Długi i wąski ogród z japońskim akcentem (odc. 574)
dodano: 22.01.2016
Ten ogród przypomina... sznurek: jest długi i wąski. Z tego względu był trudny do zagospodarowania, ale teraz, gdy ma już 20 lat, w ogóle nie odczuwa się, że ma tylko 6,5 m szerokości! A wszystko dzięki podzieleniu przestrzeni na wnętrza. To też przykład ogrodu, którego właściciele na początku nie wiedzieli o roślinach nic, a teraz nie wyobrażają sobie powrotu do bloku.
Długi i wąski ogród z japońskim akcentem (odc. 574)
Tym razem z programem zawitaliśmy do Raciborza, gdzie swój ogród mają państwo Krystyna i Stanisław Pustelakowie. Kolorowe kwiaty bylin widać tu już z ulicy, ale to, co wydaje się ogrodem, okazuje się być dopiero wstępem do niego. Dla właścicielki ogród jest zbyt mały i zagospodarowała też teren za płotem – miejski. Fragment należący do miasta, a zagospodarowany przez panią Krystynę, cieszy oko wszystkich przechodzących, a niski płotek ma chronić ten fragment zieleni jedynie przed psami. Zamknięty jest dopiero właściwy ogród państwa Pustelaków. Od sporego hałasu ulicy całość oddzielona jest gęstym żywopłotem z żywotników.
 
Ten dość długi ogród przylega do jednego z wielu segmentów, które tworzą nieprzerwany ciąg budynków. Domy nie są duże, więc i ogródki są bardzo wąskie. Ten ma zaledwie 6,5 metra szerokości i nieco ponad 30 metrów długości. Już pierwszy rzut oka na niewielki ogródek, wystarczy, by dostrzec ogromną miłość do roślin. Wszystko jest tu niezwykle zadbane, wypielęgnowane, widać też sporo ciekawych pomysłów. Nas od razu zachwyciła dekoracja, przypominająca miniaturowy las świerkowy. Ta grupa świerków została przywieziona do ogrodu z jednej z licznych wycieczek gospodarzy. W naturze rosły one na gołej skale. Pani Krystyna zdjęła całą kępkę malutkich jeszcze siewek i umieściła je na kupionej u kamieniarza granitowej płycie. Co niezwykłe, rosną one tak już ponad 10 lat!
 
Takie kamienne płyty to nie jedyny akcent nawiązujący do klimatu gór. W ogrodzie znalazło się miejsce na niewielki skalniak. Pomiędzy kamieniami rosną tu gęsto dzwonki, goryczki, rozchodniki ostre, goździki, a także szarotki, skalnice, macierzanki i strzyżona, karłowa sosenka. Dojrzeliśmy też niewielką zanokcicę, a nad skalnikiem malowniczo kołysze się bordowolistny klon japoński. Także w tym miejscu pani Krystyna wykazała się pomysłowością: zieloną siatką okrywa delikatne skalnice, które wydziobują kosy, poszukując robaków. Jednak kosy i inne ptaki są tu bardzo mile widziane.
 
Altana, z której można obserwować ptaki, jest posadowiona pod kątem to zarysu działki. Ciekawie dzieli przestrzeń, która była tu niezwykle trudna do zagospodarowania, ale teraz, 20 lat po założeniu ogrodu, nie czuje się, jak jest on wąski. To zasługa autora projektu, pana Jana Lorenca. On podzielił działkę na mini wnętrza: jest część przy samym domu, potem oczko wodne z kaskadą.
 
Tu panuje nieco japoński klimat: rosną niezwykle dorodne klony palmowe, których ogromne korony malowniczo przewieszają się nad wodę. Jest nawet mała latarenka japońska. Dalej znajduje się trawiasty placyk, otoczony rabatami ze strzyżonych roślin iglastych, jest tu też miejsce na duże rododendrony i paprociową rabatę. Potem dochodzi się do wspomnianej już altany, a za nią znalazło się miejsce na skalniak i przejście do furtki, prowadzącej poza ogród.
 
Gdy ogród powstawał, brakowało wielu łatwo dostępnych dzisiaj karłowych odmian roślin. Dlatego teraz właściciel, pan Stanisław, sporo czasu poświęca na strzyżenie roślin. Sam przyznaje, że bez tej pracy ciężko byłoby swobodnie chodzić po ogrodowej ścieżce. Cięty jest m.in. żółty perukowiec podolski ‘Golden Spirit’, a także kulisty świerk czy cis, który po latach jest już przepiękną, gęstą kulą. Pani Krystyna też zajmuje się cięciem, ale w zupełnie innej skali formuje małe drzewka bonsai.
 
Oprócz roślin, na opiekę mogą tu też liczyć zwierzęta: są oczywiście ryby w oczku wodnym, żaby, wspomniane już ptaki, ale też owady. Córka pani Krystyny ustawiła tu domki dla trzmieli – gdy odwiedzaliśmy ogród, domki były jeszcze niezasiedlone, ale może owady zagnieżdżą się tu w kolejnym sezonie?
 
Chociaż w samym ogrodzie nie ma wielu dużych drzew, to jednak nie brakuje ich w sąsiedztwie, jest też sporo krzewów. W efekcie po jesiennym sprzątaniu zbiera się mnóstwo zielonych odpadków, a miejsca na kompost w ogrodzie brakuje. Dlatego pan Stanisław wywozi liście do położonej niedaleko Raciborza kompostowni. Za każde 50kg oddanej tam zielonej masy, otrzymuje worek kompostowej ziemi, która zawsze przydaje się w ogrodzie.
 
Przeszliśmy potem do drugiej części ogrodu, pod altanę. Po drodze przystanęliśmy przy paprociowej rabacie: okazało się bowiem, że hosty i paprocie to ulubione rośliny gospodyni, która bardzo ceni sobie ich przepiękne liście. Naszą uwagę przykuła zwłaszcza wietlica japońska 'Metallicum' o ciekawym kolorze. Jjej srebrzystoszare liście mają bardzo charakterystyczny, fioletowoczerwony nerw główny. Z kolei królestwem host jest ta część ogrodu, która znajduje się już za płotem, Funkie rosną tam pod drzewami, w półcieniu, więc mają się doskonale.
 
Przyszła pora by zapytać właścicielkę o początki jej ogrodniczej przygody. Gdy pan Jan zaprojektował ten ogród, państwo Pustelakowie nie wiedzieli zbyt dużo o pielęgnacji roślin, ale z czasem nauczyli się opiekować nim samodzielnie.
Oczywiście nie mogliśmy nie odwiedzić ogrodu także wiosną, bo właścicielka już wcześniej zdradziła nam, że na rabatach kryje się sporo wiosennych gatunków. Z daleka uwagę zwracały przepięknie kwitnące magnolie – Soulange’a o różowych kwiatach i biało kwitnąca magnolia gwiaździsta. Kwiaty na rododendronie aż płonęły intensywnym kolorem, wzrok przyciągała kompozycja z żółtej trzmieliny Fortunego przewieszającej się przy czerwonolistnym klonie. U ich stóp pyszniły się kolorowe pierwiosnki. Ruszyliśmy więc na spacer, poszukując sygnałów wiosny. Na jednej z rabat widać, ze pani Krystyna dba o zmienność kwiatów: gdy przekwitną cebulice i ciemierniki, pojawiają się kwiaty tulipanów. Gdy te żółkną, ozdobą stają się liście paproci. Przy kolejnej rabacie zauważyliśmy kępę zawilców gajowych, a także cieszyniankę. To rzadko spotykana u nas roślina, pani Krystyna kupiła ją w Czechach.
 
Z innych ciekawostek dojrzeliśmy jeszcze żółte kwiaty przypominające małe lilie. Ten gatunek to psiząb, krewniak lilii. Kwiaty psizębu mogą być różowe, białe lub liliowe, ale niestety nie wszędzie dobrze rosną -  do kwitnienia potrzebują sporo światła, a później preferują miejsca półcieniste – to dlatego warto sadzić je pod liściastymi drzewami.
W głównej części ogrodu kwitła jeszcze zdrojówka rutewkowata, a także zawilce – zarówno popularne zawilce gajowe, kwitnące na biało, jak  nieco niebieskie zawilce greckie. Jednak bogactwo kwiatów wiosny kryło się też w „zaogródku”, czyli terenie położonym już za posesją państwa Pustelaków. Latem królują tu hosty, a wiosną? Oczywiście tulipany, ale nie tylko. Pani Krystyna ma jeszcze całkiem sporą kolekcje pierwiosnków.
 
Obok pierwiosnków dojrzeliśmy liście ciemierników, które już zdążyły przekwitnąć. Opodal – cały łan szafirków, śliczna roślina okrywowa –  miodunka o nakrapianych liściach i przypominające niezapominajki – ułudki wiosenne. Kawałek dalej pyszniły się korony cesarskie. Warto wiedzieć, że jej cebule sadzi się dość wcześnie, już w sierpniu – dzięki temu dobrze się korzenią i bez problemów zimują. W wielu miejscach przestrzenie wypełniały kuzynki korony – szachownice kostkowate. To popularne, ale bardzo wdzięczne kwiaty wiosny, występujące w bardzo wielu odmianach kolorystycznych. Łatwo je poznać, bo mają charakterystyczny wzorek na płatkach.
 
Także tej części ogrodu poświęca się sporo czasu – wiosną całość trzeba dobrze podlewać, bo rosnące tu gatunki potrzebują sporo wilgoci, a w korzeniach większych drzew bywa o nią trudno.