W ogrodzie przyjaźni (odc. 616)
dodano: 13.11.2016
Oto ogród, który jest zarówno piękną kolekcją roślin, jak i miejscem niezwykłych ogrodowych spotkań.
W ogrodzie przyjaźni (odc. 616)
Celem naszej ogrodniczej wyprawy jest Będzin, historyczna stolica Zagłębia Dąbrowskiego. Po raz pierwszy odwiedziliśmy to miasto dwa lata temu, gdzie podziwialiśmy Narodową Kolekcję Żurawek Gabrieli Sąkol. To niezwykłe miejsce prezentowaliśmy w odcinku 528. W czasie tamtej wizyty dowiedzieliśmy się o nieoficjalnym klubie ogrodniczek z Będzina i już wtedy otrzymaliśmy trop do ogrodu pani Marii Kulesy.Osoby, które odwiedzają ogród prz yjaźnią się ze sobą i łączy je miłość do roślin. Dla takich ludzi ogród stoi otworem. Pani Dorota Milewska, przyjaciółka właścicielki, pomaga jej w wielu pracach i jest, jak twierdzi sama gospodyni, dobrym duchem ogrodu.
 
Pani Maria jest kolekcjonerką roślin. W swoim ogrodzie zgromadziła tysiące rzadkich gatunków i ich odmian, a pani Dorota pomaga je usystematyzować. Nie jest to łatwym zadaniem ponieważ wszystkie okazy skomponowane są w taki sposób, aby wyglądały jak najbardziej naturalnie. Tworzą zwarte grupy, jakby rosły na naturalnym stanowisku. Ogrodniczkama do tego dobrą rękę. Jej dzieło podziwialiśmy po raz pierwszy w maju, kiedy na rabatach królowały jeszcze tulipany i irysy. Następnie odwiedzaliśmy ogród w czerwcu i we wrześniu.
 
Powierzchnia całej działki wynosi 1400 m kw, a sam ogród ma około 1000 m. Podzielony jest na dwie części. Zachodnią, od strony ulicy, z kolekcjami niskich roślin rabatowych i skalnych, oraz część wschodnią, utrzymaną w naturalnym klimacie z altaną, oczkiem wodnym i skrawkiem trawnika. Od strony północnej i wschodniej ogród przytulony jest do enklaw gęstych zadrzewień, przez co ma przytulny i bogaty przyrodniczo charakter.
 
Kiedyś to miejsce wyglądało całkiem inaczej – były tu grządki warzywne. Ale tuż obok była stacja benzynowa i właścicielka uznała, że nie jest to dobre miejsce dla warzyw; przekształciła więc ogród użytkowy w ozdobny. Z perspektywy czasu wie, że to była słuszna decyzja. Przed kilkunastu laty grządki stopniowo zamieniały się w rabaty, wykopano nieckę pod oczko wodne, posadzono też pierwsze drzewa ozdobne. W tej części ogrodu najstarszy jest tulipanowiec. Ten wspaniały okaz ma prawie siedemnaście lat i obficie kwitnie. Wiekiem nie ustępuje mu purpurowa odmiana klonu palmowego. Natomiast nad ogrodem szeroko rozpościera koronę piętnastoletnia czereśnia. Daje ona cień, schronienie i owoce dla ptaków, których jest tu sporo.
 
Kiedy weszliśmy wiosną do ogrodu, na środku trawnika przywitał nas gołąb grzywacz. Najwyraźniej był przyzwyczajony do obecności człowieka, ponieważ tylko trochę zaskoczony naszą obecnością, niezbyt śpiesznie oddalił się w kierunku oczka wodnego. Zaś nad wodą jedne z najmniejszych ważek - łątki dzieweczki składały jaja na podwodnych częściach roślin. W toni oczka mogliśmy zobaczyć jeszcze kijanki żab i ropuch. Nie pokazały się tylko traszki, które ponoć występują w tym jeziorku.
 
Pani Maria urządza ogród w zgodzie z naturą, przy czym największy przełom w jego tworzeniu miał miejsce po poważnej chorobie – udarze. Rehabilitantka podpowiedziała, że najlepszą rehabilitacją będzie praca w ogrodzie. Pani Maria na nowo uczyła się wszystkiego, mówiła do roślin, zmuszała ręce, by zaciskały się na sekatorze. Z czasem wróciła do pełnej sprawności. Ucząc się między innymi coraz to nowych łacińskich nazw roślin, pani Maria trenuje pamięć. Stymuluje tym samym mózg do bardziej wytężonej pracy.
 
Ogród nie powstawał nakładem wielkich kosztów, ale w jego urządzenie właściciele włożyli ogrom pracy i pasji. W ogrodzie czujemy się swojsko. Jego osnowę tworzą niezawodne gatunki. Bez czarny znakomicie prezentuje się w towarzystwie krzewuszek. Góruje nad mniejszymi krzewami, a zapach jego kwiatów rozchodzi się po wszystkich zakątkach. Pachną również lilaki, których grupy wydzielają ogrodowe pokoje. Piękny jest też berberys, który w tym ogrodzie osiągnął chyba maksimum wzrostu. Jego miododajne liczne kwiaty również silnie pachną, wabiąc pożyteczne owady. Dojrzeliśmy tu też wieczornik damski (Hesperis matronalis). Ma fioletowe lub białe kwiaty i przepięknie pachnie pod wieczór. Łacińska nazwa wieczornika - Hesperis – nawiązuje do Hesperyd. W mitologii greckiej to nimfy zachodzącego słońca, strażniczki jabłoni o złotych jabłkach. Dlatego nieprzypadkowo wieczorniki u pani Marii rosną tuż obok jabłoni, której owoce dojrzewając stają się prawie złote i bardzo długo w zimie pozostają na pędach.
 
Spacerując po ogrodzie podziwiamy inne kompozycje. Uwagę zwraca powtarzalność kolorów. Mocną purpurową plamę na tle zieleni tworzy klon palmowy. Idealnie harmonizują z nim kielichowiec wonny (Calycanthus floridus) oraz kwitnące w tym samym czasie purpurowe piwonie i tulipany. Jest też bodziszek żałobny ‘Sambor‘ (Geranium phaeum) o ciemnych kwiatach i podobnie zabarwionych liściach. W tym towarzystwie dobrze prezentują się też kępy chabrów górskich (Centaurea montana), które w lekko wilgotnym podłożu i półcieniu czują się znakomicie.
 
Blisko oczka wodnego ciekawym elementem jest rozeta biało obrzeżonych funkii wokół pni klonu Ginnala. Kompozycji tej towarzyszą fiołki oraz rzadko spotykana złotolistna odmiana serduszki okazałej, dająca dobre efekty kolorystyczne na tle ciemniejszej zieleni. Tutaj wręcz naturalnie prezentuje się w towarzystwie kokoryczki wielokwiatowej. Natomiast dość egzotycznie wygląda pierwiosnek ‘Francesca‘ (Primula x polyantha) o karbowanych i prawie zielonych kwiatach. Jest mrozoodporną byliną, lubiącą stanowiska półcieniste i gleby próchniczne. Kwitnie od maja do początku lata.
 
W ogrodzie znajdujemy też oryginalne i praktyczne pomysły. Sympatycznie prezentują się tablice z nazwami poszczególnych grup roślin, a od samego progu zapraszają gości inspirujące aranżacje. Jest też kącik pana Stanisława – męża pani Marii. Ciekawie zaaranżował on brzydką ścianę, na której są teraz lustra, okna i porasta ją bluszcz.
 
Wnętrza ogrodowe zdobią również rzeźby. Pośród nich jest też sporo elementów z ceramiki. Większość z nich to domki dla pożytecznych owadów. Doniczki zawieszone na drzewach do góry dnem i wypełnione słomą lub wiórami drewna to zimowe kwatery dla skorków, potocznie nazywanych szczypawkami. Odżywiają się one drobnymi owadami, takimi jak mszyce. W ogrodzie jest też sporo starych ceglanych pustaków, w ich zakamarkach znajdują schronienie drobne zwierzęta, na przykład płazy. Domki mają efektowne elewacje, które zwykły ceglany gruz zamieniają w arcydzieło.
 
Autorką pomysłów jest Małgorzata Wosik, przyjaciółka pani Marii, częsty gość i pomocnik w pracach ogrodowych. Mieliśmy okazję ją zobaczyć w akcji podpierania roślin. Niebieska kokorycz pogięta pokładała się pod ciężarem kwiatów. Aby je wyeksponować, pani Małgosia podpiera je na stelażach z leszczyny. Takie rozwiązanie jest dyskretne i bardzo pożądane w ogrodach o charakterze naturalnym.
 
Ogród w którym się znaleźliśmy, emanuje przyjazną aurą. Pani Maria tłumaczy to krótko – zrozumiała ludzi niepełnosprawnych. Uważa, że są oni często traktowani inaczej niż pełnosprawni. A u niej w ogrodzie pojawia się grupa Ośrodka Terapii Zajęciowej a jej członkowie poznają i cieszą się roślinami. Kontakty między ludźmi są tutaj na najwyższym poziomie. Przekonaliśmy się o tym podczas naszej wizyty we wrześniu, kiedy do ogrodu jak co roku przybyła grupa z warsztatów ogrodniczych terapii zajęciowej. Na co dzień odbywają się one w ogrodzie przy Stowarzyszeniu „Bądź z nami“ w Będzinie. O ich ogrodzie mówimy więcej w naszej Akademii Ogrodnika. Opiekunem młodych ludzi jest Aleksandra Walkowicz, terapeutka pracowni przyrodniczo-ogrodniczej, przyjaciółka pani Marii.
Miejscem spotkań i ogrodowych biesiad jest często altana. Tutaj pod dachem świetnie się wypoczywa i w tak przytulnych warunkach również pracuje, dzierga – między innymi kwiaty. Od zeszłego roku pani Maria pracuje nad dziełem, do którego wykonania zużyje ponad siedemdziesiąt motków muliny – szykuje obraz Irysy.
 
Altana powstała z drewna odzyskanego z palet i stoi od 5 lat. Palety najczęściej wykonuje się z najtańszego drewna topolowego. Chociaż jest ono miękkie i niezbyt trwałe pod względem mechanicznym, warto wiedzieć, że w przewiewnych miejscach jest odporne na zmienne warunki atmosferyczne. Dlatego dobrze sprawdza się na zewnątrz.
 
U pani Marii roślin się nie wyrzuca i mogą się rozsiewać. Kłopotliwe okazały się tylko niezapominajki, które tworzą gęsty kożuch z korzeni. Przyczyniły się między innymi do wyginięcia lilii. Trudno byłoby sobie jednak wyobrazić bez nich ogród. Bardzo naturalnie prezentują się pomiędzy roślinami z rodziny jaskrowatych, takimi jak kaczeńce, pełniki czy jaskry.
 
Dla pani Marii świętością jest każda pojawiająca się w ogrodzie siewka. Zawsze bacznie im się przygląda, ponieważ mogą to być nowe odmiany krzyżujących się w ogrodzie kwiatów. Czasem znajduje nowe gatunki. Kiedy przywozi rośliny ze szkółki, z pojemnika nie wyrywa przypadkowo wysianych roślin, ponieważ zdarzają się rarytasy. W taki oto sposób w ogrodzie pojawił się wiązowiec południowy (Celtis australis); na razie ma pokrój krzewu, ale w naturze jest to drzewo, dorastające do 20m wysokości. Gatunek ten jest wrażliwy na mrozy, zwłaszcza w młodocianym wieku. Zwykle przemarzają młode pędy. Jego polska nazwa odnosi się do wiązu, ponieważ oba gatunki mają podobnie asymetryczne liście. Inna ciekawa roślina rosnąca obok to powojnik tangucki oraz wysoki aster krzaczasty ‘Golden Sunshine’, kwitnący na żółto.
 
Chociaż wiedzieliśmy, że kolekcja roślin w tym ogrodzie jest przebogata, przywieźliśmy ze sobą jeszcze kilka roślin, między innymi nowości z grupy traw, a także goryczki chińskie (Gentiana sino-ornata). Dla nich od razu znalazło się idealne stanowisko. To wyniesiona rabata - rodzaj muru skonstruowanego przez męża naszej gospodyni bez zaprawy, ze starych cegieł. Tu już rosła inna kwitnąca na niebiesko roślina. Była to mała zagadka, bo pani Maria kupiła roślinę, ale nie wiedziała, co to za gatunek. Wspólnie udało się nam ją rozpoznać. To lindernia, popularnie nazywana niebieską tojeścią. Jest uroczą rośliną okrywową. Rośnie w słońcu i lekkim cieniu. Lubi mieć mokro, ponieważ jej naturalnymi stanowiskami są mokradła południowo-wschodniej części Stanów Zjednoczonych. Podobnie jak tojeść rozesłana przystosowana jest też do warunków bardziej suchych. W podłożu zaprawionym gliną roślina powinna sobie dobrze poradzić.
 
Taki mur jest nie tylko znakomitym stanowiskiem dla roślin. Stworzono go także dla zwierząt. Pomiędzy luźno ułożonymi elementami schronienie znajdują jaszczurki, które lubią wygrzewać się też na kamieniach. Na tym funkcjonalnym skalniaku uwagę zwraca domek dla owadów. Przykrywa go spora kołderka z karmnika ościstego. Co ciekawe, nie jest ona zakorzeniona, trzeba go tylko trochę podlewać. Dopiero zimą powędruje na rabatę.
Tył domku, przestrzenie w cegle dziurawce, są wypełnione pustymi łodygami miskantów, w których murarki latem złożyły jaja. Kiedy ociepli się na wiosnę, dzikie pszczoły wylęgając się opuszczą zimowe kwatery i znowu ogród ożyje rewią kolorów. Najbardziej widoczne jest to w jego frontowej części z kolekcjami najwcześniej kwitnących roślin górskich. Do tego zakątka prowadzi wejście żartobliwie nazywane czarną dziurą, bo kiedy pani Maria tam wchodzi, znika na bardzo długo.