Premiera: HGTV Home&Garden, niedziela o 9:20
Powtórka: patrz "o nas"

Wąski ogród miejski wśród traw (odc. 391)

dodano: 07.09.2012

W ogrodzie, który odwiedzamy w tym odcinku, można poczuć się trochę jak w starym parku – są duże lipy, dąb i wiąz, a także szumiące trawy… Do tego – piękne rabaty i pomysły na zagospodarowanie trudnych miejsc w ogrodzie. W drugiej części programu zaglądamy na X Festiwal Róż.

Na początek przypominamy, gdzie i kiedy można oglądać odcinki programu:
 
Szczegółowe dni i godziny emisji na wszystkich antenach TVN znajdą Państwo w zakładce "O NAS" - wystarczy kliknąć na TEN LINK.
 
Całe odcinki programu są dostępna na stronach:
 
 
 
ODCINEK 391:

Kiedy ogród jest wąski, a do tego usytuowany przy szeregowej zabudowie w środku miasta, potrzeba dużego kunsztu projektowego, aby jego zagospodarowanie było ciekawe i stwarzało odpowiednie warunki do wypoczynku. Takiego właśnie trudnego zadania podjęła niezwykła para ogrodników: Urszula i Zbigniew Turniakowie (www.hedera.pl), którzy zaprosili nas do obejrzenia jednej ze swoich realizacji.
 
Działka zajmuje tu niewiele ponad 1000 m2 i większość z tej powierzchni zabiera dom. Cały ogród został podzielony na kilka przestrzeni. Od strony bramy znajduje się przedogródek w stylu prowansalskim z dużą wiatą na samochód. Dalej przechodzi się alejką wzdłuż ogrodzenia do części wypoczynkowej z tarasem, dużym trawnikiem i układem rabat. Pomiędzy nimi skryty jest niewielki placyk zwany samotnią. Dalej znajduje się część gospodarcza z kompostownikiem i domkiem ogrodnika.
 
Na takiej niewielkiej działce bardzo trudno zachować intymność, dlatego tak ważne było odpowiednie wydzielenie miejsca zwanego „samotnią”. Umieszczony w narożniku działki niewielki żwirowy placyk, od strony domu został otoczony z jednej strony wysoką skarpą. Usypano ją sztucznie z ziemi pozostałej po budowie domu. Aby utrzymać napór gruntu od strony płotu sąsiada ustawiono palisadę z podkładów kolejowych. Dzięki skarpie, rośliny od razu znalazły się nieco wyżej, wydzielając od reszty terenu to ogrodowe wnętrze. Pani Urszula podkreśla, że ta część ogrodu potrzebuje jeszcze nieco czasu – gdy rośliny jeszcze bardziej się rozrosną, intymny charakter samotni będzie jeszcze lepiej widoczny.
 
U podnóża skarpy biegnie wąska ścieżka z luźno ułożonych kamieni. Po obsadzeniu roślinami całość zamyka widok na ogród sąsiada i tworzy rodzaj zielonej ściany. Tutaj zwraca uwagę kwitnący na różowo krzew tawuły japońskiej odmiany ‘Crispa’ (Spiraea japonica). Razem z tawulcem pogiętym (Stephanandra incisa ‘Crispa’) tworzą ciekawy duet: nie wymagają dużo pielęgnacji, a pięknie wyglądają. Tawulec doskonale zadarnia podłoże, przez co chwasty nie mają szansy na rozwój, a dodatkowo jego białe kwiaty lekko pachną.
 
 
Ciekawą aranżacją, która zamyka placyk-samotnię od strony domu, jest rabata z wysokich traw. Tworzą one rodzaj parawanu, za którym mamy już zupełnie inne wnętrze, z innym widokiem. Zabieg ten pozwolił podzielić tą niewielką przestrzeń i zachęca do wędrówki po ogrodzie. Jednocześnie trawy to ulubione rośliny pani Urszuli. Mają różne rozmiary, faktury, różnie kwitną – ich zmienność jest ich ogromnym atutem! Pozwala na tworzenie dowolnych kompozycji – zarówno na podłożu suchym, jak i wilgotnym, w cieniu lub w słońcu – do każdych warunków można dopasować wiele gatunków traw. No i fantastycznie szumią, naprawdę warto je sadzić! 
 
Na „wyspie traw” dominują przede wszystkim ogromne miskanty odmiany ‘Zebrinus’, ale o miejsce z nimi konkurują wysokie kwiatostany trzęślicy modrej zwanej popularnie molinią (Molinia caerulea). Rośnie ona tu w kilku odmianach m.in. w formie ‘Variegata’ o jasnych, paskowanych liściach. Nieopodal nich w niewielkich kępach posadzono kostrzewę zieloną.
 
Przy okazji wypatrzyliśmy, że w tym gąszczy traw stoją małe tabliczki z nazwami gatunków i odmian posadzonych traw. To dobra ściągawka, przy tak wielkiej różnorodności traw. Innym ważnym zastosowaniem tabliczek jest oznaczenie miejsc z roślinami cebulowymi, a w tym ogrodzie posadzono ich setki sztuk. Wiosną tworzą one kolorowe połacie i znikają przed rozwojem wyższych bylin i traw. W założeniu projektantów ogród powinien oszałamiać barwa kwiatów przez cały rok aż do późnej jesieni. I tak właśnie zaprojektowali tę przestrzeń. Kiedy my odwiedzaliśmy ogród, kwitły jeszcze tawułki, a w pełni kwitnienia były piwonie i hortensje. Po niewielkich podporach wspinał się wspaniały powojnik.
 
Największym problemem tej działki był jej koniec – tam, gdzie ogród bezpośrednio przylega do zabudowań gospodarczych. Pan Zbigniew zdradził tajemnicę muru, który ustawiono w tym miejscu. Widać tu coś w rodzaju tajemnego przejścia z wielką, drewnianą bramą. Jej wrota są zamknięte. Można je otworzyć, ale za bramą też jest mu! To tylko dekoracja, ale ta sprytna sztuczka sprawia, że duża płaszczyzna szarego muru jest rozbita i nie przytłacza. A gdy z czasem bramę porośnie pnący się po murze winobluszcz, całość nabierze jeszcze tajemniczego charakteru.
 
Obok bramy wygospodarowano miejsce na kompostownik – to miejsce, którym zazwyczaj właściciele ogrodów nie chcą się chwalić, ale jest bardzo potrzebne. W tym ogrodzie ustawiono dwie ładne drewniane skrzynie i choć nie zawsze mieszczą one wszystkie odpadki (np. jesienią część liści trzeba utylizować inaczej), to doskonale spełniają swoją funkcję.
 
Na bocznej granicy działki, przy płocie stoi domek ogrodnika i drewutnia w jednym. Składowane jest w niej drewno pochodzące jeszcze z czasu budowy domu. Budowla nawiązuje optycznie do drugiej drewutni, która stoi również pod granicznym płotem, nieco bliżej domu. Główną funkcją obu drewutni jest właściwie dekoracja i osłonięcie nieciekawego widoku za płotem. Całość kompozycji uzupełnia wiklinowa mata, która już kilka sezonów pełni funkcję sąsiedzkiego parawanu.  Za kilka lat trzeba ją pewnie będzie wymienić.
 
O tym, jak ważne było przysłonięcie płotu sąsiada, można się przekonać patrząc na zdjęcia z okresu, kiedy państwo Turniak przybyli do tego ogrodu pierwszy raz. Zastali wtedy nieciekawy, szary krajobraz z betonowym płotem i zabudowaniami gospodarczymi z drugiej. Dzięki postawieniu trzech niewielkich drewutni rozbito monotonię ściany i powiększono optycznie ogród.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Tyle drewna składowanego w ogrodzie może wabić sporo owadów i gryzoni – mają w nim przecież świetną kryjówkę. Widać to doskonale po śladach w ogrodzie. Pani Urszula zaobserwowała, że norniki czy myszy potrafią np. wyjadać cebulki kwitnących roślin i te giną z dnia na dzień. Wiosną to dla nich najlepsze pożywienie.
 
Jednym z najgorszych szkodników w ogrodach jest nornik polny. Jego pożywieniem są soczyste rośliny, m.in. trawy, a także smaczne pędy marchwi, burków czy dalii i piwonii. Na trawnikach robi charakterystyczne korytarze tuż pod powierzchnią gleby. Zwierzę to zimą przemieszczając się pod śniegiem, dociera do pni drzew i ogryza korę do wysokości pokrywy śnieżnej. Jednocześnie jest jednym z najpłodniejszych gryzoni żyjących w naszym klimacie. Niestety, gdy takich szkodników jest sporo, trzeba z nimi walczyć.
 
Jednym z ciekawych rarytasów roślinnych tego ogrodu jest potężna hortensja pnąca (Hydrangea petiolaris). Jest ukształtowana na krzew i pan Zbigniew pilnuje, by nie rozrastała się zanadto na boki (jej pędy chętnie się rozchodzą i zakorzeniają) i nie pozwala jej wspinać się po rosnącym obok drzewie. Wie, że forma pnąca szybko zdominowałaby krzewiasty kształt rośliny, a tego chce uniknąć. To wyjątkowy okaz, po grubości pnia można wnioskować, że ma około 30 lat i na tę piękną krzaczastą formę ukształtowano go w szkółce w Holandii.
 
Ogrodnicy mają też pieczę nad wykonanym przez siebie ogrodem. Często można ich spotkać jak wykonują cięcia krzewów, usuwają przekwitnięte kwiatostany bylin, czy też przygotowują materiał na kompost w elektrycznej rozdrabniarce. W czasie prac ogrodnikom często towarzyszy psa Figa. To mądre zwierzę nauczyło się poruszać tylko po ścieżkach w ogrodzie i szanować rośliny, dlatego stało się ich nieodłącznym towarzyszem.
 
Dzięki stałemu nadzorowi udało się w porę zapobiec wielu problemom. Gdy pan Zbigniew zauważył, że jedno z drzew zaczęło się niebezpiecznie przechylać w kierunku domu, założył na jego konar specjalną opaskę i podwiązał ją do rosnącej nieopodal brzozy.
 
A jak przygotowano podłoże pod wszystkie te nasadzenia?
Ponieważ rodzima gleba była tu piaszczysta, a przy zakładaniu ogrodu wydobyto też ogromne ilości gruzu i śmieci, a ponadto teren trzeba było nieco podnieść, to nawieziono sporo ziemi ogrodowej. Część ziemi wykorzystano na uformowanie skarpy. Na to dopiero usypano warstwę już dobrej, przepuszczalnej ziemi, przygotowanej specjalnie pod nasadzenia.  Dzięki takiemu układowi warstw glebowych, woda nie zalega na trawniku, a jednocześnie rośliny mają dobry dostęp do składników odżywczych. Dodatkowo murawę ukształtowano z niewielkim spadkiem w kierunku rabat, aby nadmiar wody po opadach spływał w tym kierunku. Nawet kiedy odwiedziliśmy ogród w czasie deszczu, na trawniku nie było widać śladu kałuż.
 
Aby zapobiegać wypłukiwaniu składników odżywczych, w ogrodzie stosuje się nawozy długo działające. Dodatkowo stosuje się też ekologiczne polepszacze glebowe. Kwasy humusowe i pożyteczne mikroelementy zawarte w tych prepatach zwiększają zdolności podłoża do gromadzenia wody. Jednocześnie dzięki niemu można kompostować część odpadków bezpośrednio na rabatach. Zawarte w nim mikroorganizmy rozkładają materią organiczną, taką jak opadłe liście czy kwiaty i tworzą związki przyswajalne dla roślin. Polewa się nim również murawę, na której pozostają źdźbła traw mulczowane przez kosiarkę.
 
Nieopodal domu wypatrzyliśmy ciekawą rabatę w formie zielonych kwadratów posadowionych w kamiennej nawierzchni. W zamyśle to miejsce miało być zielnikiem, stąd jego ‘okienkowy’ układ i lokalizacja – blisko kuchni. Okazało się jednak, że jest tu za ciemno, ale na takiej rabacie, która większość dnia pozostaje w cieniu doskonale się sprawdza się dzwonek Poszarskiego (Campanula poscharskyana) o pięknych kwiatach, skalnica oraz miodunka (Plumonaria officinalis) z białymi plamkami na liściach. Zwieńczeniem rabaty jest bukszpan o półkulistym kształcie. Roślina wymaga cięcia 2-3 krotnego w ciągu roku, by zachować tę formę. Ostatnie postrzyżyny krzewu wykonuje się na początku sierpnia, aby jego gałązki zdążyły do zimy zdrewnieć.
 
Różnica poziomów pomiędzy tylną częścią ogrodu, a wejściem, wynosi kilkadziesiąt centymetrów, dlatego trzeba było tu zbudować schody. Wykonano je z podkładów kolejowych, a stopnie wypełniono drobnym żwirem. Ze schodami sąsiaduje rabata z hortensją bukietową o białych kwiatostanach, zestawiona z tawułami i bukszpanem. To miejsce jest umowną granicą ogrodu, którą zaznaczono stosując inne materiały i rośliny. Przed domem panują inne warunki niż z tyłu działki. Na słonecznej rabacie nie ma systemu nawadniającego i ogrodnicy dobrali takie gatunki, które dobrze rosną bez systematycznego podlewania. W efekcie wchodząc do ogrodu widzimy pole lawendy, na schodach donice z ziołowym ogródkiem. Rosną tu też sasanki, które same się wysiewają. Pani Urszula zdradziła, jak wykonać taką rabatę, by lawenda dobrze czuła się w naszym klimacie. Można o tym przeczytać tutaj: LAWENDOWA RABATA.
 
Pani Urszula postanowiła dosadzić jeszcze kępy kostrzewy sinej (Festuca cinerea) nieopodal lawendy. Kostrzewa wymaga wymiany co kilka lat. Na glebach lekkich i przepuszczalnych żyje dłużej, na żyznych i wilgotnych - znacznie krócej. Jej kępy się starzeją i nie wyglądają już tak ładnie jak w pierwszych latach. Nie wymagają wielu zabiegów, wystarczy raz w roku usunąć stare, martwe liście.
 
*
 
W drugiej części programu prezentujemy relację  z jednej z imprez florystycznych, na które redakcja naszego programu jest często zapraszana.
 
W końcu lipca odwiedziliśmy ogród Botaniczny Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie odbywał się X Festiwal Róż. Jest on kontynuacją wystaw w warszawskich Łazienkach Królewskich, organizowanych po wojnie przez 35 lat przez Polskie Towarzystwo Miłośników Róż.
 
W połowie lipca różanka Ogrodu Botanicznego w Alejach Ujazdowskich pięknie kwitnie i stała się pretekstem do rozpoczęcia festiwalu. Obecny rok nie należy do najlepszych dla róż ogrodowych, z powodu bardzo mroźnej tegorocznej zimy. Ale wystawcy nie zawiedli i róże pojawiły się chociażby w pięknych dekoracjach. Pani Dorota Szubierajska z Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Warszawskiego powiedziała, że wystawa organizowana jest już od 10 lat i cały czas udaje się pozyskiwać i prezentować róże: w tym roku w kompozycjach znalazło się ich ponad 2 tysiące!
 
W czasie dwudniowego festiwalu odbywały się warsztaty florystyczne dla dzieci i dorosłych. Każdy mógł ułożyć samodzielnie bukiet pod kierunkiem znanych florystek. Co roku wystawie towarzyszy zespół muzyczny, prezentowane są wykłady na temat róż. Na przykład o dzikiej róży, uważanej za lekarstwo XXI wieku.
 
Zachęceni oglądaniem róż widzowie zawsze mają okazję do kupienia ciekawych odmian, porozmawiania z producentami. W tym roku porad udzielali też specjaliści ze Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Ogrodnictwa (SITO). Pani Jolanta Więsyk, prezes SITO,  przyznaje, że choć róża jest rodzajem niezwykle wdzięcznym, ale jak prawdziwa królowa – także kapryśnym i wymagającym: potrzebuje bardzo starannej opieki, dużo pielęgnacji, kompostu – wtedy dobrze się rozwija i kwitnie. Dobrze pielęgnowana jest też zdrowa, bo jej liście są pokryte woskiem – naturalną barierą dla zarodników grzybów.
 
Przy okazji pani Jola zdradziła, że w ogrodach popełnianych jest wiele błędów pielęgnacyjnych, które sprawiają, że róże nie zawsze się udają. Jednym z nich jest ściółkowanie korą, która jest przecież zakwaszająca. A róże zdecydowanie lubią podłoże alkaliczne. Doskonałą ściółką dla róż jest natomiast węgiel brunatny, który nie tylko nie zakwasza, ale też nawozi podłoże.
 
O tym jak uprawiać róże i inne rośliny można się było dowiedzieć z prezentowanych na festiwalu książek: między innymi 2 tomów poradnika pod tytułem „Maja w ogrodzie”, opartych na osobistych doświadczeniach autorki oraz obserwacjach właścicieli ogród pokazywanych w naszych programach. Książki te uczą, jak mądrze i w sposób ekologiczny prowadzić ogród, chronić go przed szkodnikami i chorobami, jak planować rabaty i dobierać rośliny.
 
Ważnym wydarzeniem Festiwalu Róż jest zawsze konkurs pod nazwą Różane Fascynacje. Pani Mariola Miklaszewska, Międzynarodowy sędzia florystyczny (Akademia EM) wyjaśniła, że oceniane są pomysły, kompozycja, kolory i najważniejszą rzecz – technika: dzięki niej kompozycja jest trwała, ma odpowiedni charakter.
 
Przy okazji pani Mariola powiedziała, że w ciągu ostatnich 10 lat polscy floryści zrobili ogromne postępy. Otworzyli się na nowe pomysły, rośliny, techniki – obserwując mistrzów zachodnich czy skandynawskich, uczestnicząc w różnych warsztatach. Teraz już spokojnie konkurują ze specjalistami z całego świata, są pełni pomysłów i szalenie kreatywni.
 
Okazałe rzeźby z roślin zapraszają co roku na wystawę. Są też prezentowane na tle dywanu kwiatowego ozdabiającego dziedziniec przed wejściem do ogrodu.
 
 
 
 
 
Dodaj do Facebook Twitter Blip Digg
wyślij znajomemu
96%
4%
oceń artykuł
Komentarze na forum
komentarze autor
Brak komentarzy na forum.

Poprzedni odcinek

Ogród zamieszkiwany przez psy (odc. 390)

Ogród zamieszkiwany przez psy (odc. 390)

Bohaterami dzisiejszego odcinka będą... dwa urocze psy, które wywracają do góry nogami ogród, w którym mieszkają. Sprawdzamy, jak wygląda taki ogród, w...

więcej »
Ocena
95%
5%
Facebook Twitter Blip Digg
 

Porady

Metamorfoza tarasu (fragment odc. 722)

Metamorfoza tarasu (fragment odc. 722)

Oto mała metamorfoza tarasu w ogrodzie w Mieruciach.

więcej »
Ocena
75%
25%
Facebook Twitter Blip Digg
 

Maja poleca

'Zintegrowane gospodarowanie wodami opadowymi' - polecamy szkolenie!

'Zintegrowane gospodarowanie wodami opadowymi' - polecamy szkolenie!

Oto interesująca propozycja dla specjalistów: architektów, urbanistów oraz urzędników! Już w przyszłym tygodniu we Wrocławiu odbędą się szkolenie i warsztaty...

więcej »
Ocena
100%
0%
Facebook Twitter Blip Digg