowadza cięcia formujące. Kilka ruchów nożycami… i całe łany tawuł, czy wierzb zyskują nowe oblicze. Taki zabieg wymaga dobrego zaplanowania, dlatego Żanna ułatwia sobie pracę, szkicując na zdjęciach nasadzeń ich przyszły kształt. Cięcie daje ciekawy efekt wiosną – zakwita cały wał dereni stanowiących trzeci plan tej grupy. Liczne białe kwiaty bardzo ożywiają tę część ogrodu.
 
Do Żanny i Wojtka Grąbczewskich przyjeżdżamy z wizytą także jesienią. Liście już żółkną na drzewach i cały ogród przywdziewa nową szatę kolorystyczną. Uwagę zwraca malownicza brzoza czarna (Betula nigra). Ma nieco większe liście od najpopularniejszej brzozy, szybko rośnie i ma przepięknie łuszczącą się korę. Brzoza czarna znana jest też pod nazwą „brzozy nadbrzeżnej” – to dlatego, że w swojej ojczyźnie, Stanach Zjednoczonych, rośnie zazwyczaj na zalewowych, podmokłych terenach.
 
Potem zaglądamy do bocznej części ogrodu. Tu dominują spokojne rabaty, gdzie rośliny posadzone są sporymi jednogatunkowymi plamami. Nie ma wielu wysokich drzew, ale gospodarze mają za sąsiedztwo część szkółki, więc o ładne widoki nie muszą się martwić.
 
A te jesienią z dnia na dzień robią się coraz ciekawsze i coraz bardziej kolorowe. Wojtek przyznaje, że to właśnie jesień jest dla nich najważniejszą i najciekawszą porą roku w ogrodzie. Wiosną mają tak dużo pracy, że nigdy nie zdążą nacieszyć się kwiatami. A jesienią mogą się pozachwycać stale zmieniającą się scenerią i grą kolorów. Ciekawe przebarwiają się na przykład ambrowce. Ambrowiec balsamiczny (amerykański) (Liquidambar styraciflua) zwany jest czasem drzewem bursztynowym – po łacinie „Liquid ambar” oznacza płynny bursztyn. Określenie to opisuje balsamiczną żywicę, którą kiedyś pozyskiwano z drzewa i stosowano w medycynie, a obecnie wykorzystuje się ją raczej w kosmetyce. Ambrowiec jest najbardziej dekoracyjny jesienią – niewiele gatunków przebarwia się równie wspaniale.
 
Barwne liście wyglądają malowniczo nie tylko na drzewach. Żanna zebrała ich spory bukiet i wrzuciła do misy, która w zamyśle była paleniskiem ogrodowym. Ustawiona na tarasie i wypełniona wodą służy jako sadzawka do zabawy dla dzieci. To urocza, praktyczna i bezpieczna dekoracja.
 
W czasie naszej jesiennej wizyty zwracamy jeszcze uwagę na ciemnozieloną bryłę ostrokrzewu kolczastego (Ilex aquifolium) rosnącego na tle lasu. Kiedyś kępa ta służyła jako matecznik szkółki, czyli pobierano stąd sadzonki do dalszej produkcji. Ostrokrzew to bardzo wdzięczna roślina. Ceni się ją przede wszystkim za błyszczące, zimozielone liście. Okazy żeńskie mają też bardzo dekoracyjne owoce: najczęściej czerwone, ale istnieją też odmiany o owocach żółtych. Trzeba jednak pamiętać, że są one trujące!
 
Żanna wyjaśnia, że gdy powstał nowy dom, nie pasowało do niego dawne oblicze ogrodu i trzeba było je zmodyfikować. Wiejski klimat zamienił się w bardziej regularny i wtedy uformowano ostrokrzew w kształtne piętra. Pomiędzy krzewami ostrokrzewów znajduje się jeszcze niewielka „przecinka”. Odsłania ona pień strzelistego drzewa, które przed kilkunastoma laty nie zwracało na siebie uwagi. Z czasem jednak gospodarze zaczęli doceniać urodę nie tylko korony, ale też i jego pnia. 
 
To malownicze drzewo – metasekwoja chińska (Metasequoia glyptostroboides) – kiedyś uchodziło za gatunek wymarły, znaleziono ją jednak w naturze i zaczęto rozmnażać, obecnie występuje na niewielkim obszarze w Chinach. Szybko rośnie i efektownie wygląda. Piękny jest zwłaszcza pień oraz kora, która oryginalnie się łuszczy. Miękkie igły metasekwoi opadają na zimę wraz z krótkopędami, a drzewo, choć duże, wygląda delikatnie i ażurowo.
 
W pobliżu ostrokrzewów i metasekwoi uwagę przyciąga niezwykła zielona budowla wznosząca się nad ogromną piaskownicą. To niemal pole piaskowe, więc nic nie ogranicza zabaw dzieci. A nad głowami rozpięta jest solidna konstrukcja podtrzymująca grabową bramkę. Bramka jest pomyślana tak, że z boku przypomina półkulę. Jednak utrzymanie jej w takiej formie pochłania sporo pracy. Pierwsze cięcie grabu należy przeprowadzić wczesną wiosną, a drugie na początku lata. Można też strzyc rośliny kilkukrotnie w sezonie – nawet co parę tygodni, aż do końca sierpnia. Wtedy będą się najlepiej zagęszczać.
 
Chociaż Żanna i Wojtek nie chcą mieć kolekcji botanicznej, bo na oryginalne gatunki roślin patrzą codziennie w pracy, to w ogrodzie mają wiele pięknych okazów roślin. Jesienią wrażenie robią oblepione kwiatami stare hortensje bukietowe, czy kuliste korony – wyglądające niemal jak narysowane – klonów odmiany ‘Globosum’ (Acer platanoides). Nie trzeba ich formować, same utrzymują ten wyjątkowo regularny kształt. W przedogódku zwraca uwagę dorodny platan klonolitny (Platanus acerifolia) o charakterystycznej łaciatej korze. O zaletach tego gatunku opowiada nam ojciec gospodarza, również szkółkarz, Jan Grąbczewski. Zwraca uwagę, że to niezwykle wdzięczne drzewa: łatwo się je przesadza, doskonale formuje, nawet na szpalery… Nie bez powodu to chyba najcenniejsze europejskie drzewo miejskie. Platany dają dużą zieloną masę, dobrze znoszą zanieczyszczenia miejskie oraz niekorzystne warunki glebowe. Niektórzy obawiają się, że platany mogą przemarzać – aby się przed tym uchronić, trzeba sadzić okazy, których obwód pnia przekracza 18-20cm. 
 
Platany posadzono także przy samej elewacji domu. Od razu rozpięto ich gałęzie na stelażach, tak by nie dotykały ściany. Pan Jan zaplanował, jak mają być prowadzone. Gałęzie mają rosnąć równolegle do budynku, by nie wchodziły na ścieżkę, ale jednocześnie ażurowo przysłaniały okna. Dzięki temu latem wnętrza nie nagrzewają się nadmiernie, a przed zimą liście opadają, wpuszczając cenne światło.
 
Na koniec wizyty w ogrodzie udajemy się do przedogródka, który znacznie zmienił się od czasu, gdy przed laty poznawaliśmy ogród. Choć jego forma pozostała taka sama, to nasadzenia są zupełnie inne. Kiedyś rosło tu bowiem rosło morze lawendy, a teraz jest morze jałowców… Gospodarz wyjaśnia, że lawenda była ozdobna zbyt krótko w sezonie; co więcej, rosła coraz słabiej ze względu na lokalnie wysoki poziom wód gruntowych. Państwo Grąbczewscy zdecydowali się zastąpić ją iglakami, które w naszym klimacie mają rację bytu i po prostu są ozdobne cały czas. Są budulcem do tworzenia kształtów, brył i dużych form. A Żannie nie brakuje koloru, bo posadzone trzy gatunki jałowców tworzą trójkolorowy dywan. Różne odcienie zieleni zapewniają tu jałowce: Pfitzera w odmianie ‘Aurea’, wirginijski w odmianie ‘Hetz’ oraz pospolity ‘Green Carpet’. Kontrastuje z nimi intensywną barwą niewielkie drzewo. To klon strzępiastokory (Acer griseum) o obłędnie przebarwiających się jesienią liściach. Powoli rośnie, a ten egzemplarz stał w szkółce i zachwycił gospodarzy także oryginalny, nieco powykrzywianym pokrojem. A gatunek ten znany jest nie tylko z pięknego jesiennego zabarwienia. Ma też charakterystyczną korę, nieco podobną do cynamonu, której cienkie płatki łuszczą się i zwijają.
 
Dodaj do Facebook Twitter Blip Digg
wyślij znajomemu
100%
0%
oceń artykuł
Komentarze na forum
komentarze autor
Re: W ogrodzie wiecznych zmian (odc. 730 / HGTV odc. 31 seria 2019)
Przepiękna ta brama-ocienienie z grabów nad piaskownicą. Szkoda że przed domem na tym rondku nie zostawili chociaż paseczka jakiś kwitnących kwiatów. Np. hortensje przy tym globalnym ociepleniu coraz lepiej sobie radzą w Polsce chociaż jeszcze kilka lat temu trzeba było się nagimnastykować żeby nie przemarzły i kwitły. Albo chociaż jeżówki lub rozchodnki okazałe. Kocham jeżówki, rozchodniki okazałe (oraz wszelkie rozchodniki), rumiany, liatry, funkie. Te pasy roślin wzdłuż suchej rzeki wraz z białymi ścieżkami urzekające.
2019.10.18
~ Maria

Poprzedni odcinek

Ogród z rustykalną altaną (odc. 729 / HGTV odc. 30 seria 2019)

Ogród z rustykalną altaną (odc. 729 / HGTV odc. 30 seria 2019)

Udajemy się dzisiaj do dosyć spokojnej, willowej dzielnicy Łodzi. Pośród rozległych ogrodów ukryte są tu niskie, parterowe domy, a sąsiedzi wręcz prześcigają...

więcej »
Ocena
100%
0%
Facebook Twitter Blip Digg
 

Porady

Metamorfoza tarasu (fragment odc. 722)

Metamorfoza tarasu (fragment odc. 722)

Oto mała metamorfoza tarasu w ogrodzie w Mieruciach.

więcej »
Ocena
75%
25%
Facebook Twitter Blip Digg
 

Maja poleca

Maja w ogrodzie rekomenduje imprezy ogrodnicze

Maja w ogrodzie rekomenduje imprezy ogrodnicze

W jakim spotkaniu lub wydarzeniu o tematyce ogrodniczej - i pokrewnej - warto wziąć udział w najbliższym czasie?

więcej »
Ocena
89%
11%
Facebook Twitter Blip Digg