Ogród z suchą, kamienną rzeką (odc. 489)
dodano: 29.03.2014
Odwiedzamy ogród z kamienną rzeką, która przez większą część roku jest sucha, pełni jednak ważną funkcję. Nie brakuje tu pięknych roślin i naturalnych nawierzchni, jest też spory warzywnik, jagodnik i cienisty placyk pod sosnami.
Ogród z suchą, kamienną rzeką (odc. 489)
Szczegółowe dni i godziny emisji programu 'Maja w ogrodzie' na wszystkich antenach TVN znajdą Państwo w zakładce "O NAS" - wystarczy kliknąć na TEN LINK.
 
Przypominamy, że video z odcinkiem programu dostępne będzie dzień po premierze programu.
 

ODCINEK 489:

Tym razem do swojego ogrodu zaprosiła nas pani Anna Buchla. Powstał on na działce o powierzchni prawie 2,5 tys. metrów i zachwyca swą różnorodnością i kolorami. Mieliśmy okazje odwiedzić to założenie czterokrotnie, podglądając, jak się zmienia. 
 
Autorem kompozycji ogrodu jest właściciel szkółki roślin, projektant Jacek Duda. Ponieważ działka jest dość długa i wąska, przestrzeń podzielono na kilka części o odmiennym charakterze.
 
Najbardziej charakterystycznym i ciekawym elementem ogrodu jest sucha, kamienna rzeka, która wije się w poprzek posesji. Pomysł ten Pani Ania zobaczyła kiedyś w naszym programie i zapragnęła go zrealizować u siebie. Rzeka ta podczas opadów napełnia się wodą – dzięki czemu istnieje możliwość zebrania jej z działki i odprowadzenia jej nadmiaru. Rozwiązanie to bardzo przyda się przez ok. miesiąc w roku – jesienią i w czasie wiosennych roztopów. Sucha rzeka bez problemu zbierał wodę z całego terenu, a także z rynien i z dachu. Odprowadza ją do specjalnej studni chłonnej, którą umieszczono na granicy działki. Zbudowano ją z betonowych kręgów na głębokość ponad 2 metrów, gdzie odkryto pokład piasku, który doskonale przyjmuje nadmiar wody. Wnętrze wypełniono betonowym gruzem, kamieniami i żwirem. To pozwala wodzie spokojnie się rozsączyć.
 
Pojawienie się rzeki miało korzystny wpływ na teren całego ogrodu. Jednak nadal na terenie pojawiają się zastoiska. Jednym z takich miejsc był placyk przeznaczony na ognisko, który chwilami wyglądał jak małe oczko wodne. Wysoki poziom wody odbił się też na kondycji żywotników, które miały stanowić parawan wokół miejsca do biesiad przy ognisku. Ogrodnicy wykopali więc ostrożnie osłabione tuje, dbając, by nie rozpadła się bryła korzeniowa. Wybrali też nieco więcej ziemi z każdego dołka, by nowym roślinom zapewnić też porcję świeżego podłoża. Potem wkopano w to miejsce nowe, równej wielkości egzemplarze.
 
Przez kamienną rzekę można przejść po drewnianym mostku. Wykonano go z olchowego drewna, które gospodarze mieli do dyspozycji. Wpasowuje się ono w klimat ogrodu znacznie lepiej niż egzotyczne drewno. Należy je jednak od spodu przefrezować, aby się nie wypaczało. Z tego samego materiału co mostek został wykonany okrągły placyk pod sosnami. Jest on nieco wyniesiony i otacza go opaska z klinkierowych cegieł. Deski przymocowano do poprzecznych legarów, które ustawiono go na grubej warstwie żwiru. Dzięki temu pod tarasem jest przewiew, a woda może spokojnie odpływać. To znacznie przedłuży żywotność całej konstrukcji, którą zakonserwowano tylko raz, zaraz po wykonaniu.
 
Pan Jacek zdradził nam, że chociaż roślinny szkielet ogrodu jest jego zasługą, to o kwiatach decydowała pani Ania, która w bylinach odnalazła swoją ogromną pasję. Sama też wysiewa większość roślin jednorocznych, a czasem w zmianach nasadzeń pomaga jej sama natura. Tak było na przykład z łanem niezapominajek czy stokrotek, które zaskakująco mocno się rozrosły. W brzegach rzeki doskonale poczuły się też bratki rogate, a właściwie fiołki. Są one bardzo podobne do naszych zwykłych bratków ogrodowych, choć ich kwiaty są drobniejsze. Kwitną bardzo obficie i ładnie pachną. U pani Ani rozrosły się mocno, tworząc duże, żółto-fioletowe łany.
 
W dalszej, użytkowej części ogrodu, posadowiono spory jagodnik. Są tu całe łany poziomek, rosną także krzewy agrestu, porzeczek, jeżyn oraz truskawki. W głębi jagodnika posadzono borówkę amerykańską, która wiosną niezwykle obficie kwitnie, a gdy zaczynają dojrzewać owoce, gospodyni dokładnie otula krzewy przewiewną siatką. Inaczej kosy i szpaki wyjadałyby owoce.
 
Obok jagodnika znajduje się warzywnik. Niestety, jest tu dość daleko z domu, co bywa kłopotliwe i nie do końca wystarcza na potrzeby całej rodziny, ale i tak rośnie tu sporo warzyw. Gospodyni wysiała tu też liczne kwiaty – z przeznaczeniem na ścięcie ich do wazonów. Dumą gospodyni są cynie w pięknych, pastelowych kolorach. Rośliny te są dosyć żarłoczne i wymagające co do gleby, dlatego swoje miejsce znalazły na warzywnych grządkach w otoczeniu pomidorów i kopru. Pani Ania wysiewa je wprost do gruntu na początku maja. Cynie zakwitają dopiero w na przełomie lipca i sierpnia. Mają też nieco mniejsze kwiaty niż rośliny uprawiane z rozsady, ale za to są tańsze i mniej pracochłonne. 
 
Właścicielka wysiewa bezpośrednio do gruntu również nasiona lwiej paszczy czy nawet astrów. Część nasion pochodzi z torebek, ale większość jest zebrana z zasychających już kwiatów. Te kwiaty to nawiązanie do wspomnień z dzieciństwa, bo te gatunki rosły w ogrodzie babci naszej gospodyni.Obok domu rośnie barwna kępa liliowców. Za nimi jasne tło tworzy kępa derenia o biało obrzeżonych liściach i żółtolistna odmiana klonu jesionolistnego. Wokół domu rozciągają się rabaty obsadzone licznymi iglakami. Pomiędzy nimi właścicielka sadzi sezonowe kwiaty.
 
Obok dorodnych kęp rozchodnika okazałego, dojrzeliśmy ciemnoróżową lobelię okazałą. Jej kwiaty rozwijają stopniowo, więc są dekoracyjne dość długo. Można je też ścinać do wazonu. Choć ta lobelia jest byliną, to niestety jest wrażliwa na mróz, więc albo należy ją potraktować jako gatunek jednoroczny, albo na zimę przenieść do chłodnego pomieszczenia.
 
Inną ciekawą rośliną jest tu karmnik ościsty – rośnie wokół schodów i radzi sobie na niezwykle cienkiej warstwie podłoża. Trzeba o niego bardzo dbać, ale pięknie się odwdzięcza kwiatami i zapachem. A schody wykonano z cegły klinkierowej, podobnie, jak główną ścieżkę prowadzącą od tarasu do mostka, a potem dalej, do swobodniejszej części ogrodu. To materiał, który doskonale pasuje do zieleni ogrodu. Okazało się, że to lokalny wyrób, dlatego wybraliśmy się do położonej niedaleko cegielni na spotkanie z panem Romanem Myślińskim. Tu cegła powstaje z naturalnych materiałów, gliny i piasku. Wypalana jest w bardzo wysokiej temperaturze w tzw. piecu Hoffmana i dlatego jest bardzo odporna na warunki atmosferyczne – ma małą nasiąkliwość, jest w pełni mrozoodporna i trwała. Co ważne, takich cegieł nie trzeba impregnować.
 
Po powrocie do ogrodu przyjrzeliśmy się kompozycjom roślinnym. W okolicy suchej rzeki posadzono kępy kosaćców syberyjskich, uwagę przyciąga też łubin ogrodowy. To wdzięczna bylina, która urośnie nawet na słabszej glebie. Ma duże, bardzo ozdobne kwiatostany, które po przekwitnięciu warto usunąć – wtedy roślina powtórzy kwitnienie jesienią. Po drugiej stronie mostka, zaplanowano żwirowisko, a na nim posadzono wysokie, przewieszające się trawy oraz pojedyncze okazy jukki ogrodowej, która doskonale wygląda na jasnym tle żwiru.
 
Sucha rzeka przechodzi płynnie w rabatę okalającą domek gospodarczy. Tu też dominują kolorowe byliny – pani Ania zdecydowała się na intensywne, różowe odcienie. Pod świerkiem stożkowym odmiany Conica rozrasta się poducha floksów szydlatych. Latem kwitną różowe i białe rudbekie. Obok pyszni się kępa zawciągu nadmorskiego, a także fioletowe orliki, zestawione z piękną firletką smółką. Jej charakterystyczną cechą są lepkie pędy, do których często przyklejają się mrówki.
 
Dom państwa Buchlów położony jest dość blisko ulicy, więc przedogródek nie jest duży. W żwirze pięknie prezentują się strzyżone bukszpany oraz ażurowe liście purpurowej odmiany klonu palmowego. Niestety, kilka klonów przemarzło, więc trzeba było pomyśleć nad zmianami. Pan Jacek zaproponował więc wyprawę do szkółki, aby znaleźć jakiś ciekawy okaz, który będzie wytrzymały i o niezbyt dużym systemie korzeniowym. W szkółce Wymyślacz pan Jacek zaproponował poprowadzoną na pniu zimozieloną trzmielinę japońską. Ma ona ozdobne owoce i dwubarwne liście. Potem pani Ania wybrała jeszcze kilka roślin kwitnących, między innymi rudbekię i jednoroczne szałwie, które jeszcze w sklepie posadzono do dużej donicy.
 
Na koniec gorącego dnia wróciliśmy do ogrodu. Wtedy okazało się, że na tarasie jest zbyt gorąco, ale doskonale sprawdza się placyk schowany pod okapem sosen. Pan Jacek stworzył tu  przyjemny zakątek z tarasem. Stworzyły one naturalną, zieloną altanę, która zapewnia przyjemny cień i kameralne miejsce wypoczynku, a jednocześnie nie zasłania widoku na ogród. Pod sosnami znalazło się dobre miejsce na różaneczniki i azalie. Pani Ania posadziła też cieniolubne hosty, bergenie, a także trochę wrzosów i wrzośców.
 
Sosny to drzewa niezwykle tolerancyjne. Tu przed laty same się zasiały i przyzwyczaiły do wysokiego poziomu wody. Można by się obawiać ich reakcji na podniesienie gruntu w czasie budowy tarasu, kiedy dowieziono dużą ilości ziemi. Ale sosna to jeden z nielicznych gatunków, który jest w stanie przeżyć nieznaczne zasypanie nasady pnia.
 
Do ogrodu ponownie zawitaliśmy wczesną wiosną – na początku marca. Teraz, kiedy jeszcze byliny schowane są pod ziemią na pierwszy plan wysuwają się wszystkie rośliny zimozielone. Po sosnami przy placyku doskonale przezimowały bergenie i różaneczniki. Po mimo, że zima była dosyć krótka i bez ostrych mrozów na te rośliny gospodarze zwracali szczególną uwagę. Wymagały one regularnego podlewania, bo chociaż zazwyczaj woda tu stoi, to w tym roku zima była bardzo sucha.
 
Wiosna to czas, kiedy do ogrodu przyjeżdża ekipa ogrodników z panem Jackiem Dudą. Ogrodnicy wyręczają panią Annę w najcięższych pracach. Należy do nich np. przekopywanie ogródka warzywnego. Co dwa, trzy lata należy tutaj wykonać głębokie spulchnienie gleby na głębokość 20-30 cm, aby wzruszyć gliniaste podłożę. Do innych prac należy również przycinanie obrzeży nawierzchni. Ogrodnicy zauważyli też problem przy katalpie, która rośnie nieopodal tarasu. Podpory utrzymywały drzewo przez trzy lata i teraz stały się już zbędne a taśmy mocno wrosły się w korę. Należało natychmiast interweniować i je usunąć. Takie okowy są w stanie zablokować wiązki przewodzące w roślinie i doprowadzić do jej śmierci.
 
Pan Jacek zabrał się także za odmładzanie porzeczek – wycina stare, grube pędy co roku, co dwa lata. Wiosną należy też zapewnić roślinom porcję składników mineralnych, więc nawieziono krzewy, a także byliny.