Ogród 'Małej Mi' (odc. 522)
dodano: 14.11.2014
W tym ogrodzie królują wyraziste kolory i mocne zestawienia na rabatach. Pasują do energicznej właścicielki, która przyjęła pseudonim 'Mała Mi'. W jej ogrodzie warto docenić nie tylko piękne kwiaty, ale też ciekawe rośliny.
Ogród \'Małej Mi\' (odc. 522)
Szczegółowe dni i godziny emisji programu 'Maja w ogrodzie' na wszystkich antenach TVN znajdą Państwo w zakładce "O NAS" - wystarczy kliknąć na TEN LINK.
 

ODCINEK 522:
Pięknie skomponowane rabaty, ściana drzew i krzewów oraz staw są dosyć dobrze znane na forach ogrodniczych – to „Ogród Małej Mi”. Właścicielka bardzo lubi tę żwawą i nieco zgryźliwą postać z Krainy Muminków, dlatego taki przyjęła pseudonim, który stał się też symbolem jej ogrodu.
 
Bogactwo tematów i kompozycji zachęciło nas do odwiedzenia tego ogrodu trzykrotnie. Pierwszy raz w maju – w pełni rozkwitu wiosennych kwiatów, drugi raz pod koniec lata a następnie w październiku, żeby nacieszyć się feerią barw, jaką przynosi jesień.
 
Za każdym razem serdecznie witali nas właściciele Anna i Kazimierz Ruszałowie. Ich działka o powierzchni ponad 2800 m2 położona jest w Rzeszowie. W narożniku całego założenia wydzielony jest parking dla gości, dalej przez furtkę wchodzi się do przedogródka. Następnie znajduje się podjazd i duży trawnik, a w rogu – rabata zwana wschodnią, szklarenka i miejsce na ognisko. Sąsiaduje z nim placyk z basenem i staw otoczony wyniesionymi rabatami i skalniakiem. Przy samym domu znajduje się taras z drewnianą pergolą, a przy ogrodzeniu kamienna fontanna. Stąd można ruszyć na spacer Alejką Konstancji i wśród różaneczników dojść do zespołu rabat na końcu ogrodu.
 
Pierwsze nasadzenia w tym ogrodzie pochodzą z 2008 roku, choć ogród wydaje się starszy. Pani Anna kupuje już większe rośliny, by dały szybciej efekt: chce mieć czas, by nacieszyć się gotowym ogrodem. Jednocześnie stara się dopasować ogród do roślin, które jej się podobają, więc w większości przypadków nie ma planów zakupowych. Ważne, by ogród był zmienny, różnorodny, ciekawy.
 
Nasze zwiedzanie zaczęliśmy od oczka wodnego – to swoiste serce ogrodu. Ma ono powierzchnię ponad 50 m2 i prawie półtora metra głębokości. Mieszkają tu karpie koi, które są tak oswojone, że właścicielka karmi je z ręki. Stadko jest co jakiś czas odławiane i młode egzemplarze przekazywane są znajomym.
 
W sierpniu na rabatach wokół stawu zaczynają dominować trawy i jeżówki. Jednak warto pięknie jest też w maju – wtedy uwagę przyciągają całe łany floksów, posadzone na skalniaku. Cały ten układ ma przypominać gospodarzom tak lubiane przez nich góry. Całe wyniesienie wokół stawu umocnione jest płytami z twardego łupka. Pomiędzy skałami swoje miejsce znalazł fiołek trójbarwny. Z wierzchołka przelewa się niewielki strumień, który jest często odwiedzany przez ptaki i inne zwierzęta. Jako podbudowę zastosowano tu przepuszczalną ziemię, która pozostała z kopania stawu i fundamentów domu. W takim terenie doskonale czują się właśnie floksy czyli płomyki, których jest tu kilka odmian w kolorach od różu do białego. Dla właścicielki to tak zwane żelazne rośliny nie chorujące i nie wymagające prawie żadnych zabiegów. Jedynie wiosną profilaktycznie opryskuje je przeciw chorobom grzybowym wiosną. Na wyniesieniu dostrzegliśmy także wyniosłe głowy czosnku ozdobnego, pięknie kwitnącą dąbrówkę rozłogową odmiany ‘Atropurpurea’ oraz grupy kosaćców w ciemnym fiolecie i granacie.
 
Przy stawie dojrzeliśmy jeszcze kilka ciekawych roślin – np. chronioną, rodzimą marsylię czterolistną, a także niezwykły kwiat: kwiat lotosu. Pani Annie udało się go kupić w sklepie internetowym i rośliny zakwitły już w pierwszym roku. Niestety, kwitną krótko, tylko kilka dni. Gdy płatki opadną, pozostają na łodygach ciekawe środki, które właścicielka wykorzystuje do suchych bukietów.  
 
Mimo że lotosy kojarzą nam się z azjatyckimi roślinami, lotos żółty pochodzi z Ameryki Środkowej. Rośnie w płytkich zbiornikach wodnych, gdzie na słonecznych stanowiskach potrafi się szybko rozprzestrzeniać. Kwiaty lotosu wyrastają wysoko na łodygach ponad taflę wody, co odróżnia go od lilii wodnych. Gatunek ten u nas przemarza i wymaga specjalnych zabiegów. Pani Anna ma specjalne, plastikowe misy, wypełnione ogrodową, gliniastą ziemią i wodą. Zimą trzyma je w kotłowni, gdzie lotosy czekają, aż wiosną woda w oczku wystarczająco się ociepli.
 
Wiosną przy szklarence trwały inne prace. Pan Kazimierz z synem postanowili przesadzić dorodny krzew tamaryszka, który zaczął już pokładać się i od dołu gubić liście. Przy okazji mieliśmy możliwość przyjrzeć się glebie w ogrodzie – jest ona ciężka, gliniasta, ale dosyć żyzna. Tutaj, przed każdym sadzeniem roślin, ziemię miesza się z płukanym piaskiem, w celu jej rozluźnienia. Tak dużą bryłę korzeniową, po okopaniu, pan Kazimierz postanowił owinąć i podnieść za pomocą bloczka umieszczonego na drabinie.
 
Przy okazji obejrzeliśmy sobie szklarnię – wykonał ją kolega właścicielki – pan Józef Gramatyka (www.agrotunel.pl). Wytrzymuje ona zarówno ciężar śniegu, jak i masę rosnących w szklarence pięknych pomidorów. Przewidziano w niej cały system podwieszeń, więc rośliny można podwiązać w dowolnym miejscu. Ciekawostką jest, że są one podwiązane sznurkiem zakończonym węzłem flagowym – taki węzeł jest najłatwiej zluzować. Szklarnia ma prefabrykowane ściany i stalowe wręgi wypełnione poliwęglanem. Można ją ustawić w module 2-metrowym. Dorodne pomidory pani Anny są dowodem, że ten typ konstrukcji się sprawdził.
 
Pani Anna lubi wszystkie style ogrodowe, więc wszystko chciałaby mieć. Dlatego ma u siebie bardzo różne rabaty. Jedną z pięknych kompozycji jest połączenie róż i lawendy, a całość porządkuje obwódka z bukszpanu. Uzupełnieniem rabaty jest jeszcze kolekcja lilii, a na słonecznym miejscu dobrze czuje się liatra kłosowa o białych kwiatostanach.
 
Odwiedzając ogród kilka razy, mogliśmy obserwować jak zmieniały się rabaty wraz z porami roku. Na wiosnę zwracał uwagę pienny krzew karagany z cytrynowymi kwiatami, tuż za nim, pod srebrnym świerkiem rozkwitał pełnik europejski. Latem to miejsce wręcz eksplodowało kolorami. Na pierwszym planie rozkwitały rudbekie, dalej cała grupa jeżówek i werbena patagońska. Ponad nimi swoje kwiatostany wznosiła jednoroczna kleome o dość egzotycznym wyglądzie. Niektórych rabat nie mogliśmy poznać, tak się zmieniły. Jedna powstała w miejscu… ogniska. Rośliny tutaj wysiały się same i gospodyni postanowiła je zachować.
 
Wiosną szczególnie urokliwie wyglądał przedogródek. Ta część ogrodu jest urządzona w stylu formalnym, z rabatami wysypanymi płukanym żwirem, który nawiązuje do koloru nawierzchni. Pomiędzy kulami strzyżonego bukszpanu pani Anna posadziła ciemnofioletowe i żółte tulipany. Natomiast dużą barwną plamę tworzył tu klon palmowy. Dalej wzdłuż elewacji posadzono sosnę, strzyżony jałowiec i klon odmiany 'Crimson Sentry' o ciemnych liściach. W czasie wiosennego spaceru zawędrowaliśmy też na drugą stronę domu, gdzie właśnie rozpoczynały kwitnienie azalie i różaneczniki. Rosną tu też klony, a alejkę nazwano imieniem Konstancji – dzięki znajomej, której to miejsce bardzo się spodobało. Rośnie tu też języczka, która jest dla pani Anny rośliną wskaźnikową – podpowiada, kiedy ogród wymaga podlewania. Wbrew pozorom rozpoznanie właściwego momentu nie jest tu łatwe, bo wierzchnia warstwa gleby przesycha znacznie szybciej, niż głębsze jej warstwy.
 
Oprócz różaneczników naszą uwagę zwróciła kalina japońska odmiany 'Eskimo'. W drugiej połowie maja śnieżnobiałe kule kwiatostanów całkowicie ją przykrywały. Ten wolno rosnący krzew najlepiej radzi sobie na glebach żyznych, lekko wilgotnych. Powinno się go sadzić w miejscach osłoniętych, w półcieniu. Z kaliną sąsiaduje jarzębina, która mocno wygięła się w młodości. Pani Anna próbuje ją naciągnąć za pomocą pasa transportowego. Od kilku miesięcy systematycznie, co tydzień, skraca go przy pomocy ściągacza.

W czasie naszego pobytu w sierpniu drzewo miało już odpowiednie położenie, ale pasa jeszcze nie można było zdjąć, ze względu na potężny krzew hortensji bukietowej odmiany 'Phantom'. Teraz, kiedy przestała już kwitnąć kalina, on rozjaśnia ten cienisty zakątek, a jego długie pędy znajdują oparcie na mocowaniu. Hortensji bukietowych jest w tym ogrodzie jeszcze spora kolekcja – pani Anna uważa, że są odporne i pięknie kwitną.  Oczywiście hortensje to także doskonałe rośliny na kwiat cięty do wazonu. Ususzone kwiatostany świetnie przetrzymują całą zimę.
 
Przed grupą krzewów znajduje się niewielka fontanna, ustawiona pośród kamieni. „Ptasie SPA” – tak to miejsce nazwała pani Anna, bo ten zaciszny zakątek zwabia skrzydlatych gości. Innym ciekawym miejscem jest jeszcze bramka porośnięta pnączami – jest milin, klematis i owocująca actinidia.
 
Rabata za domem jest jedną z największych a jednocześnie najbardziej barwnych w całym ogrodzie. Są tu takie ciekawostki jak pełnokwiatowa odmiana krwawnika kichawca, która wręcz uginała się pod ciężarem kwiatów, czy też przetacznik kłosowy. Pośród bylin wyróżniał się krzew perowskii zwanej rosyjską szałwią. Jej rurkowate kwiaty wabiły setki owadów, a pierzaste liście nadawały roślinie lekkości. Ale największe wrażenie robiły jeżówki. W ogrodzie jest ich kilkadziesiąt. Pani Anna nie może się zdecydować i sadzi ogrom roślin, wszystkie chciałaby mieć. Do niektórych gatunków gospodyni zaczyna już podchodzić jak do kolekcji – do tej grupy zaliczają się właśnie jeżówki. Pani Ania chętnie dzieli się swoją wiedzą na ich temat i podpowiada, ze najmniej kłopotliwe są jeżówki purpurowe.
 
Kiedy w połowie października po raz trzeci odwiedziliśmy panią Annę, ogród był pełen barw jesieni. Teraz na pierwszy plan wybijały się trawy przy oczku. To miskanty i rozplenice, których kłoski przewieszały się nad wodą. W narożniku za stawem jedną barwną plamę tworzył ognik szkarłatny. Przez pozostałą część roku trudno go dostrzec, dopiero teraz jego pomarańczowe owocki zwracały uwagę. Na rabacie odkryliśmy dopiero teraz kwitnące byliny – to odmiana goryczki krzyżowej o jasno fioletowych kwiatach. Jej krewniaczkę można spotkać dziko rosnącą w paśmie Beskidu Żywieckiego, gdzie jest pod ścisłą ochroną.

Niestety, dojrzeliśmy też dowody na niszczycielską siłę przyrody. Potężna katalpa, rosnąca na środku trawnika przed domem, straciła niemal połowę korony. Kiedy byliśmy tu latem, właściciele z dumą pokazywali nam jej rozłożystą koronę i przyrosty dochodzące nawet do 1,5 metra długości. Niestety, wichura rozpołowiła drzewo prawie do samej ziemi, wiele konarów trzeba było usunąć. Cały pęknięty pień właściciel zdecydował się skręcić długimi wkrętami stolarskimi. Zabezpieczył też rany specjalną maścią.
 
Jesienią, kiedy jest trochę mniej pracy, pani Anna poświęca więcej uwagi swojej kolekcji storczyków i tillandsji. Specjalnie z myślą o nich powstało ogromne okno z widokiem na ogród. Uzupełnieniem kolekcji są fikusy i kliwie. Ustawione są one na podłodze na wygodnych podstawkach na kółkach, które ułatwiają ich przestawianie w czasie sprzątania.
 
Pani Anna zdecydowała się zastosować środek owadobójczy w formie koncentratu. Preparat ten przygotowuje się jako zawiesinę w opryskiwaczu. Tarczniki z liści usunęła wacikiem nasączonym alkoholem, ale nie wszędzie da się sięgnąć wacikiem i tak najbardziej przydaje się oprysk. Zawiesiną podlała też podłoże w doniczce, bo pojawiły się nie tylko tarczniki, ale i ziemiórki.
 
Ziemiórki wyglądem przypominają małe muszki. Przyciąga je wilgotna ziemia w doniczkach. To właśnie w niej składają swoje jaja, z których rozwijają się larwy, żerujące na korzeniach roślin. Larwy ziemiórki potrafią doprowadzić do obumarcia rośliny.