Kobiecy ogród pełen kwiatów (odc. 614)
dodano: 30.10.2016
Tym razem odwiedzamy ogród w Jasienicy, gdzie gospodaruje pani Krystyna. Całość skomponowała tworząc pasy zieleni – pełnią one funkcję parawanów, osłaniających taras od wiatru. Stworzyła prawdziwie kobiecy, pełen kwiatów ogród z szerokimi, bujnymi rabatami
Kobiecy ogród pełen kwiatów (odc. 614)
Ogród pani Krystyny Kochanowskiej odwiedziliśmy kilkakrotnie i za każdym razem z przyjemnością przyglądaliśmy się bujnym rabatom, wypełnionym kwiatami i kipiącymi zielenią. Właścicielka gospodaruje na tym terenie sama i praca, którą wykonuje jest imponująca. Ogród jest duży, liczy sobie bowiem 3300 mkw. Gleba – choć żyzna – nie jest łatwa w uprawie. Działka leży na niewielkim stoku, przez co spływająca podczas deszczu woda stagnuje w niżej położonych miejscach i zagłębieniach. Dodatkowo spore kłopoty powodują tu silne wiatry, bo Jasienica, gdzie gościmy, to miejscowość położona w malowniczej okolicy Beskidu Śląskiego, niedaleko Bielska-Białej. Panuje tu więc nieco surowszy klimat.
 
Całość ma nietypowy układ – rabaty są bowiem skomponowane jako poprzeczne pasy, przecinające ogród. Właścicielce chodziło o to, by nie było widać całego ogrodu od razu, tylko by powstały osobne pokoje, jak w domu. Była też druga – praktyczna przyczyna: te poprzeczne rabaty to parawany osłaniające taras od wiatru.
 
Pasy rabat i zadrzewień mają układ warstwicowy, co w terenie górzystym, na stokach spełnia ważną rolę. Przede wszystkim zmniejszają spływ powierzchniowy wody, zwiększając jednocześnie retencję i zapobiegając zalewaniu terenów znajdujących się poniżej.
 
A jak wygląda cały ogród? Dom posadowiony jest w węższej części długiej działki. Z boku domu umiejscowiono niewielki taras osłonięty od ulicy pergolą. Właściwy ogród znajduje się za domem. Tu położony jest główny taras, a za nim rozciągają się kolejne pasy rabat. Na końcu działki jest już więcej otwartej przestrzeni, znalazło się miejsce na kompostownik, szpaler brzóz i tajemniczą rabatę u stóp jarzębiny. Pani Krystyna ma też niewielki domek ogrodnika oraz małe oczko wodne.
 
Gdy mija się budynek i wchodzi do ogrodu, przechodząc pod sporą pergolą, największe wrażenie robi ciągnąca się wzdłuż ogrodzenia szeroka rabata bylinowa. W bogactwie rosnących tu roślin, w pierwszej chwili w oczy rzuciły nam się dorodne rozwary (rozwar wielkokwiatowy; Platycodon grandiflorus), które z jakiegoś powodu są tu znacznie wyższe, niż planuje pani Krystyna. Z rozwaru warto usuwać przekwitające kwiaty, co pobudza roślinę do dalszego kwitnienia. Rozwar z powodu balonikowatych pąków, po angielsku nazywany jest Baloon Flower. Cała roślina jest jadalna, włącznie z korzeniami, używanymi w kuchni azjatyckiej, a jej kwiaty są chrupie i słodkie w smaku.
 
Warto jednak przyjrzeć się całej rabacie, na której dojrzeliśmy rozwary. Jest ona długa, szeroka – może nawet przypominać nieco rabaty angielskie, jednak nie jest ona aż tak gęsta. W angielskich rabatach charakterystyczne są też powtórzenia i sadzenie roślin w grupach, a pani Krystyna ma inny pomysł. Sadzi rośliny pojedynczo, bo rabata ma swoje inne oblicze wczesną wiosną. Są tu np. przebiśniegi… a na nich pani Krystyna nic już nie sadzi. Zostają więc puste miejsca, a rośliny rosną pojedynczo. Taki sposób komponowania rabaty jest bliższy naturze, bo przecież występujące tam rośliny dowolnie się mieszają i nie rosną w jednogatunkowych grupach. Efekt jest więc swobodny i na dodatek stale coś tu kwitnie. Po liliowcach i liliach, kwitną jeszcze floksy, pysznogłówka czy egzotycznie wyglądająca krokosmia (krokosmia ogrodowa, montbrecja, cynobrówka, Crocosmia crocosmiiflora), która niestety nie zimuje w gruncie. Powoli wyłaniają się kwiaty rozchodników i rudbekie.
Na tej rabacie, tłem dla bylin są pojedyncze wysokie akcenty złotych żywotników.
 
Niezwykle efektownie wygląda też sąsiednia rabata, na której pani Krystyna zgromadziła wyższe rośliny. Tu widać np. dorodną nawłoć kanadyjską – gatunek niezwykle inwazyjny, który zdominował wiele naszych łąk, ale jednocześnie – bardzo miododajny. Warto zadbać, by taka nawołoć rosnąca w ogrodzie się nie rozsiewała: trzeba przyciąć ją jak tylko przekwitnie – wtedy nie zdąży się rozsiać, a będzie pożytkiem dla pszczół. Dalej, obok jeżówek i dzielżanu rośnie ogromny sadziec konopiasty (Eupatorium cannabium), który bardzo lubi wilgotne miejsca. Podobnie jak wiele innych roślin w tym ogrodzie, sadziec przyciąga do siebie rzesze motyli i innych owadów. Obok na tej rabacie dojrzeliśmy też białą odętkę wirgnijską, a niższe piętro tworzą kocimiętka, przewieszające się liście liliowców. Dojrzeliśmy też ciekawą bylinę o kolorowych liściach: hutujnię sercolistną ‘Chameleon’(Houttuynia mordata). Lubi ona wilgotne miejsca i nieźle zadarnia podłoże dzięki podziemnym rozłogom. Niestety, czasem podmarza – zwłaszcza młode rośliny.
 
Spacerując po ogrodzie pani Krystyny, szybko zauważyliśmy, że ma kilka ulubionych grup roślin. Jedną z nich są funkie, czyli hosty. Przygoda zaczęła się od dzielenia rosnących już w ogrodzie gatunków, potem pani Krystyna zainteresowała się nimi bardziej, szukała nowych odmian, sporo o nich czytała. Teraz ma kolekcję i małych, i średnich, i bardzo dużych odmian. Rosną – chyba jako jedyny gatunek w tym ogrodzie – właściwie bez żadnej pomocy ze strony gospodyni.
 
Przy hostach dojrzeliśmy jeszcze ciekawą ściółkę: powstała ona przypadkiem, podczas strzyżenia żywotnikowego żywopłotu. Obcięte gałązki zostały na rabacie, tworząc zieloną, pachnącą poduchę. Ocieniają nieco glebę, trzymają wilgoć, utrudniają wzrost chwastów i ładnie wyglądają.
 
Efektowną ścianę zieleni pani Krystyna ma na elewacji swojego domu. Niemal w całości pokrywa ją okazały winobluszcz trójklapowy ‘Veitchii’ (Parthenocissis tricuspidata). Warto wiedzieć, że ten gatunek ma przylgi, dzięki którym sam przyczepia się do murów i ścian, nie potrzebuje podpory. Pnącze wspinające się po elewacji to same zalety i wbrew pozorom wcale nie uszkadza tynku czy ściany. Jedyne zagrożenie to fakt, że może zarosnąć i zablokować rynnę lub nawet zerwać ją swoim ciężarem. Teraz ściany się nie nagrzewają za mocno latem, nie przemakają, bo woda spływa po liściach, trzeba tylko pnącze przyciąć przed zimą, by sople nie zawadzały o szybę. Spora część tej zielonej ściany powstała z siewek – sadzonek, które samy wysiały się pomiędzy płytkami przy domu. Mają nieco inne liście, ale również się przyczepiają do muru.
 
Latem do niepozornych kwiatków przylatują roje pszczół. Tutaj uwijają się na nich razem z osami. Owady walcząc o przetrwanie nie zwracają na siebie uwagi. Powodem takiego zachowania jest trwająca od długiego czasu susza. Ale to nie jedyni zwierzęcy goście w tym ogrodzie. Razem z panią Krystyną, urzędują tu też jej koty – między innymi piękny kot norweski leśny. Aby koty nie zrobiły krzywdy ptakom, poidełka stoją tu na dość wysokich ceglanych kolumnach. Oprócz licznych poidełek rozmieszczonych w ogrodzie, zwierzęta mają tu też do dyspozycji niewielkie oczko wodne, które gospodyni zaplanowała niedaleko tarasu, na placyku obok domku ogrodnika. Otoczone jest kamieniami i całkiem zasłonięte liśćmi lilii wodnych. Tu, oprócz poidełek, jest też kilka rzeźb, a do odpoczynku zachęca ławeczka ustawiona w cieniu czerwonolistnego klonu.
 
W ogrodzie są też karmników dla ptaków. Stoją na metalowych słupkach – również ze względu na koty, zwłaszcza z sąsiedztwa.
 
Gleba w ogrodzie nie jest zbyt przyjazna, bo jest ciężka i gliniasta. Teren jest podmokły, ale nierównomiernie, bo działka leży na stoku – jej górna część jest więc sucha, a okolice domu – najbardziej mokre. Takie podłoże ma też swoje plusy – jeśli nie panuje duża susza, to właściwie nie trzeba ogrodu podlewać. Jednak gdy susza nastanie, gleba staje się bardzo twarda, kamienista. Wymaga więc sporo pielęgnacji, jednak jest żyzna.
 
Aby zapobiegać nadmiernemu przesychaniu, pani Krystyna ściółkuje rabaty korą – ten rodzaj ściółki jest dla niej najłatwiej dostępny, a dzięki temu ziemia nie pęka tam mocno, jak wtedy, gdy jest wystawiona bezpośrednio na słońce. Dodatkowo pani Krystyna wykorzystuje też ziemię kompostową – ma jej sporo, bo zielonej masy z ogrodu jest dużo. Długi, wąski kompostownik znajduje się na końcu ogrodu i zasłonięty pnącymi się po płotku pędami ogórków, które korzystają z tego bardzo żyznego podłoża.
 
W tej trudnej glebie, jak się okazało, niektóre rośliny nie chciały rosnąć – na przykład tulipany. Pani Krystyna znalazła na nie sposób: sadzi je więc najpierw do dość płaskich, szerokich donic w dobrej ziemi i dopiero tę donicę umieszcza w glebie. Dzięki temu nie stoją w wodzie.
 
O swoim ogrodzie pani Krystyna mówi, że jest bardzo kobiecy, z miękkimi liniami, przyjazny – wybrała materiały, z którymi łatwo jej się pracuje. Kocha wszystkie rośliny, ale najbardziej lubi te o białych kwiatach. Dla nich wygospodarowała osobną rabatę. Tu znaleźć można i białe hortensje, i hibiskusy, białe odmiany rozchodnika, liatry, są jeżówki i nawet monarda. Całość uzupełniają kępy ozdobnych traw. My także przyczyniliśmy się do rozbudowy tej rabaty, bo do pani Krystyny przyjechaliśmy z nowymi roślinami. Spośród nich pani Krystyna wybrała między innymi kolejne trawy – na przykład odmianę miskanta chińskiego o liściach w białe paski.
 
Trawy szybko znalazły dla siebie miejsce, a pozostałe przywiezione rośliny powędrowały na sam koniec ogrodu, gdzie na kolejnej rabacie było znacznie więcej wolnego miejsca. Na tył rabaty powędrowały najwyższe rośliny – między innymi pennisetum o bardzo ciemnych bordowych liściach. Na front rabaty pasowały piękne jeżówki – rosną tu dobrze, ponieważ lubią żyzną glebę, stanowiska i niezbyt suche słoneczne. Znalazło się też miejsce na bylinowy hibiskus Summerific ‘Midnight Marvel’ o czerwonych kwiatach, bordowych pędach oraz liściach. Roślina ta może dorosnąć do ponad metra wysokości i ma piękne, ogromne kwiaty.
 
Potem ruszyłyśmy ponownie w stronę domu, przy okazji przyglądając się wspomnianym na początku roślinnym parawanom, czyli szpalerom krzewów i drzew. Z najwyższych gatunków pani Krystyna wykorzystała na przykład świerk, cyprysik nutkajski czy jodłę. Niższe piętro to na przykład wiąz odmiany ‘Wredei’, duży perukowiec czy bordowolistna śliwa. Kolejny parawan tworzy rząd drzewek owocowych. Gdy odwiedziliśmy ogród, dojrzewały już jabłka, niezwykle obrodziły śliwki, pod których ciężarem nie wytrzymywały gałęzie.
 
Pani Krystyna ma przy tych drzewkach sporo pracy. Cięcia pielęgnacyjne przeprowadza pod koniec zimy, a śliwy prześwietla średnio co cztery lata. Zdarzają się też sytuacje awaryjne, kiedy nadłamaną podczas wichury gałąź trzeba natychmiast usunąć. W przeciwnym przypadku, łamiący się konar mógłby zedrzeć korę z pnia.
 
Kilka szpalerów stworzonych jest z żywotników i widać, że każda roślina jest nieco inna. Dlaczego? Bo pani Krystyna ich nie kupuje, tylko wykopuje z rabat małe siewki, przesadza je i wykorzystuje potem na kolejny parawan. Niezwykle ciekawa jest też przesłona położona przy samym tarasie, stanowiąca niejako jego ścianę. Po solidnej, drewnianej konstrukcji wspinają się hortensje pnące (Hydrangea anomala subsp. petiolaris). Zazwyczaj gatunek ten sadzony jest przy pniach drzew, ale na tej ażurowej podporze wygląda bardzo efektownie.
 
Drugą ulubioną grupą roślin pani Krystyny to liliowce. Gospodyni wiele z nich zamawia wysyłkowo, na razie jednak nie udało jej się znaleźć czysto białej odmiany: póki co są tylko odmiany kremowe. Liliowce to wdzięczna grupa roślin – nie są zbyt wymagające, dostępne są liczne, różnorodne odmiany: od karłowych po wysokie, o najróżniejszych barwach, ciekawych kształtach płatków. Lubią słońce, ale będą też kwitły w półcieniu i są długowieczne. A najlepsze miejsce, by podziwiać liliowce, to Arboretum w Wojsławicach, gdzie znajduje się ich kolekcja narodowa.
(Polecamy bardzo ciekawy materiał o liliowcach, który powstał właśnie w Wojsławicach: WSZYSTKO O LILIOWCACH.)
 
Z boku domu, przy bocznym placyku wypoczynkowym, ustawiono kolejną ażurową pergolę. Oddziela ona widok na taras od ulicy, a funkcję zasłony pełni milin amerykański (Campsis radicans). Co roku jest on cięty równo z pergolą, ale jest już tak duży, że bez niego pergola pewnie by się już przewróciła. Milin to efektowne, silne pnącze, które może szybko porosnąć pergolę i dać piękny efekt. Warto jednak pamiętać, że pędy słabo się wiją i trzeba je podwiązywać lub samemu przeplatać na podporach. Rośliny co prawda wytwarzają czepne korzonki przybyszowe, lecz na gładkich i nie chłonących wody podłożach nie są w stanie się utrzymać. Młode rośliny potrafią przemarzać, ale w ciepłym miejscu dobrze sobie radzą – nawet na słabszej glebie.
 
Zapytaliśmy jeszcze o obrzeża rabat, które otaczają właściwie wszystkie nasadzenia – powstały one ze względów praktycznych – bez nich rabaty niezwykle szybko się zachwaszczały. I choć pani Krystyna nie jest w pełni zadowolona z takich obrzeży i wolałaby na przykład betonowe paliki, to taki materiał ma jedną ogromną zaletę: obrzeże łatwo przesunąć. To nie bez znaczenia, bo tu gospodyni nierzadko decyduje się na powiększanie rabat.
 
W końcu przyszła pora, by wyjaśnić tajemnicę pustej rabaty na końcu ogrodu. Otóż ona nie jest pusta, a w uśpieniu. Tam czeka na koniec lata aż 500 sztuk zimowitów jesiennych (Colchicum atumnale). Zimowity są dość ciężkie do zagospodarowania w ogrodzie, bo na wiosnę pojawiają się ich bardzo duże liście. Czasem trzeba je nawet podwiązywać, zagłuszają inne rośliny. Bez tego jednak nie będą pięknie kwitły. Aby zobaczyć rabatę zimowitów specjalnie zajrzeliśmy do pani Krystyny we wrześniu. Rośliny te tworzy wyspę wokół samotnego drzewa: jarząbu pospolitego zwanego jarzębiną. Pani Krystyna posadziła ją, ponieważ według celtyckiego horoskopu jest to drzewo przypisane jej dacie urodzenia. Dlatego też zaczęła nawet zbierać jarzębiny: ma już młodziutkie jeszcze okazy o owocach różowych oraz białych i żółtych, a także – jarzębinę zwisłą ‘Pendula’ (Sorbus aucuparia).
 
Przy okazji podziwiania dojrzewających owoców jarzębiny, zwróciliśmy jeszcze uwagę na ogromny okaz kaliny koralowej (Viburnum opulus). Jej owoce są chętnie zjadane przez między innymi drozdy i rudziki, przyczyniające się do rozsiewania gatunku. My przepłoszyliśmy z kalinowej stołówki dorodnego paszkota.
 
Na koniec naszego spaceru dostrzegliśmy jeszcze ciekawie poprowadzoną hortensję bukietową. Pani Krystyna sama zaplotła w warkocz trzy sąsiadujące pędy i podparła konstrukcję palikiem. Po kilku latach uzyskała krzew o pokoju małego drzewka z niezwykle oryginalnym pniem.