Premiera: HGTV Home&Garden, niedziela o 9:20
Powtórka: patrz "o nas"

Rodzinny ogród pośród gór (odc. 741 / HGTV odc. 3 serii 2020)

dodano: 15.03.2020

Odwiedzamy Mazurówkę – rodzinny ogród, położony w okolicy Gorlic. To duże założenie, gdzie można pospacerować i zagubić się w zieleni. Ogród stworzyła rodzina państwa Mazurów, która teraz zgodnie w nim pracuje i korzysta z jego walorów.

Rodzinny ogród pośród gór (odc. 741 / HGTV odc. 3 serii 2020)

Odwiedzamy tym razem okolice Gorlic na południu Polski, nieco dziką krainę, z zielonymi łąkami, malowniczymi rzekami, jeziorami… Niedaleko słowackiej granicy, wśród łagodnych wzniesień, znajduje się ogród, w którym można cieszyć się bliskością przyrody, choć nieco uporządkowanej. Ceni się tu spokój, prostotę i szanuje lokalną roślinność.

 Posesja znajduje się w Beskidzie Niskim, w Uściu Gorlickim i leży na Małopolskim Szlaku Ogrodów, czyli założeń udostępnionych zwiedzającym. Ogród stworzyła rodzina państwa Mazurów: Lidia i  Andrzej oraz ich dzieci: Katarzyna i Maciej. Odwiedzaliśmy to przyjazne miejsce kilkukrotnie, doceniając zmieniające się jak w kalejdoskopie kolory… i widoki.

 Pan Maciej wspomina, że wszystko zaczęło się, gdy jego dziadek przekazał mu kawałek ziemi. Rodzina początkowo chciała postawić tu domek letniskowy, ale z czasem wszyscy uznali, że lepiej jednak postawić budynek całoroczny, by można było korzystać z tego miejsca zawsze. A pierwsze drzewa zaczęto sadzić gdy jeszcze nie było tego domu.

Twórcami ogrodu są wszyscy członkowie rodziny, wszyscy też w nim pracują. Pierwszą koncepcję naszkicowała pani Kasia Laudan, córka gospodarzy, a potem wszyscy ją dostosowywali i modyfikowali. Zmian było sporo, ale pan Andrzej podkreśla, że to dobrze – bo dzięki temu każdy członek rodziny miał swój wkład w tworzenie całości.  Dlatego miejsce to nazwano – od nazwiska rodziny: Mazurówką.

 Nie wszystkie pomysły udało się jeszcze zrealizować, ale miejsca jest jeszcze dużo: cała posesja ma powierzchnię 7 tys m kw. Leży na łagodnym, ciepłym, południowo-zachodnim zboczu, otaczają ją  głównie łąki i nieco luźnych zabudowań.

 Wjazd do ogrodu i dom znajdują się w niższym punkcie działki. Obok budynku rozciąga się  polanka z miejscem na ognisko, a obok – spory warzywnik i przylegający do niego sad. Dalej po ogrodzie prowadzą wijące się ścieżki, którymi można przespacerować się przez modrzewiowy lasek, dojść do labiryntu, potem zajrzeć na taras widokowy, do zakątka wypoczynkowego, odetchnąć na polanie z leżakami; potem dochodzi się do placu zabaw, altany, czy oczka wodnego.  Altanek i oczek wodnych jest tu kilka i kryją się  w gęstych nasadzeniach.

 A jak wygląda tu podział prac? Każdy pracuje w miarę swoich możliwości, ale pan Maciek podkreśla, że „dyrektorem” jest tu pan Andrzej. To właśnie pan Andrzej jest głównym ogrodnikiem, także wykonanie ogrodu to w większości jego praca.

W niezwykle upalny dzień ciężko siedzi się na słońcu, ruszamy więc na spacer po ogrodzie, co chwilę odkrywając kolejne jego zakamarki. W niewielkim zagłębieniu terenu kryje się altana, jeden z pierwszych obiektów wybudowanych w ogrodzie. Prowadzi do niej ścieżka, której towarzyszą kolorowe róże i gęste tuje. Żywopłoty i przesłony stanowią zresztą bardzo ważny element kompozycyjny ogrodu. Wytyczają romantyczne zakątki, gdzie można przysiąść i odpocząć. Łatwo tu zagubić się w zieleni i schować przez czyimś wzrokiem i na przykład delektować się zapachem jaśminowców.

 Z  kącika z zabawną kaczką docieramy skrótem na taras widokowy. Tu, u stóp białych pni brzóz, stoi ławka, która zaprasza, by rozkoszować się widokiem na góry lub na żółtolistne tawuły japońskie, pokryte chmurą różowych kwiatków. Obok posadzono jeszcze inne mało wymagające gatunki: pęcherznice, a nieco dalej – bordowe berberysy.

 Udajemy się potem do zakątka, który trudno dostrzec ze ścieżki. To „altana bez dachu” – nazwana tak, bo jej dach to plątanina pędów winobluszczu pięciolistkowego (Parthenocissus quinquefolia) – pnącza, które szybko rośnie, a jednocześnie jesienią potrafi wybarwiać się na niezwykle jaskrawe kolory. Przy okazji jest mało wymagające. Ażurowe ściany budowli tworzą ogromne miskanty olbrzymie (Miscanthus x giganteus) fantastycznie falują i szumią na wietrze… W naszym klimacie jest to najwyżej rosnąca trawa, może osiągać nawet cztery metry!

 W ogrodzie uwagę zwraca fakt, że tworzą go popularne gatunki. Pan Andrzej zdradza, że na początku planowano posadzić tu jedynie lokalne, okoliczne gatunki, ale to okazało się ogromnym wyzwanie, bo panują tu trudne warunki. Gleba ilasta, która dominuje w ogrodzie, jest bardzo specyficzna. Powstała z iłów, czyli skał zbudowanych z minerałów o niezwykle drobnej frakcji. W efekcie gleba ilasta jest niemal śliska w dotyku. Choć gleby takie są dość żyzne, mają też sporą wadę: ił jest nieprzepuszczalny, więc jeśli roślina ma cały czas korzenie w wodzie, to gnije. Tę cechę gleby właściciele zauważyli już wcześniej, w czasie zakładania ogrodu, gdy każde zagłębienie terenu zamieniało się w jeziorko.

 Dobrze się tu czują wierzby i olchy, a pod inne gatunki, które nie lubią iłu, trzeba było przygotować teren: nasypać więcej ziemi. Pod niektóre gatunki dosypano nawet półtora metra ziemi! Konieczność wykonania nasypów nie przestraszyła jednak gospodarzy, bo i tak planowano tu rozrzeźbienie terenu. Teraz na podwyższeniach rosną te rośliny, które lubią przepuszczalną glebę. Pojawiają się więc na przykład sosny, brzozy, jałowce czy dzikie róże.

Tam, gdzie nie ma podwyższonych rabat,  ilaste podłoże rozluźniono przekopując je z piaskiem i kompostem. W Mazurówce mało jest bylin, bo wymagają sporo wody, a także więcej pielęgnacji niż krzewy. Stanowią one dopełnienie kompozycji z krzewów – na przykład długi wał ognistych liliowców, rosnących u stóp wierzb. Są też połacie host, czyli funkii, gdzieniegdzie uwagę zwracają ostróżki czy floksy.

 A jaki klimat panuje na tym terenie? Zimą zazwyczaj jest mroźny i spada sporo śniegu, a chłody zaczynają się już w październiku. Pierwsze przymrozki pojawiają się bardzo wcześnie, a potem jest jeszcze miesiąc pięknej, złotej jesieni…

 Altana doskonale chroni prze upałem, ale pora ruszać dalej. Przy domu napotykamy na krzew, który jest potwierdzeniem słów pana Andrzeja o chęci sadzenia w ogrodzie lokalnych gatunków. To kłokoczka południowa (Staphylea pinnata). Ciekawostką jest fakt, że z drewna kłokoczki robiono kiedyś krzyżyki, a drewno wykorzystywano do okadzania chałup. Wierzono bowiem, że kłokoczka chroni przed demonami i zapewnia też spokój po śmierci. Latem, na pierwszy rzut oka krzew nie zwraca uwagi, ale na gałązkach pojawiają się śliczne zielone ‘baloniki’: to owocostany zawierające nasiono. Te jasnobrązowe koraliki wykorzystywano kiedyś do robienia paciorków – dlatego kłokoczkę nazywa się też ‘krzewem różańcowym’.

 Kolejnym ciekawym miejscem jest niewielki labirynt ze strzyżonego grabu. Nie jest wysoki i biegające po nim dzieci z pewnością się nie zgubią, ale jest świetnym miejscem do zabawy. Sam grab strzyże się dwa razy w roku, aby był ładny i gęsty. A tuż obok też geometrycznej formy – naturalistyczna łąka. Na niej, w gęstwinie traw i kwiatów, dostrzegamy nawet takie  rarytasy jak kukułka, zwana stoplamkiem (Dactylorhiza): to storczyk, który rośnie na mokrych łąkach. Tu, na glebie, która długo utrzymuje wodę, czuje się całkiem dobrze. Warto wiedzieć, że storczyki te objęte są w Polsce ochroną.

 Obok labiryntu i łąki zaczyna się niewielki lasek. Tu posadzono nieco sosen, a także sporo modrzewi. W ażurowym cieniu dobrze mają się wrzosy… są też całe kępy kwitnącej na żółto tojeści kropkowanej (Lysimachia punctata). Jej drobne kwiatki rozświetlają zagajnik przez wiele tygodni. Tojeść rośnie najlepiej w stale wilgotnym podłożu i trzeba ją kontrolować, bo potrafi być ekspansywna.

 W poszukiwaniu ochłody, udajemy się w kierunku oczka wodnego. W ogrodzie jest kilka niewielkich zbiorników, połączonych podziemnymi przepływami, a także  kanałami poprowadzonymi wzdłuż ścieżek. Pomimo upalnego lata, w największym oczku, którego pilnuje metalowa czapla, wody jest sporo.

 Jak powstał staw? W ile została wykopana niecka, a ił z kamieniami, pod wpływem wody zasklepił się, uszczelnił dno. Rośliny rosną dość swobodnie i same znajdują dla siebie miejsce. Jedynie lilie posadzono w doniczkach.  Przy okazji okazuje się, że w ogrodzie jest nieco kłopot z wodą, bo jest jej niewiele. Gospodarze zbierają ją z całego ogrodu, płynie wzdłuż chodników o oczka, a potem przydaje się do podlewania roślin. Część z nich – pomimo ogromnego obszaru – trzeba czasem podlewać… konewką.

Potem rozmowę przerywa nam kumkanie. Ten uroczy płaz to kumak górski (Bombina variegata). Jak zdradza gospodarz, jest ich tu sporo, a charakterystyczne kumkanie słychać najczęściej po deszczu.

 Przy okazji obserwacji kumaka, zwracamy uwagę na dużą ilość glonów w zbiorniku. To kwestia odczynu wody, który tutaj jest dość wysoki. Aby poprawić jakość wody, gospodarz próbował ją zakwasić. Rozcieńczony odpowiedni kwas octowy pomógł jedynie przejściowo: na dwa trzy dni glony opadły, ale podczas upału pojawiło się ich jeszcze więcej. Także olchowe szyszki pomogły na bardzo krótko… W efekcie najlepiej sprawdza się ręczne wybieranie glonów. Pan Andrzej używa do tego celu specjalnej siatki, a w upały musi przeprowadzać takie czyszczenie przynajmniej dwa razy w tygodniu. Na szczęście czynność ta nie zakłóca zbytnio harmonii w zbiorniku. Ryby czują się tu dobrze, podobnie jak rośliny. A wyciągnięte z wody glony trafiają na przykład na kompost.

 Do ogrodu wracamy jesienią, by przyjrzeć się barwnemu spektaklowi o którym wspominał pan Andrzej. Teraz widać więcej bylin: pięknie wyglądają  łany miododajnych rozchodników, są fioletowe astry, czyli marcinki i kosmosy.  Biało-różowymi kwiatami cieszą hortensje bukietowe, a pod nimi – rząd  funkii o pięknie przebarwionych na żółto liściach. Z daleka świecą jak słoneczka kwiaty rudbekii, a trawy ozdobne właśnie teraz wyglądają najefektowniej. Spory fragment rabaty zajmuje ekspansywna bylina miechunka rozdęta, zwana „chińskimi lampionami” (Physalis alkekengi). Pędy miechunki  są często ozdobą  suchych bukietów. Mało kto wie, że wewnątrz pomarańczowego balonika  kryje się niewielka czerwona jagoda, która nadaje się do jedzenia. 

 

Krzewy i drzewa powoli przybierają jesienną szatę: berberysy wyglądają niczym ogniste kule, na pomarańczowo przebarwia się klon tatarski odmiany ginnala, a winorośl japońska urzeka nienaturalną wręcz barwą swoich wielkich liści.

 Ogród państwa Mazurów odwiedzamy po raz kolejny w okresie, kiedy przyroda pozostaje jeszcze w uśpieniu. Nawet wtedy jednak w ogrodzie nie brakuje koloru – wystarczy zastosować odpowiednie rośliny. Świetnie nadają się do tego celu derenie: dereń rozłogowy ‘Flaviramea’ (Cornus sericea) o żółtych, nieco oliwkowych pędach, czy dereń biały ‘Sibirica’.

(Cornus alba). Najstarsze pędy tracą swoje wybarwienie, brązowieją… warto więc je mocno przyciąć, odmłodzić, by znowu wypuszczały pędy o intensywnym kolorze. A cięcia – nie tylko odmładzającego – jest w tym ogrodzie sporo…

 Aby ułatwić gospodarzom pielęgnację ogrodu, wybieramy się na zakupy w poszukiwaniu narzędzi. Wybieramy zestaw narzędzi akumulatorowych, cichszych niż spalinowe i bez konieczności podłączania kabla. 

 W ogrodzie zabieramy się za cięcie. W pierwszej kolejności trzeba usunąć jeno z drzew rosnące w warzywniku – to śliwa, która przestała już rodzić owoce. Teraz do warzyw dopuszczone będzie więcej światła, a drewno przyda się do wędzenia albo w ogrodzie – np. do budowy domku dla jeża na kolejny sezon. Trzeba też jeszcze przyciąć kilka gałęzi jodły, które uschły i zasypują igłami taras, a potem zostaje już tylko skrócenie pędów derenia przy ścieżce biegnącej wokół oczka wodnego oraz wycięcie suchych traw. Okazuje się, że wycinanie miskantów pilarką to sposób zacznie wygodniejszy i szybszy, niż sekatorem… Ścięte miskanty przydają się jako podpórki do roślin, jako płotki, do domków dla owadów, nawet do łuków i domków dla owadów.

 Po skończonej pracy wybieramy się jeszcze na przechadzkę po ogrodzie. Cieszą oko zimozielone akcenty, takie jak kępy azalii japońskich, dywanik z irgi, a także piękne pióropusze nie obciętych jeszcze traw ozdobnych czy kolorowe owoce na berberysach. Potem docieramy do miejsca, którego nie pokazywaliśmy latem: to ukończony już plac zabaw dla dzieci. Tworzą go dwa drewniane domki, wykonane przez lokalnego rzemieślnika, ustawione w czymś w rodzaju wielkiej piaskownicy. To rozwiązanie ładne, sprzyja zabawie, ale też bezpieczne, bo w razie upadku, dziecko przewraca się w miękki piach. Żeby piasek nie kusił licznych mieszkających w okolicy zwierząt, które mogłyby potraktować piaskownicę jak toaletę, dookoła gospodarze stosują zapachowe repelenty. A wyjątkowo szerokie deski ogrodzenia placu wykonano z modrzewia syberyjskiego – bardzo trwałego drewna.

 

Dodaj do Facebook Twitter Blip Digg
wyślij znajomemu
100%
0%
oceń artykuł
Komentarze na forum
komentarze autor
Brak komentarzy na forum.

Poprzedni odcinek

Ogrodowy spektakl trwa (odc. 740 / HGTV odc. 2 seria 2020)

Ogrodowy spektakl trwa (odc. 740 / HGTV odc. 2 seria 2020)

W tym odcinku gościmy w Tarnowie. Teren ten jest określany przez meteorologów jako polski biegun ciepła. Panujące tu wysokie temperatury i dość długie lato,...

więcej »
Ocena
100%
0%
Facebook Twitter Blip Digg
 

Porady

Metamorfoza tarasu (fragment odc. 722)

Metamorfoza tarasu (fragment odc. 722)

Oto mała metamorfoza tarasu w ogrodzie w Mieruciach.

więcej »
Ocena
75%
25%
Facebook Twitter Blip Digg
 

Maja poleca

'Zintegrowane gospodarowanie wodami opadowymi' - polecamy szkolenie!

'Zintegrowane gospodarowanie wodami opadowymi' - polecamy szkolenie!

Oto interesująca propozycja dla specjalistów: architektów, urbanistów oraz urzędników! Już w przyszłym tygodniu we Wrocławiu odbędą się szkolenie i warsztaty...

więcej »
Ocena
100%
0%
Facebook Twitter Blip Digg