Premiera: TVN METEO, niedziela o 9:05
Powtórka: patrz "o nas"

Ogrody zamku Książ (odc. 374)

dodano: 11.05.2012

W tym odcinku jesteśmy na Dolnym Śląsku, gdzie można znaleźć wiele atrakcji historycznych oraz wspaniałe ogrody. Jednym z głównych wydarzeń jest Festiwal Kwiatów i Sztuki na zamku Książ. Od 24 lat, w długi weekend majowy, zjeżdżają się tu miłośnicy roślin. Można kupić ciekawe rośliny, można też obejrzeć piękne kompozycje kwiatowe, Narodową Wystawę Bonsai i pokazy formowania drzewek.

ODCINEK 374:
 
Monumentalny Książ należący do miasta Wałbrzych, to trzeci pod względem wielkości zamek w Polsce, po Malborku i Wawelu. Zbudował go w XIII wieku książę Bolko I Surowy z dynastii Piastów.
 
Na przestrzeni dziejów zamek wielokrotnie zmieniał wygląd i właścicieli. Ale już od początku XVI wieku na ponad 400 lat stał się własnością dziedziczną niemieckiego rodu Hochbergów. Po drugiej wojnie światowej Książ znalazł się w granicach Polski.
 
Wiele osób kieruje pierwsze kroki na otaczające zamek tarasowe ogrody. Jest ich 12 i razem zajmują obszar ponad 2 hektarów. Rysunek każdego założenia doskonale widać z górnych kondygnacji. Zaprojektowano je na wzór parterów w stylu renesansowym, których najważniejszą cechą była regularność i symetria kompozycji. Zieleń wzbogacano ławkami, fontannami i rzeźbami.
 
Historia ogrodów przy zamku Książ sięga XVI wieku. Jak wyjaśniała pani Irena Troska, przewodniczka po zamku Książ i Palmiarni, na początku były to ogrody warzywne, położone w pewnym oddaleniu od samego zamku. Potem powstały tereny zielone.
 
Swoją wyjątkową urodę ogrody zawdzięczają księżnej Daisy von Pless, Angielce, którą w końcu XIX wieku poślubił Jan Henryk XV von Hochberg. Po angielsku Daisy to stokrotka. Te skromne roślinki były ulubionymi kwiatami księżnej. Do dziś rosną na trawniku Dziedzińca Honorowego i w innych miejscach, jako dowód pamięci o tejszanowanej i lubianej na Śląsku postaci.
 
Księżna Daisy która kochała rośli a zwłaszcza kwiaty, sprowadziła z rodzinnego Newlands ogrodnika, aby w 20 hektarowym parku, na wzór krajobrazowych ogrodów angielskich, posadził pod drzewami rododendrony. Dzisiaj rozrośnięte okazy liczą sobie około 90-100 lat. Dolny Śląsk należał do najcieplejszych regionów Polski i tutejszy klimat wyjątkowo sprzyjał uprawie tych pięknych krzewów. Równie stare azalie i różaneczniki rosną przy zamku w Mosznej, najstarsze zaś w ogrodzie w Wojsławicach.
 
Książ i Wojsławice mają zbliżony do siebie klimat oraz krajobraz – lasy bukowe na kwaśnej, zasobnej glebie, wąwozy – to idealne miejsce dla różaneczników. Na gliniastym, wilgotnym podłożu i pod okapem drzew osiągają znaczne rozmiary. W ogrodach różaneczniki mogą żyć do około 70 lat, więc te na Śląsku są już prawdziwymi staruszkami.
 
A skąd wzięły się pierwsze różaneczniki do w ogrodach Dolnego Śląska? Jak zdradził nam dyrektor Ogrodu Botanicznego we Wrocławiu, prof. dr hab. Tomasz Nowak, wszystko dzięki temu, że niedaleko stąd, w Niemczech, urzędował znany szkółkarz, T.J. Rudolf Seidel (1861–1918). Jego miłością były właśnie różaneczniki.
 
O sukcesie trudnych w uprawie różaneczników (Rhododendron) zadecydowała nie tylko żyzna i kwaśna gleba, ale przede wszystkim trafny dobór nowych, mrozoodpornych odmian. Wyhodował je właśnie  T.J. Rudolf Seidel, dlatego nazywane są „odmianami Seidla”. Niekiedy określane są też jako odmiany „rasy łużyckiej”, gdyż szkółka, w której powstały, położona jest w Górnych Łużycach, 40 km na północny wschód od Drezna, we wsi Grüngräbchen.
 
Drugim wielbicielem różaneczników był właściciel Wojsławic i założyciel kolekcji różaneczników Seidla: Fritz von Oheimb (1850–1928). Posadzone w jego kolekcji rośliny były podziwiane przez rozlicznych gości magnackich: z Książa, z Mysłakowic, z Lubiąża… Oni też chcieli mieć u siebie te niezwykłej urody rośliny.
 
Na zamkowych tarasach znajdują się piękne fontanny – uruchomiono je akurat w majowy weekend, a i w czasach Hochbergów włączano je, kiedy przybywali goście. A zamek Książ był bardzo otwarty na gości. Pan Krzysztof Urbański, prezes Zarządu Przedsiębiorstwa „Zamek Książ” przypomniał, że ta filozofia jest nadal utrzymywana i  goście są zawsze mile widziani. Planowane są dla nich rozmaite atrakcje – już teraz organizatorzy myślą o przyszłym sezonie; chcą wtedy uczcić 101 rocznicę urodzin księżnej Daisy i sprowadzić do ogrodu różę jej imienia.
 
Róża ta wyhodowana w 1911 roku była odmianą róży pomarszczonej (Rosa rugosa) i miała kremowobiałe, pełne, pachnące kwiaty. Nosiła nazwę ‘Furstin Von Pless’, czyli Księżna Pszczyny. Do dziś można ją kupić w niemieckich szkółkach.
 
Księżna Daisy, właścicielka między innymi Książa i pałacu w Pszczynie, była niezwykłą kobietą. Nie tylko na Śląsku ale i w Europie podziwiano jej inteligencję i urodę. Bez przesady można ją okrzyknąć XIX-wiecznym odpowiednikiem księżnej Diany. Róże i inne kwiaty posadzono dla niej pod nowo zbudowaną palmiarnią.
 
Ta perełka wśród polskich oranżerii, znajdująca się w Wałbrzychu, odległa jest od zamku zaledwie o kilka kilometrów. Od 100 lat oglądamy to samo oryginalne wyposażenie - na przykład tufy wulkaniczne jako tło dla tropikalnych roślin, czy wiekowe palmy. Można też spędzić mile czas w zatopionej w zieleni kawiarni, pamiętającej księżną Daisy.
 
W historycznych założeniach ogrodowych najważniejszą rolę pełniły drzewa i krzewy, a całość uzupełniały elementy dekoracyjne i liczne pojemniki na rośliny sezonowe. Chętnie sadzono gatunki jednoroczne – w Książu co roku wykorzystywano ich około 40 tysięcy sztuk. Rośliny produkowane w szklarniach służyły do dekorowania donic ustawianych w parkach czy obsadzania rabat. Na przełomie XIX i XX wieku modne były pelargonie, petunie, rezeda, dalie, begonie a także pachnące wanilią heliotropy. Postanowiliśmy posadzić je przed zamkiem na rabacie otoczonej kamiennym krawężnikiem. Do kompozycji z bratków dodaliśmy niskie dalie i fioletowe heliotropy. Pod każdą z roślin rozsypaliśmy wyprodukowany z kukurydzy hydrożel wchłaniający nadmiar wody; rośliny mogą ją pobierać w okresach niedoboru.
 
W czasach księżnej Daisy ogrodnictwo stało na wysokim poziomie. Rodzina Hochbergów wpadła nawet na pomysł wybudowania dwóch wielkich fabryk nawozów sztucznych, na które pod koniec lat 20-tych było ogromne zapotrzebowanie. W tamtych czasach produkowano superfosfat, saletrę chilijską, potaż i salmiak. Do gatunków rabatowych polecano tak zwane nawozy kwiatowe.
 
Współczesne nawozy są dużo bardziej wyspecjalizowane. Do każdej grupy produkowany jest inny rodzaj odżywki – np.  do roślin balkonowych można zastosować  wygodny w użyciu mocno skondensowany mineralżel, który dobrze rozpuszcza się w wodzie. Podlewamy nim rośliny raz w tygodniu. Ta kombinacja składników pokarmowych jest łatwo przyswajana przez rośliny i powoduje, że będą kwitły aż do jesieni.
 
Za czasów Hochbergów rośliny rabatowe sadzono wokół pałacu, także w ogrodach tarasowych. Tarasy były więc bajecznie kolorowe, można też było posłuchać muzyki kameralnej. Ale pracowało tu wtedy około 100 ogrodników! Teraz jest tylko kilka osób, więc na tarasach postanowiono zastosować takie rośliny, które nie będą kłopotliwe w pielęgnacji.
 
Wewnątrz bukszpanowych obwódek posadzono płożącą się odmianę irgi Dammera 'Major' (Cotoneaster dammerii), której zwarty kobierzec pędów powoduje, że nie rosną chwasty. W innych założeniach podobną rolę pełni jałowiec odmiany ‘Wiltonii’ (Juniperus horizontalis). Kolorystycznym akcentem są tu niskie berberysy. Pielęgnacja rabat polega teraz głównie na przycinaniu bukszpanowych obwódek. Drzewa i krzewy rosnące przy zamku same dają sobie radę. Pod koniec XIX wieku modne były gatunki zimozielone takie jak cisy, świerki oraz gatunki obcego pochodzenia jak sosna wejmutka czy jodła kalifornijska.
 
Przed zamkiem zwracają uwagę dwa okazy rzadkiego, pochodzącego z Kalifornii mamutowca olbrzymiego (Sequoiadendron gigantem), jednego z najwyższych drzew świata. Są to rośliny długowieczne, żyjące do 2 tysięcy lat. Młode egzemplarze mają koronę w kształcie wąskiego stożka. W Książu cenne są też inne rośliny. Na przykład 250-letnie krzewy bukszpanu, obecnie przymocowane do muru odciągami oraz posadzony w wielu miejscach bluszcz (Hedera helix), obrastający ściany. Ma około 150 lat i mimo ostatniej ostrej zimy na roślinach tych zupełnie nie widać śladów przemrożenia.
 
Pani Hanna Grzeszczak-Nowak z Arboretum w Wojsławicach wyjaśniła, że po 100 latach uprawy zostają w ogrodzie tylko najsilniejsze rośliny – słabsze wypadły już dano. Poza tym rośliny młode zawsze są bardziej wrażliwe; starsze są odporniejsze. Ponadto dobry klimat i warunki siedliskowe, zdrowotność, obecność mikoryzy – to wszystko wpływa bardzo dobrze na kondycję roślin.
 
 
Z dawnych czasów do dzisiaj pozostały też stare sady i aleje obsadzane drzewami owocowymi.  Ten teren to zagłębie czereśniowe – stąd czereśnie wędrowały nawet do Berlina i Paryża. Wszystkie odmiany, które tu rosły kiedyś, a także podkładki, zapylacze, zostały przeszczepione, by zabezpieczyć je na przyszłość. W sumie w kolekcji znajduje się ponad 200 starych odmian czereśni! Stare odmiany były zdecydowanie bardziej odporne na choroby i szkodniki. Pozostałe przy życiu drzewa otacza się obecnie ochroną oraz przeszczepia na młode drzewka i poszukuje się w nich cennych genów odporności.
 
Skoro już prawie wiek temu masowo produkowano czereśnie, zainteresowała nas historia walki ze szkodnikami i chorobami. W 90-letniej czereśniowej alei spotkaliśmy się ze specjalistą od ochrony roślin - dr Januszem Mazurkiem. Zdradził, że ochrona chemiczna roślin była stosowana już w średniowieczu! Jednym z pierwszym znanych fungicydów była siarka.
 
Nauka idzie w kierunku unowocześniania środków ochrony roślin. Rejestrując dany preparat, najpierw sprawdza się jego niską toksyczność dla środowiska i człowieka, potem jego wysoką skuteczność. Takim preparatem jest środek Calypso, zwalczający między innymi mszyce na jabłoniach, śliwach i czereśniach, oraz owady powodujące robaczywienie jabłek. Co ważne, środek ten jest bezpieczny dla pszczół, jak i dla czerwi pszczelich.
 
Aby środki chemiczne były skuteczne, bardzo ważne jest ich precyzyjne odmierzanie, pilnowanie terminu oprysków, dopasowanego do fazy rozwoju szkodnika. Zabieg przeprowadzamy wcześnie rano lub późnym popołudniem; pierwszy  - jakieś 7 do 9 dni od momentu zaobserwowania masowego kwitnienia białej akacji, czyli robinii. Potem zabieg powtarza się po 7-14 dniach; wtedy widać już zawiązki czereśni.
 
W ogrodach przypałacowych jednym z obowiązkowych gatunków była róża. Jednak rośliny te zawsze sprawiały kłopot z powodu pojawiania się na nich licznych szkodników. Stosowano wtedy opryskiwanie roślin roztworem mydła naftowego.
Pierwsze zazwyczaj są mszyce - pojawiają się już na pierwszych listkach. Przy mszycach stosujemy zasadę – z zabiegami nie zwlekamy, opryski wykonujemy kiedy znajdziemy pierwsze osobniki na roślinach. Nowoczesnym preparatem jest Decis Ogród, którym opryskujemy liście i pędy róż. Działa on kontaktowo, a więc niszczy mszyce od zewnątrz.
 
 
Ogrody, o których mówimy były najczęściej zakładane na dobrych glebach. Ale w przypadku założeń tarasowych sytuacja jest szczególna. To rabaty znajdujące się nad pomieszczeniami zamku lub na skale, od podstaw zbudowane przez człowieka. Dawniejsi budowniczowie mieli do dyspozycji tylko naturalne materiały, dlatego położone poniżej stropy izolowano przed wpływem wody i penetracją korzeni, płytami z ołowiu i wulkanicznym asfaltem. Na to układano warstwę gliny i gruz kamienny. Dopiero na taką podbudowę nasypywano ziemię, najpierw piaszczystą, następnie żyzną. Warstwa podłoża sięga tu od 30 do 100 cm.
 
Gleba na tarasach szybko się wyjaławia, ponieważ składniki pokarmowe są wymywane z niej przez deszcze. Dosadzając rośliny warto zastosować więc naturalny preparat poprawiający żyzność gleby, np. Rosahumus. Jego najważniejszym komponentem są kwasy humusowe, główne składniki obornika czy kompostu. W jednym jego kilogramie znajduje się tyle kwasów humusowych, co w około 30 ton obornika. Tak skondensowane kwasy odkryto w pokładach leonardytów, występujących obok pokładów węgla kamiennego. Pochodzą z resztek roślinnych, obumarłych bez dostępu powietrza, a ich ważną cechą jest doskonała rozpuszczalność w wodzie. Po oprysku Rosahumus najlepiej wymieszać z glebą, Wyższą dawkę nawozu stosujemy na glebach lekkich, ubogich w próchnicę. Rosahumusem można opryskać też trawniki. Dostarczy on korzeniom trawy cennych składników pokarmowych i zatrzyma je w okolicy korzeni, a także spowoduje poprawę struktury gleby i wzrost ilości próchnicy.
 
Po obejrzeniu ogrodów, przeszliśmy się po salach zamkowych. Wiele pokoi – jak  co roku – udekorowali floryści.  Każda z firm miała za zadanie wypełnić pięknymi kompozycjami jedno pomieszczenie.  Tematem przewodnim były zbliżające się Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej.
 
Zwiedzając zamek można było też oglądać pokazy cięcia drzewek bonsai. Pan Piotr Czernichowski wyjaśniał, ze przyjeżdżają na nią wystawcy z całej Polski, codziennie są też organizowane pokazy i prelekcje.
 
Znakomitym gościem wystawy był twórca bonsai Mauro Stemberger, pracujący z asystentem Rudym Marinello. Jego podręczny warsztat składał się z profesjonalnych narzędzi oraz miedzianych drutów różnej grubości. Sosna kosodrzewina (Pinusmugo subsp. uncinata), którą formował na pokazie została przygotowana przez organizatorów. W ciągu 3 godzin panowie wyczarowali roślinną rzeźbę – żywe dzieło sztuki. Niektóre pędy zostały przycięte, inne pozbawione kory, a pozostałe oplecione drutem i wygięte. Cały czas trzeba pamiętać o tym, że roślina ma dalej zdrowo rosnąć, a ostateczny efekt stworzony na pokazie to dopiero początek drogi dla tego drzewka bonsai. Pozostało ono w rękach pana Piotra Czerniachowskiego, który będzie się nim dalej opiekował i formował. Jego kolekcja już liczy sobie kilkadziesiąt roślin i nie będzie się dalej powiększać, bo każda z nich wymaga sporo czasu i pielęgnacji.
Mauro Stemberger, który przywiózł ze sobą kilka najciekawszych okazów, zainteresował się sztuką bonsai, kiedy miał 14 lat, czyli 20 lat temu. Profesjonalnie zajął się bonsai 8 lat temu, a na co dzień jest architektem i w ciągu tygodnia normalnie pracuje.
 
W tym roku w majowy weekend sam zamek odwiedziło 35 tysięcy gości. Przyjeżdżają tu goście z całej Polski, a także – z Czech. A co jeszcze warto zobaczyć w Książu? W parku oprócz roślin ważne były piękne rzeźby, między innymi kamienne lwy, zabytkowe bramy i letni pawilon, przekształcony na Mauzoleum Hochbergów.
 
 
 
***
 
Kiedy oglądać powtórki odcinka na antenie TVN Meteo?
Szczegółowe dni i godziny emisji znajdą Państwo w zakładce "O NAS" - wystarczy kliknąć na TEN LINK.
 
Całe odcinki programu są dostępna na stronach:
 
Dodaj do Facebook Twitter Blip Digg
wyślij znajomemu
95%
5%
oceń artykuł
Komentarze na forum
komentarze autor
Re: Ogrody zamku Książ (odc. 374)
Szkółka drzew ogrodowych zacnej i powszechnie znanej rodziny von Zeydlitz (von Seidlitz) mieściła się przed wojną w pobliskim Dobromierzu - Szymanowie. Trudno wskazać jaka była ścisła specjalizacja tej szkółki ale pamiętam, że w tamtejszych ogrodach przydomowych istniały drzewka z nadzwyczaj dorodnymi owocami takimi jak: grusze, jabłonie i czereśnie. Tam też wielokrotnie podziwiałem pomysły obsadzania dróg drzewami owocowymi np. Dobromierz - Jaskulin (jabłonie), ok.Jawora do zbiornika wodnego Słup - czereśnie. Za każdym razem podziwiałem wielkość owoców i ich smak. W okolicach historycznej wieży w Dobromierzu odkryłem stary sad czereśniowy i zastanawiałem się czy drzewa mają więcej niż 100 lat ?
2014.12.20
~ SC
Re: Ogrody zamku Książ (odc. 374)
My bylismy i jestesmy zachwyceni dzialalnoscia Pani Mai w programie o ogrodach .Zawsze ogladamy uwaznie kazdy odcinek . Ten wykonany w Ksiazu jest przepiekny i bardzo interesujacy .Zamierzamy odwiedzic Ksiaz i jeszcze raz to zobaczyc .Bardzo ucieszylo nas ponowne pojawienie sie Pani Mai w serwisie pogody tvn.Bardzo nam milo !
2014.12.20
~ Tomasz. Piotr Pawel
Re: Ogrody zamku Książ (odc. 374)
cyt;CZYJEŚ CHWALICIE SWEGO NIE ZNACIE... Cieszę się że, odwiedziliście Zamek Książ-za każdym razem kiedy, go odwiedzam jestem nim zauroczona.Jeśli komuś będzie mało,zapraszam do palmiarni.Ogród botaniczny w Wojsławicach to \"ZACZAROWANY OGRÓD\" Proszę o osobny odcinek.
2014.12.20
~ ircia
Re: Ogrody zamku Książ (odc. 374)
Mnie rowniez Pani Maja wciaz zaskakuje w kolejnych odcinkach . Nie wiedzialem , ze Ksiaz ma tak piekny ogrod .Zaskoczyla mnie rowniez bardzo milo powrotem do serwisu prognozy pogody.Witamy Pani Maju !!!!!!!!!!!!!!!!
2014.12.20
~ Jan
Re: Ogrody zamku Książ (odc. 374)
A w \"międzyczasie\" można zajrzeć na tvnmeteo.pl - przypominam, że w zakładce Magazyny można obejrzeć całe odcinki programu!
2014.12.20
Redakcja
Re: Ogrody zamku Książ (odc. 374)
Maja wciąż mnie zaskakuje, tym razem ciekawie o historii ogrodów, których ja ze środka |Polski nigdy nie odwiedzałam, a widzę że dużo straciłam. Ciekawe czy temat ogrodów Dolnego ŚLĄSKA pani MAJA kiedyś jeszcze pokaże.
2014.12.20
~ Mazowiecka Baba
Re: Ogrody zamku Książ (odc. 374)
Piękny ten Książ, dobrze że Maja tam dla nas pojechała, trzeba się w przyszłym roku na ten festiwal wybrać. I do tego pana od palm w Dzierżoniowie.
2014.12.20
~ Zygmunt S.

Poprzedni odcinek

Ogród ucienikierów z miasta i relacja z Chelsea Flower Show (odc. 373)

Ogród ucienikierów z miasta i relacja z Chelsea Flower Show (odc. 373)

We wsi Drogusza, w gminie Bielawy znaleźliśmy ogród Jadwigi i Wacława Arentów. Od 7 lat jest ich wielką radością.

więcej »
Ocena
96%
4%
Facebook Twitter Blip Digg
 

Porady

Pomagamy jeżom

Pomagamy jeżom

Podczas jesiennych porządków w ogrodzie, trzeba uważać na naszych sprzymierzeńców, takich jak jeże.

więcej »
Ocena
95%
5%
Facebook Twitter Blip Digg
 

Maja poleca

\

"Maja w ogrodzie" rekomenduje imprezy ogrodnicze

W jakim spotkaniu lub wydarzeniu o tematyce ogrodniczej - i pokrewnej - warto wziąć udział w najbliższym czasie?

więcej »
Ocena
91%
9%
Facebook Twitter Blip Digg