Premiera: HGTV Home&Garden, niedziela o 9:20
Powtórka: patrz "o nas"

Ogród u podnóża zamku Grodziec (odc. 393)

dodano: 21.09.2012

Wraz z programem zawędrowaliśmy tym razem w okolice Złotoryi, nieopodal Legnicy. Tutaj na powulkanicznym, stromym wzgórzu, w malowniczej scenerii wznosi się Zamek Grodziec. Jego wieże i baszty w pogodne dni widać z ogrodu państwa Łuców, który posadowiony jest u podnóża zamku.

Na początek przypominamy, gdzie i kiedy można oglądać odcinki programu:
 
Szczegółowe dni i godziny emisji na wszystkich antenach TVN znajdą Państwo w zakładce "O NAS" - wystarczy kliknąć na TEN LINK.
 
Całe odcinki programu są dostępna na stronach:
 
 
 
ODCINEK 393:
Działka państwa Łuców leży u podnóża zamku Grodziec. Ma dosyć prosty układ. Przez środek przepływa wąski strumień, nad którym przerzucony jest mostek z wbudowanymi drewnianymi kołami. Po prawej stronie, w sąsiedztwie drogi, znajduje się luźna kompozycja z krzewów i strzyżonych żywopłotów. Dalej, poprzez szeroki podjazd dociera się do domu i części gospodarczej. Sąsiaduje z nimi niewielki sad z jabłoniami i gruszami. Wokół budynku zaplanowano ogródek kwiatowy. Za nim znajduje się warzywnik, obszerna sześciokątna altana i duży staw. Od strony pól gospodarstwo chroni wysoki wał na którym rosną topole, klony, dziki bez i leszczyny. Dzięki temu ogród i domostwo osłonięte są od wiatru. Ogród państwa Łuców to część typowego gospodarstwa rolnego. Wygospodarowano tu miejsce na garaż dla ciągnika, stertę drewna na zimę oraz zagrodę dla kur. To chluba właścicielki, która kocha swoje ptaki i każda nioska ma u niej dożywotnią opiekę.
 
O niezwykłej magii tego zakątka stanowią gospodarze oraz ich pasja i zamiłowanie do roślin i zwierząt. Dbają o kilka psów, pani Teresa nie pozwoliła zwierzętom zginąć zimą z głodu i mrozu – i tak zamieszkały w ogrodzie. Potem pan Jan zbudował im budy z… beczek! To najprostsze rozwiązanie, bo beczki są przecież gotowe, wystarczyło przykryć je dachem.
 
Niestety dwa agresywne psy, które na co dzień swobodnie biegają wokół domu, na czas pobytu gości muszą zostać przypięte do budy.
 
Wielkim walorem ogrodu jest równowaga pomiędzy częścią ozdobną i użytkową – obie są ważne. Domeną pani Teresy jest opieka nad owocami i warzywami, a pan Jan króluje tam, gdzie rosną wspaniałe strzyżone żywopłoty.
 
 
Jak wyjaśniła pani Teresa, Grodziec ma swój specyficzny mikroklimat, który panuje tu ze względu na ukształtowanie terenu. Wiosną długo leży tutaj śnieg, choć w okolicy wszędzie już zdążył stopnieć. Wiele roślin ginie, nie przezywając mroźnych zim – tak było na przykład z częścią żywopłotu, który – choć rósł już wiele lat, w końcu poddał się mrozom.
 
Żywopłot z ligustru pospolitego, który znajduje się przy drodze wjazdowej na posesję, to jeden z najważniejszych elementów ogrodu. Stał się wręcz wizytówką i symbolem gospodarstwa. Tworzą go dwie fantastycznie wystrzyżone bramki ustawione naprzeciwko siebie i zespół płotów z półokrągłym wykończeniem. Całość wysokiej konstrukcji podtrzymują metalowe wsporniki. Niższe części pan Jan strzygł wykorzystując specjalnie przygotowany szablon. Z czasem szablony przestały być potrzebne – pan Jan osiągnął już taką wprawę, że obecnie wszystkie prace wykonuje odręcznie. Strzyżenie całego żywopłotu zajmuje mu około 3 godzin. W ciągu sezony cięcie przeprowadza aż 10 lub nawet do 15 razy, by żywopłot był cały czas gęsty i równy. Oprócz regularnego cięcia, przeprowadza się też inny zabieg: trzeba usuwać z żywopłotu siewki drzew. Pomiędzy ligustrem wyrastają młode klony, lipy i robinie. Jeżeli by pozostały, w krótkim czasie zdominowałyby całe nasadzenie.
 
Stworzenie misternej konstrukcji płotu zajęło właścicielowi kilka lata, dlatego tak mocno zmartwiło go przemarznięcie części krzewów. Na jednym odcinku pan Jan uzupełnił żywopłot ligustrem ‘Vicaryi’ (Ligustrum), który niestety okazał mało odporny na mikroklimat Grodźca. Pomimo, że rośliny odbiły od korzeni, szpecą całe założenie. Potrzeba co najmniej 5 lat, by nowe odrosty dogoniły niezniszczoną część żywopłotu.
 
Olbrzymią pasją właściciela stało się tworzenie form z jałowców. Wykorzystuje w tym celu kilka ich gatunków, przede wszystkim jałowiec sabiński, łuskowaty i skalny. Dzięki kilkuletniej, cierpliwej pracy, w ogrodzie powstały formy kopców, spiral i piramid. Pan Jan eksperymentuje z różnymi gatunkami. Z jałowca pospolitego udało mu się uzyskać formę przepięknej pagody. Jednak przed każdym nowym cięciem konsultuje swoje pomysły z żoną. Dzięki jej uwagom czasami uzyskuje ciekawe rezultaty.
 
Pierwsze cięcie kształtujące jałowce pan Jan wykonuje wczesną wiosną, przed rozpoczęciem wegetacji, a następnie drugie na przełomie czerwca i lipca. Ma ono na celu wyrównanie bujnej zieleni. Skraca wówczas świeże przyrosty o 2/3 ich długości. Prace nad cięciem koniecznie należy zakończyć w połowie sierpnia, ponieważ młode gałązki nie zdążyłyby do zimy odpowiednio zdrewnieć. Formowanie trwa wiele lat, co roku można stworzyć np. kolejne piętro w piramidzie.
 
Pomysły na kształty pochodzą z głowy, czasem powstawały po prostu podczas ciecia. Jednak inspiracje są doskonale widoczne. Zapytani o nie właściciele, zawsze wskazują na wysokie wzgórze zamkowe, które góruje nad okolicą. Kiedy się na nie dotrze, oczom ukazuje się potężna warownia z charakterystycznymi półokrągłymi blankami na murach. To właśnie ten wzór powtórzył pan Jan w swoim żywopłocie z ligustru. W jego drugiej linii znajdują się również krzewy przycięte na prostokątną palisadę, jak na murze w starszej części zamku. Natomiast kopce z jałowców to charakterystyczne wieżyczki i zakończenia baszt.
 
Gdy odwiedzaliśmy zamek i jego sąsiedztwo, najbardziej zainteresował nas niewielki budyneczek znajdujący się w pobliżu murów. Jak wyjaśnił pan  Zenon Bernacki, kasztelan zamku Grodziec, powstał w 2004 roku na potrzeby szwedzkiej telewizji, która realizowała program o realiach XIII i XIV wieku.
 
Budynek zbudowano tak, jak tradycyjne skandynawskie domki – zamiast dachówek wykonany jest zielony dach z kwitnącymi rozchodnikami. Oprócz rozchodników, rosną tu także rojniki i niewielkie kępki sucholubnych traw. Tego typu założenie nawiązuje do skandynawskich wzorców, ale też się od nich różni. Na północy klimat jest zdecydowanie wilgotniejszy, dlatego tam na dachach układano połacie świeżo pociętej murawy z łąki. Były to dachy najuboższych mieszkańców, ale z czasem stały się symbolem Szwecji. W naszych warunkach duże połacie z trawami wymagałyby specjalnej pielęgnacji, dlatego zastosowano tu gotowe systemy ogrodów na dach.
Na warstwę papy położono grubą włókninę, która stanowi jednocześnie ochronę izolacji jak i warstwę drenażu. Następnie rozłożono maty złożone z drobnych polipropylenowych pętelek, które rośliny skalne przerastają. Całość rozkłada się podobnie jak trawnik z rolki.
 
Ważne, że takiego dachu nie trzeba podlewać – nawet po wielu tygodniach bez opadów roślinność dobrze sobie radzi, pojedyncze egzemplarze podsychają, a po opadach – wszystko ożywa.
 
 
Gdy byliśmy w ogrodzie u państwa Łuców po raz pierwszy, zainteresował nas jeden z krzewów jałowca, który na pierwszy rzut okaz wyglądał dosyć nieciekawie – szpeciła go duża „wyschnięta” plama, wyglądająca jak gniazdo pośrodku zieleni. Pan Jan zabrał jałowca od sąsiadów, którzy chcieli go wyrzucić. Postanowił go uratować – posadził go i zapowiedział, że w ciągu dwóch lat wyczaruje z niego nową, wspaniałą formę.
 
Trzymając go za słowo, odwiedziliśmy ogród po raz drugi i spotkaliśmy się tym samym miejscu. Czekała nas spora niespodzianka. Jałowiec odnowił się, nabrał objętości. Brzydka plama fantastycznie zarosła nowymi przyrostami. To dlatego, że wbrew pozorom jałowce dosyć łatwo się regenerują. Na całej długości ich pędów ułożone są gęsto i regularnie uśpione pąki. Przycięcie pobudza do rozwoju te leżące niżej, nawet w głębi krzewu. W efekcie na gałązkach wyrasta duża ilość krótszych pędów z wielu miejsc. A strzyżenie 2 razy do roku sprawia, że jest bardzo gęsty i mięsisty. Dodatkowo, roślina wymaga dobrego nawożenia – pan Jan wykorzystuje nawóz z kurnika.
 
Obornik kurzy, zwany pospolicie kurzakiem, to bardzo dobry nawóz. Ze względu na zawartość wapnia ma właściwości lekko odkwaszające. Zawiera dużo azotu, nawet do 24%. Dlatego należy go stosować ostrożnie, gdyż może "spalić" rośliny. Jednak gospodarze wypracowali własny sposób na jego używanie. Podłoga w kurniku jest wyścielona trocinami, więc obornik miesza się z nimi. Wywożony jest do ogrodu zimą, gdy już mróz zetnie ziemię. Pełni wtedy funkcję ocieplającą, a wiosną – już stanowi nawóz. Wykorzystywany jest do zasilania iglaków, a także róż i lilii.
 
Kiedy byliśmy u państwa Łuców po raz pierwszy, przy domu kwitły te piękne białe i cytrynowe lilie. A juki kalifornijskie zrzucały już swoje kwiaty. Na potężnych wyniesionych pędach było tylko kilkanaście białych kielichów. Jednak u pani Teresy w ogrodzie zawsze coś kwitnie. Po liliach i jukach przyszedł czas na róże, rosnące tu w kilku kolorach. Natomiast w ogrodzie warzywnym pomiędzy grządkami swoje miejsce znalazły cynie. Wiele roślin gospodyni rozmnaża sama zarówno z nasion jaki i sadzonek. Sporo krzewów państwo Łucowie wyhodowali po prostu z oderwanych gałązek, sadząc je, a potem cierpliwie, wiele lat podlewając i strzygąc. Właścicielka zna każdą roślinę, która rośnie w ogrodzie. Z wieloma wiążą się różne historie – jak na przykład z przepiękną kosodrzewiną, która rośnie na działce już kilkanaście lat. Niewiele brakowało, a połamałby ją ostatniej zimy niezwykle ciężki śnieg – poprzyduszał gałęzie do ziemi. Na szczęście pan Jan popodpierał jej konary, smarował maściami i dbał, by się goiły. W efekcie kosówka odzyskała piękną formę.
 
W czasie naszej wrześniowej wizyty u państwa Łuców, mogliśmy podziwiać wspaniały milin amerykański (Campsis radicans), który po podporze wspiął się już pod sam szczyt domu. W związku z tym, że zimą potrafi przemarzać trzeba na zimę okryć jego górną część słomianą matą. Wystające ponad okrycie młode pędy zazwyczaj nie przeżywają okresu chłodów.

Wrzesień to pora, kiedy cała uwaga gospodarzy skupia się na warzywniku – przychodzi wreszcie czas na zbiory. W pierwszej kolejności zbiera sie owoce, które bez odpowiedniego przetworzenia najszybciej się psują, czyli maliny. Krzewy wręcz uginały się po ciężarem owoców. Taki widok może każdego skusić do posadzenia swoich krzewów owocowych albo założenia ozdobnego warzywnika. Pani Teresa ma i owoce, i warzywa – wszystko kusi, cała rodzina ma z nich pożytek, a nadmiar wykorzystywany jest do przetworów.
 
Warzywnik odwiedzają także kury – pani Teresa pozwala na to wiosną, jeszcze nim wysieje warzywa. Wtedy ptaki wydziobują larwy i szkodniki.
Pani Teresa w swoim ogródku często wykorzystuje deszczówkę, którą gromadzi w dużej wannie przy domu. Woda ta nie zawiera chloru i wielu innych szkodliwych pierwiastków, ale zazwyczaj ma lekko kwaśny odczyn. Dlatego w uprawie gospodyni stosuje ją tylko do podlewania pomidorów i ziemniaków.
 
Gospodarz też ma swoją małą uprawę. W zacisznym zakątku ogrodu uprawia grzyby pierścieniaki (Stropharia rugosoannulata). Zaczęło się od kostki sprasowanych trocin ze strzępkami grzybni, którą pan Jan zakopał na fragmencie łąki o dosyć kwaśnym odczynie. Po dwóch latach po raz pierwszy doczekał się okazałych kapeluszy.
 
Innym hobby pana Jana jest wędkarstwo. W niewielkim stawie na końcu działki hoduje karpie, liny i karasie.
 
 
Dla pani Teresy i pana Jana obie funcie ogrodu: zarówno ta użytkowa, jak i rekreacyjna, są równie ważne. Przyznają, że kiedyś warzyw hodowali jeszcze więcej, ale teraz nie mają już tyle siły. Brakuje im też miejsca do przechowywania warzyw.
 
 
Na koniec spotkania, państwo Łuc stanęli pod zielonymi bramkami żywopłotu, pozując jak do zdjęcia – nie był to przypadek: zielona konstrukcja to „bramki zakochanych” – i jest tak malownicza, że czasem pozują tu do zdjęć młode pary!
 
 
 
 
 
 
Dodaj do Facebook Twitter Blip Digg
wyślij znajomemu
95%
5%
oceń artykuł
Komentarze na forum
komentarze autor
Re: Ogród u podnóża zamku Grodziec (odc. 393)
Niestety rozmowa nie zmieściła nam się do tego odcinka, ale zamieścimy obszerny materiał z tej rozmowy tutaj, na naszej stronie. Prosimy o jeszcze trochę cierpliwości!
2021.09.25
Redakcja
Re: Ogród u podnóża zamku Grodziec (odc. 393)
Proszę Pani, czy w tym odcinku miał wystąpić John Brooks?
2021.09.25
~ Andrzej
Re: Ogród u podnóża zamku Grodziec (odc. 393)
Odcinek fajny, bezpretensjonalny, normalni sympatyczni ludzie. A strzyżenie banalne?? Ciekawe. Mało się widzi takich form, czyli nie takie to proste. Ja mam zwykły żywopłot strzyżony i wiem ile z tym zachodu. A nawet mi się nie marzą jakieś tam figury! A o kurach, to nawet na Ogrodowisku jest cała dyskusja, kury są modne w ogrodach, a pożyteczne pod każdym względem.
2021.09.25
~ Ewa B.
Re: Ogród u podnóża zamku Grodziec (odc. 393)
Generalnie chyba jeden z najsłabszych odcinków, strzyżenie iglaków w różne formy nie jest niczym nadzwyczajnym. Oglądam program systematycznie i szczerze powiem że ten odcinek nie był zbyt interesujący, gdyby nie pobliski zamek to już w ogóle. Brak ciekawych roślin, aranżacji, kolorów, architektury ogrodowej. Każdy odcinek, przynajmniej dla mnie był inspiracją, coś tam zawsze można było podpatrzeć. A w tym odcinku kury, jakieś stare budy i wysychający ligustr ,no dajcie spokój.
2021.09.25
~ nitka

Poprzedni odcinek

Ogrody Zakopanego. Wystawa Zieleń to Życie. (odc. 392)

Ogrody Zakopanego. Wystawa Zieleń to Życie. (odc. 392)

W tym odcinku zaglądamy do niezwykłych zakopiańskich ogródków, a potem wybieramy się na wystawę Zieleń to Życie.

więcej »
Ocena
96%
4%
Facebook Twitter Blip Digg
 

Porady

Metamorfoza tarasu (fragment odc. 722)

Metamorfoza tarasu (fragment odc. 722)

Oto mała metamorfoza tarasu w ogrodzie w Mieruciach.

więcej »
Ocena
75%
25%
Facebook Twitter Blip Digg
 

Maja poleca

'Zintegrowane gospodarowanie wodami opadowymi' - polecamy szkolenie!

'Zintegrowane gospodarowanie wodami opadowymi' - polecamy szkolenie!

Oto interesująca propozycja dla specjalistów: architektów, urbanistów oraz urzędników! Już w przyszłym tygodniu we Wrocławiu odbędą się szkolenie i warsztaty...

więcej »
Ocena
100%
0%
Facebook Twitter Blip Digg