Ogród na hałdzie węgla (odc. 617)
dodano: 20.11.2016
W graniczącym z terenami kopalni kompleksie ROD, pan Gabriel spędza cały ogrodniczy sezon. Wychodzi jednak poza obszar niewielkiej działki i swoją niespożytą energię poświęca na ekologiczne działania. Obsadza około 2-hektarową hałdę – zwałowisko skał, miału i odpadów z huty i koksowni. Efekty jego pracy są imponujące.
Ogród na hałdzie węgla (odc. 617)
Zabieramy dzisiaj Państwa na Górny Śląsk - do krainy węgla, ale przede wszystkim kwitnących ogrodów i bujnej zieleni. W kompleksie Rodzinnych Ogrodów Działkowych w Rudzie Śląskiej, graniczącym z terenami kopalni, pan Gabriel Mameła, emerytowany górnik, spędza cały ogrodniczy sezon. Od kilkunastu lat wychodzi poza obszar niewielkiej działki i swoją niespożytą energię poświęca na ekologiczne działania. 
 
Minęło już szesnaście lat odkąd pan Gabriel rozpoczął zalesianie około 2-hektarowej hałdy – zwałowiska skał i miału pochodzących z kopalni węgla, oraz odpadów z huty i koksowni. Intuicyjnie dobierał gatunki, sadził drzewa i krzewy, nie wiedząc, które z nich przetrwają w tak niesprzyjającym środowisku. Od zawsze był jednak związany z lasem, bo wychował się w Górach Świętokrzyskich, dzieciństwo spędzał na łąkach i drzewach. Dlatego, gdy przyjechał na Śląsk i zobaczył gołe skały hałdy, postanowił, że założy tu las. Marzyło mu się miejsce, w którym będzie mógł się położyć i wdychać aromat ziół – teraz pachnie tu wspaniale macierzanka. Hałda jest dostępna dla wszystkich, przychodzą więc tu ludzie na spacery, nawet wycieczki z przedszkola.
 
Od pana Gabriela możemy wiele się nauczyć. To co u niego zdało egzamin, pozostawione bez opieki i podlewania, sprawdzi się na słabych glebach działek rekreacyjnych. Warto zapamiętać te gatunki. Z bylin, rośliną nie do zdarcia w bardzo słonecznych i suchych miejscach, okazała się rogownica kutnerowata (Cerastium tomentosum). Kwitnie długo, przez kilka tygodni, a potem jej ozdobą są srebrne liście. Naturalnie rośnie w górskich partiach Włoch i Sycylii, ale mimo swojego południowego pochodzenia wytrzymuje największe mrozy.
 
Teren hałdy jest nie tylko jałowy i wypalony przez słońce, ale wyjątkowo omijają go deszcze. Dlatego pan Gabriel musiał wszystkie sadzone przez siebie świerki i sosny podlewać własnoręcznie – a roślin było naprawdę dużo.
 
Osiągnięcia pana Gabriela wydały nam się tak ciekawe, że zaprosiliśmy na hałdę profesora Stanisław Gawrońskiego z Zakładu Przyrodniczych Podstaw Ogrodnictwa na SGGW, który od 20 lat prowadzi badania nad metodami oczyszczania powietrza, gleby i wody przy użyciu roślin. Ciągle nie doceniamy ich ogromnej roli we współczesnych aglomeracjach. W tej okolicy, hałas i ogromne zapylenie z pracującej kopalni Bielszowice obniżają jakość życia mieszkańców i działkowiczów. Ruda Śląska to największe miasto górnicze w Europie. Funkcjonują tu cztery kopalnie, a węglawystarczy im ponoć jeszcze co najmniej na 100 lat.
 
Profesor przyznał, że z czasem teren tak pracowicie obsadzany przez pana Gabriela, zamieni się w spory las i będzie pełnił funkcję remediacyjną, czyli zacznie oczyszczać powietrze. Już teraz całkiem skutecznie roślinność wyłapuje zanieczyszczenia z powietrza, które osadzają się na liściach, źdźbłach… Deszcz zmywa ich część, trafiają one do gleby, a związki organiczne, bakterie i grzyby rozkładają je – znikają one z powietrza. A powierzchnia roślin jest dużo większa, niż powierzchnia ziemi na której rosną. Część zanieczyszczeń przykleja się do woskowej powierzchni blaszek i ulega rozkładowi jesienią wraz z opadającymi na glebę liśćmi.
 
Na hałdzie rośnie bardzo wiele gatunków. W jednym miejscu są na przykład topole, brzozy, rokitniki. Widać jednak, że rokitniki, choć posadzone, dobrze się tu czują, bo już się rozmnażają. W takim miejscu przydaje się ludzka ingerencja, bo pomaga zwiększyć bioróżnorodność. Pan Gabriel „trafił” też z jeszcze jedną rośliną – amorfą. Okazuje się, że z roślin motylkowych jest ona najbardziej odporna na zanieczyszczenia. Rośliny motylkowe tworzą na korzeniach brodawki, w których żyją bakterie mające zdolność wiązania wolnego azotu z powietrza. Amorfa, zwana indygowcem (Amorpha fruticosa), pięknie kwitnie i ma wiele innych cennych właściwości, ale o to zapytamy później pana Gabriela. Co ciekawe, obydwa krzewy – rokitnik i amorfa w naturalnych warunkach spotykane są w pobliżu strumieni i innych cieków wodnych. Mogą jednak rosnąć także na wydmach i hałdach ze względu na rozbudowane, długie korzenie, które docierają nawet do odległych źródeł wody.
 
Gdybyśmy układali listę roślin przeznaczonych do rekultywacji hałdy, z pewnością pojawiłaby się na niej róża pomarszczona (Rosa rugosa). Pan Gabriel też ją posadził. Jednak ze zdziwieniem zauważyliśmy słaby wzrost róży, brak kwiatów i cienkie, rachityczne pędy. Pan profesor postanowił pobrać kilka próbek gleby, żeby poddać je analizie i dowiedzieć się, jaki skład chemiczny ma to podłoże. My tymczasem zeszliśmy w dół hałdy. Chcieliśmy odwiedzić kolorową, kwitnącą działkę państwa Mamełów.
 
W dole hałdy, choć nadal bardzo blisko kopalni, warunki są już zupełnie inne. Jest normalna gleba, jest też spływająca ze skarpy woda. Tu kwitnie róża pomarszczona, są kaliny, jabłonie. Posadzono tu wiele rzędów żywopłotów, bo tłumią one hałas kopalni. Przechodząc przez bramkę porośniętą różami trafiamy do wypoczynkowego ogrodu, pełnego roślin ozdobnych. Główna alejka wiedzie do domku, towarzyszą jej po bokach róże, tuje i kolumnowe jałowce. Jest nawet miejsce na mały ogródek ziołowy o klasycznym kształcie.
 
Pan Gabriel ma zawsze w bagażniku wiadro i szpadel, bo ze swoich podróży przywozi nasiona, sadzonki. Liczne doniczki i inne pojemniki, które stoją na działce są początkiem dla przyszłych kwiatów, drzew i krzewów.
 
Wróćmy jednak do ogródka ziołowego, którego kształt warto podpatrzeć. To kwadrat o boku 3,5x 3,5 metra z czterema wyniesionymi rabatami, przedzielonymi wygodnymi ścieżkami. Pośrodku w kole rośnie strzyżona tuja. Na ziołowych rabatach dominantą są krzewy bukszpanu, pod nimi ścielą się wieloletnie gatunki o wonnych liściach jak lawenda, szałwia czy żółta odmiana lebiodki. Boki rabat pan Gabriel wymurował z cegły klinkierowej, zaś nawierzchnię pokrył kostką brukową.
 
Zdradzimy teraz, że u państwa Mamełów pojawiliśmy się też jesienią. Tym razem ozdobą ogrodu były czerwone owoce róży i dorodne jabłka, wypatrzyliśmy żółte omszone owoce pigwy, a z bylin fioletowe kwiaty astrów-marcinków.
 
Początki tego ogródka były dość zwyczajne – to spuścizna po rodzicach pani Anny. Starsze pokolenie postawiło na warzywa, choć mama pani Anny była specjalistkę od róż, ale państwo Mameła zdecydowało się na zmianę jej na wypoczynkową.
 
Pan Gabriel długo nie usiedzi na działce, zaprosił nas do oglądania swoich osiągnięć ogrodniczych na hałdzie. Pokazał nam pierwsze nasadzenia – rzędy drzew, które miały oddzielić działkę od kurzu. Jest też miejsce z zagłębionym kompostownikiem – tu trafiają zielone odpady z działek. Pan Gabriel składuje to wszystko 2 lata, oczywiście przerzucając kompost by go napowietrzyć. Na końcu gotowy kompost powędruje na hałdę. A obok znajduje się drugi kompostownik – na odpady iglaste. Ten kompost trafia pod rośliny iglaste.
 
W dołach materia organiczna zamienia się w tony kompostu. Pan Gabriel, skąd może, zbiera odpady, także od sąsiadów z działek. Sadząc rośliny na hałdzie, pod każdą najpierw wykopuje dołek i startowo zaprawia go żyznym podłożem. A kopanie nie jest łatwe, bo cała hałda to przecież kamienie. W ten sposób kopiąc dołek po dołku pan Gabriel posadził około 200 egzemplarzy indygowca, które wyhodował z nasion. A skąd wziął się tu indygowiec? Pan Gabriel wypatrzył go na wczasach w Bułgarii, gdzie roślina rosła na bardzo suchym, gorącym i ubogim podłożu: a jednak radziła sobie. Pan Gabriel przywiózł garść nasion i tak zaczęła się ich uprawa. Zauważył też, że indygowca uwielbiają pszczoły.
 
Kolega pana Gabriela ustawił w pobliżu hałdy kilkadziesiąt uli i to dla jego pszczół sadzone są te krzewy. Indygowiec, czyli amorfa krzewiasta uchodzi za królową pasiek, ale pachnące kwiaty są atrakcyjne także dla motyli. Roślinę po każdym kwitnieniu warto przycinać, wtedy ponownie zakwitnie. Ta arcyciekawa roślina ma wiele tajemnic. Jedną z nich są gruczołki żywiczne na liściach, widoczne w postaci dziurek, produkujące substancję odstraszającą szkodniki. Podobne gruczołki występują na pędach i owocach amorfy. Sama więc obecność tego krzewu w ogrodzie powinna chronić rosnące obok rośliny.
 
Na koniec jesiennego spaceru zeszliśmy ponownie pod hałdę. Tam pan Gabriel założył zespół zbiorników wodnych, które służą kilku celom. Kiedyś w tym miejscu był rów i sporo śmieci. Teraz to rezerwuar wody – gromadzi się ona po deszczu. Bez tej wody nie dałoby się utrzymać roślin na hałdzie, zwłaszcza zaraz po ich posadzeniu. A teraz z tej wody korzystają też okoliczne ptaki i zwierzęta.
 
Pracując kilkanaście lat przy rekultywacji hałdy pan Gabriel wykształcił się na niezłego ekologa. Poza tym zakonserwował się pracując tu od rana do nocy, dlatego mimo swoich 70 lat wygląda dużo młodziej. Widać, że przebywanie wśród roślin i na świeżym powietrzu poprawia kondycję i zdrowie. Podnosi też wrażliwość zmysłów. Na przykład częściej zachwycamy się kolorami i zapachami. Dla pana Gabriela zapachy są niezwykle ważne, szuka ich w roślinach i sadzi wiele gatunków pachnących. Są tu jaśminowce, a jednym z zapachowych odkryć na hałdzie okazała się topola z grupy balsamicznych (Populus balsamifera, syn. P. tacamahaca) która sama zasiała się na jej szczycie. Wczesną wiosną, kiedy pojawiają się jej pąki, a potem młode lepkie listki, piękny miodowy zapach roznosi się na kilka metrów. Drzewek tych przybywa, ponieważ system korzeniowy topól balsamicznych jest płytki, ale rozłożysty, tworzący liczne odrośla. Tu ziemia jest jeszcze prawie goła, choć zadomowiły się już mrówki. Trochę dalej rozciąga się wielogatunkowa łąka, co świadczy o wytworzeniu się już pewnej warstwy próchnicy i bogatszym życiu pełnym różnorodnych organizmów roślinnych i zwierzęcych.
 
A pan profesor po powrocie do Warszawy zlecił zbadanie pobranych próbek okazało się, że pan Gabriel miał szczęście trafiając na całkiem przyjazne środowisko skalne. Nie ma tu przekroczonych norm metali ciężkich, jedynie cynku jest trochę ponad miarę, natomiast podłoże jest kwaśne. Oznacza to, że rosnące tu rośliny są tolerancyjne co do gleby i przystosowały się do życia na hałdzie. Nierozwiązaną zagadką pozostaje zła kondycja róży pomarszczonej, która przecież lubi kwaśne podłoże. Ale za kilka lat pan Gabriel przekształci hałdę w jeszcze bogatszy park i coraz więcej roślin będzie się tu czuło dobrze.