Ogród zatopiony w zieleni (odc. 611)
dodano: 09.10.2016
Odwiedzamy ogród, który kiedyś już prezentowaliśmy. Minęło jednak kilka lat i ogród zmienił się ogromnie dzięki pasji i ciekawym pomysłom pana Marka.
Ogród zatopiony w zieleni (odc. 611)
Dotarliśmy tym razem z kamerą do miejscowości Skaryszew koło Radomia. Tutaj pan Marek Kowalew mieszka z żoną Anną i własnoręcznie tworzy ogród od ponad 20 lat (www.ogrody-kowalew.pl). Choć właściciel tego ogrodu jest nauczycielem angielskiego, to z czasem ogrodnictwo stało się jego drugim zawodem. Niezwykłe aranżacje, które powstawały na jego działce stały się znane w okolicy i wiele osób zaczęło go prosić o pomoc przy zagospodarowaniu własnych ogrodów. Po raz pierwszy pokazaliśmy to miejsce w programie w 2011 roku (ODCINEK 348.), ale dzisiaj to już zupełnie inny ogród.
 
Kiedy spojrzymy na całe założenie z lotu ptaka, to ukaże nam się dosyć nietypowy kształt przypominający literę L. Ogród powstawał stopniowo i etapami. a do pierwotnej działki dołączano kolejne. Teraz całość ma powierzchnię 2200 m kw i podzielona jest na niewielkie ogrodowe pokoje. Dom znajduje się niedaleko głównego wejścia i bramy. Przylega do niego niewielka, szklana weranda. Naprzeciw niej znajduje się placyk z grillem i wolierami. Otoczony jest on cienistymi rabatami poprzez które prowadzi ścieżka do dużej altany położonej nad stawem. Dalej przechodzi się koło skalniaka, niewielkiego domku ogrodnika i zespołu kilku placyków. Na zakończeniu ogrodu jest jeszcze woliera i punkt widokowy na cały ogród. A ogród ten jest pełen ciekawych pomysłów – ot, choćby kanka przerobiona na skrzynkę na listy. Jest też nietypowe ogrodzenie. Elementem muru są bloki piaskowca ściśle ułożone jeden na drugim i połączone zaprawą. Swoistą ramą jest otynkowana na biało ściana z cegły. Na jej zwieńczeniu znajduje się donica wypełniona ziemią, gdzie posadzono między innymi kosodrzewinę i drobne goździki. Rośliny przerastają także kamienie. W specjalnych kieszeniach swoje miejsce znalazły jasnofioletowe dzwonki dalmatyńskie oraz jałowiec płożący.
 
W czasie naszej majowej wizyty pogoda nas nie rozpieszczała i momentami było dość chłodno. Pan Marek postanowił rozpalić ogień w grillu, który wykonał własnoręcznie ze stalowych blach. Urządzenie to zajmuje centralne miejsce na placyku z wgłębnikiem. Na nasz przyjazd gospodarz też własnoręcznie przygotował i upiekł chleb. Pomocny był specjalny piec, który powstał na werandzie, a właściwie oranżerii przylegającej do budynku. Poza tym, że piec jest ładnym elementem wystroju, to może ogrzewać pomieszczenie i spełniać funkcję piekarnika. Potem ruszyliśmy na zwiedzanie dalszej części ogrodu. Na początek zatrzymaliśmy się przy nietypowych drzwiach – to małe oszustwo, bo nigdzie one nie prowadzą, ale tworzą klimat tego cienistego zakątka.
 
Drzwi od starej stodoły, podkłady kolejowe a także piękne okucia i zamki znalezione na złomie – to przedmioty z których powstała ta aranżacja. Uzupełnia ją płyta z płaskorzeźbą lwa, która pan Marek ocalił przed zniszczeniem. Tego typu iluzja, z atrapą drzwi i ścieżką, ma stwarzać wrażenie, że ogród jest znacznie większy niż w rzeczywistość.
 
Cały teren podzielony jest na niewielkie wnętrza, dodatkowo jeszcze zaakcentowane różnego typu przedmiotami: wiszącymi, naftowymi lampami, tyczkami bambusowymi wstawionymi do kamiennego wazonu czy też ceglanymi karmnikami lub witrynami z kolekcją starych żelazek na dusze. Sprawia to, że przechodząc ścieżką w ogrodzie skupiamy wzrok na detalach i mamy odczucie odkrywania ciągle nowych zakątków i miejsc.
 
W miejscu, gdzie obecnie znajduje się ognisko, kiedyś był staw. Niestety, po latach pękła folia i pan Marek uznał, że nie będzie jej naprawiał – zwłaszcza, ze z tamtego kąpielowego stawu raczej nie korzystał. Powstało miejsce na rośliny błotne i zakątek do siedzenia. Trzeba było podnieść poziom całości i na piasku z cementem ułożono kamienie. Tego typu placyków i miejsc do posiedzenia jest w ogrodzie kilka. Dzięki różnemu rozmieszczeniu oraz nasłonecznieniu mogą być przydatne w zmiennych okresach dnia i porach roku. Stoją tu niezwykłe meble, które pan Marek wykonał z obręczy kół. Powstały fotele, stolik – każda rzecz jest wyjątkowa.
 
Przeciwieństwem cienistego wgłębnika jest słoneczny taras z żaglem rozpiętym na bambusowych tyczkach. Tu na drewnianej podłodze ustawiono wygodne fotele, a elementami ozdobnymi są ceramiczne doniczki oraz młyńskie koło oprawione w ramy z podkładów kolejowych. Naszą uwagę zwróciło kamienne koryto zamienione w miniaturowy skalniak. Po wypełnieniu lekkim podłożem i ozdobieniu wulkanicznym tufem posadzono w nim rojniki i rozchodniki. Nad placykiem góruje też dosyć rzadko spotykana u nas wysoka bylina – makleja sercowata zwana także bokkonią. Otoczenie placyku to miejsce na kolekcję bambusów pana Marka.

Rośnie tu na przykład niski, okrywowy bambus – niestety jest bardzo ekspansywny i pomimo folii potrafi rozchodzić się po ogrodzie. To bambus z rodzaju Pleioblastus. Należy on do jednych z najbardziej mrozoodpornych bambusów - wytrzymuje nawet do -25 stopni C. Niestety wykształca też silnie rozbudowany system podziemnych kłączy. Dlatego w swej ojczyźnie – Chinach, stosuje się go ochrony gleb przed erozją i umacniania brzegów zbiorników i cieków wodnych.
 
Najstarszym bambusem jest Fargesia murielae – gatunek odporny na mróz, dorastający do 3 m wysokości. Mimo dużej wytrzymałości na niskie temperatury, fargesia jest wrażliwa na połączenie suchych zimowych wiatrów przy mrozie i słonecznej pogodzie. Dlatego pan Marek posadził ją na dosyć osłoniętym stanowisku w cieniu dębu czerwonego. Z kolei Phyllostachys nigra nie jest wytrzymały, dlatego posadzony jest w donicy. Ma ciekawe, czarne pędy.
 
Przy słonecznym placyku zatrzymał nas jeszcze jeden rarytas – to kalina japońska. Kwiatostany złożone są z kwiatów dwojakiego rodzaju: niepozornych kwiatków płodnych i okazałych płaskich kwiatków płonnych. Krzew ma ciekawy pokrój, przypominający nieco układem japońską pagodę. W tak osłoniętym miejscu, jak u pana Marka, świetnie daje sobie radę zimą, ale gospodarz dodatkowo osłania jej korzenie warstwą ściółki.
 
Oprócz starych przedmiotów w galerii pana Marka znajdują się prawdziwe perełki – własnoręcznie wykonane rzeźby, których nie powstydziłaby się niejedna galeria sztuki nowoczesnej. Plac przy skalniaku zdobi zegar słoneczny stworzony z zespołu kół zębatych a gnomon, czyli wskazówka, powstała z rączki od starego radła. W pogodne dni można na nim odczytać godziny na misternie wykonanych, okrągłych tabliczkach. Z zegarem sąsiaduje piękne poidełko dla ptaków powstałe z kamiennej misy i dużej kłody drewna. Nie brakuje też abstrakcyjnych rzeźb, czy żartów ogrodowych jak kwadratowe koło zamknięte za szybą w drewnianej ramie. Większość tych prac pan Marek przygotowuje samodzielnie. W czasie naszej wizyty w jego warsztacie były akurat przygotowywane ozdobne latarnie do ogrodu. Gospodarz buduje ich dwie wersje: z szybami oklejonymi wybielonymi liśćmi oraz z kolorowymi szybami pokrytymi przeźroczystą folią i wymalowanymi złotą farbą motywami roślinnymi. Zwieńczeniem obu typów jest ozdobny, drewniany daszek. Daszek powstaje z drutu i gontów o trapezowym kształcie. Trzeba je tez zheblować, bo daszek jest stożkowy i gonty musza się dobrze łączyć.
 
Ogród pana Marka to także prawdziwa oaza dla zwierząt. Duży staw i kilka mniejszych zbiorników ściągają żaby, zaskrońce i całą rzeszę ptaków. Powstało nawet specjalne oczko, gdzie mieszkają żółwie czerwonolice. Przy tym akwenie gospodarz umieścił zespół domków dla owadów. Pod drewnianymi daszkami są tu pęczki słomy, trzciny i drobnych gałązek, a także dachówki oraz nawiercone pnie. Z obserwacji pana Marka wynika, że zasiedlanie ich przez owady w dużej mierze zależy od bliskości wody. Takie same materiały umieszczone dalej od zbiornika pozostawały puste.

Jednak największą miłością gospodarza są papugi. W ogrodzie są dla nich przeznaczone trzy woliery. Pana Marka można często spotkać w ich sąsiedztwie, wsłuchującego się w ich przekrzykiwania. Na placyku przy wolierach pan Marek może chwilę odpocząć, siedząc przy niezwykłym stoliku, zrobionym z wydrążonego pnia. Wydrążenie ma delikatny spadek w kierunku tylnej części i jest wyłożone folią. Dzięki temu nadmiar wody może spływać za tak przygotowaną donicę. Całość została jeszcze ozdobiona kamieniami i żwirem. Blat jest szklany.
 
Spod woliery ścieżka wiedzie do niewielkiej, drewnianej platformy umieszczonej na wysokości trzech metrów, stąd widać staw oraz cały ogród jak na dłoni. Tutaj jest niewielką kaskada - woda wypływa tu z połówki drewnianego wydrążonego pnia. Lustro wody w stawie prawie w całości pokryte jest liśćmi lilii wodnych i osoki aloesowatej. Świerki, modrzewie i krzewy leszczyny tworzą zwartą ścianę wokół zbiornika. Inna zielona kępą z dużych architektonicznych to rodgersje, a obok – tarczownice. Pan Marek zastosował tu ciekawy zabieg. Przed posadzeniem tej wyjątkowo żarłocznej i potrzebującej dużo wody rośliny, położył warstwę włókniny drogowej. Te gruby materiał, przypominający nieco kocyk, szybko się zamula i zawsze utrzymuje warstwę wody przy korzeniach. Ważne jest również sąsiedztwo dużych drzew, które chronią to miejsce przed nadmiernym nasłonecznieniem, a w ich cieniu utrzymuje się odpowiednia wilgotność powietrza. Tarczownica ma ciekawe kwiaty. Pojawiają się one w kwietniu, jeszcze przed rozwojem liści i wyglądają bardzo egzotycznie.

Przez ostatnie lata ogród bardzo się zmienił. Wiele roślin zaczęło słabiej rosnąć, bo drzewa dają coraz więcej cienia. Pan Marek zamienia je stopniowo na takie, które lepiej czują się w coraz bardziej zarośniętym ogrodzie. Zmniejsza się też powierzchnia trawnika. Powstała na przykład skalniakowa kompozycja: pan Marek pionowo poustawiał płyty piaskowcowe, pomiędzy nimi posadził rośliny.
 
Po spacerze przyszła pora na odpoczynek w altanie z ogrodem na dachu. To prawdziwe serce ogrodu, niejako symbol tego założenia. Największe wrażenie robi tu strumień, który płynie przez porośniętą rozchodnikami i winobluszczem połać dachu, a następnie jako kaskada wpada do stawu. Na fragmencie woda przepływa przez szklaną rynnę, dzięki czemu widać jej ruch z wnętrza altany. Poziom stawu jest wyższy niż podłogi we wnętrzu, dzięki czemu można obserwować toczące się w wodzie życie z bliska. Niezwykłe jest również wykończenie środka. Można tu przysiąść na wygodnych ławach, poczęstować się daniami z dużej kuchni z okapem i podziwiać kolekcję starych, przedmiotów i narzędzi gospodarskich zawieszonych na ścianach. Przed czterema latami otoczenie altany i stawu stanowił kamienny murek porośnięty floksami i dębikiem ośmiopłatkowym. Rozrosła się tu niesamowicie irga, która już zajęła kilka metrów i rośnie nadal. Może ona być świetną alternatywą dla trawnika – co więcej, nie ma za dużych wymagań.
 
Będąc w słonecznej części ogrodu warto wspomnieć o jeszcze jednej niezwykłej budowli – to domek ogrodnika, czyli po prostu składzik. Ma on jednak piękną formę ceglanej budowli z potężnymi drewnianymi wrotami. Przed nim stoją metalowe konewki i narzędzie do pracy.
 
Pośród ich ciemnej zieleni w pobliżu domku ogrodnika jaskrawą plamę tworzy świerk kłujący odmiany ‘Białobok’. Jego charakterystyczną cechą są jasne, młode przyrosty w barwie kremowożółtej. Silnie kontrastują one ze starszymi, srebrzystoniebieskimi igłami. Jasne końcówki pędów po kilku tygodniach bledną, przybierając barwę niebieskawą. Ta powoli rosnąca polska odmiana, została znaleziona w latach 30tych zeszłego wieku w Lublinie, przez Jana Białoboka i wprowadzona do uprawy przez arboretum w Kórniku. Wymaga stanowisk słonecznych, gdyż nie toleruje zacienienia. Szyszek nie zawiązuje.

Na koniec odcinka pan Marek przygotował też mały konkurs: jakie dwie rośliny pokazał nam jako swoje rarytasy? Nagrodą są siewki sosny armanda, która zawiązuje piękne, duże szyszki. Odpowiedzi należy przesyłać na adres: marek.kowalew@gmail.com
A oto roślinne zagadki: