Z pasji bycia cieślą (odc. 742 / HGTV odc. 4 serii 2020)
dodano: 22.03.2020
Odwiedzamy ogród położony na północ od Białegostoku. Całość ma wyjątkowo swojski klimat – przede wszystkim za sprawą rustykalnej zabudowy pachnącej dymem i żywicą, i towarzyszących jej kompozycji bylinowych w stylu babcinego ogródka. Na aurę tego miejsca wpływa też bliskości natury, ponieważ działka wtulona jest w dziki, sosnowy las.    
Z pasji bycia cieślą (odc. 742 / HGTV odc. 4 serii 2020)

Znajdujemy się w sercu Podlasia. Odwiedzany przez nas ogród położony jest niespełna dwadzieścia kilometrów na północ od Białegostoku. Spotykamy się z gospodarzami Anną i Zbigniewem Sochoniami, ich córkami Martą i Magdaleną oraz wnuczką Zosią. Ogród ma wyjątkowo swojski klimat – przede wszystkim za sprawą rustykalnej zabudowy pachnącej dymem i żywicą i towarzyszących jej kompozycji bylinowych w stylu babcinego ogródka. Na aurę tego miejsca wpływa też bliskości natury, ponieważ ogród otulają lasy.

 Sam ogród powstaje od przeszło dekady. Pomysły rodzą się w głowie jego właściciela i nie widać ich końca… Pan Zbigniew zna te tereny od dzieciństwa, od zawsze tu mieszkał. Wspomina, że kiedyś tu wszędzie był las, potem pojawiła się tu łąka, gdzie pasły się krowy…

 Pierwszym budynkiem, jaki powstał na terenie posesji była drewniana wiata. Służyła do spotkań i zabawy, bo działka ta od zawsze miała charakter rodzinny i rekreacyjny.

 Siedlisko ma przeszło hektar powierzchni, a jego centralną część wypełnia murawa.

Wejście do ogrodu prowadzi od wschodu. Po prawej stronie mijamy nowo wybudowaną wiatę na imprezy dla gości. Natomiast z lewej znajduje się rodzinny zakątek biesiadny z wiatą, placykiem do grillowania i altaną. Tutaj pod sosnami jest domek Zosi na drzewie, a w południowej części ogrodu wiata z kolekcją narzędzi ciesielskich. Od altany przez wierzbową bramę prowadzi ścieżka do lasu. Pod zachodnią ścianą drzewostanu znajduje się staw i sauna. Północny skraj siedliska wypełnia część użytkowa z wędzarnią, domkiem pszczelarza, pasieką i sadem.

 Zaczynając gospodarowanie w tym miejscu, państwo Sochoniowie nie znali się na ogrodnictwie, nie mieli też sprecyzowanego planu na cały ogród. Wszystko powstawało stopniowo i powoli. A stolarstwo i ciesielstwo to hobby gospodarza. Tu mógł się mu poświęcić, a ogród stał się uzupełnieniem tej pasji i dopełnieniem architektury.

 Dzisiejszy ogród jest spontaniczny, zgodny z tradycją ogrodów wiejskich. Rabaty roślin ozdobnych skupione są przede wszystkim wokół drewnianych budowli, które stylem nawiązują do dawnych podlaskich wzorców. Od wiosny do jesieni jest tu sporo kwiatów. Pod koniec lata w pełni rozkwitu są floksy wiechowate, jeżówki i rudbekie. Nie brakuje słoneczniczków. Stanowiska są przeważnie słoneczne, więc dobrze radzą sobie na nich ciepłolubne krzewy – budleje, do których chmarami przylatują motyle. Budleje ładnie harmonizują z malwami na tle drewnianej zabudowy. Są też gatunki rzadko spotykane. Jednym z nich kletra, orszelina olcholistna (Clethra alnifolia) – krzew o atrakcyjnych, pięknie pachnących kwiatach. Są one miododajne. Choć może być wrażliwa na mróz, to pan Zbigniew ma sposób na takie gatunki: sadzi okazy bardzo młode i kilka pierwszych sezonów okrywa je na zimę.

 Kletra dobrze się tu czuje, bo służy jej stale wilgotne podłoże. W naturze wybiera miejsca na brzegach strumieni czy przy mokradłach, a pochodzi ze wschodniej części Ameryki Północnej. Wymaga gleby żyznej, wilgotnej, ale przepuszczalnej.

 Najstarsze drzewa i krzewy ozdobne mają dziś około 10 lat. Podziwiamy kilkumetrowy tulipanowiec i równie okazały klon palmowy (Acer palmatum). Oba gatunki są w znakomitej kondycji pomimo surowego klimatu. Podobnie jak orszelinę sadzono je jako niewielkie drzewka. Kluczem do sukcesu jest wybór prawidłowego stanowiska. Pomimo palącego słońca listki klonu nie mają przesuszonych końcówek, co świadczy o tym, że w podłożu jest sporo wilgoci. Dawniej były tu mokre łąki, poza tym klonom sprzyja zaciszne miejsce, ponieważ od zachodu i południa ogród osłaniają lasy.

 Rośliny ozdobne pojawiają się w ogrodzie w rozmaity sposób. Część pochodzi ze szkółek, a niektóre pozyskano przypadkowo. Pan Zbigniew prowadzi firmę wodociągową i kiedy gdzieś w terenie, podczas robót ziemnych, trzeba usunąć krzew lub drzewo, często ratuje je przywożąc i sadząc u siebie. Tak między innymi powstała monumentalna brama z wierzby kruchej (Salix fragilis). Drzewa przeleżały dwa sezony, czekając na odpowiednie miejsce dla siebie, aż w końcu pan Zbigniew zabetonował je w ziemi i powstała brama. Co niezwykłe, po dwóch latach jedno z drzew „obudziło się” i na nowo wypuściło liście.

 Miejsce jest mocno związane z tradycjami rodzinnymi, o czym świadczy jego urocza nazwa: Kiszukówka. Pochodzi ona od panieńskiego nazwiska babci. A tabliczka z nazwą ogrodu zawisła, gdy jeszcze niemal nic tu nie było… Teraz to miejsce to świat gospodarza, w którym córki i żona gospodarza czują się jak w zaczarowanej krainie, gdzie odzyskują siłę i spokój.

 W tak dużym ogrodzie nie mogło zabraknąć wody. Bajkową scenerię uzupełnia sadzawka pod lasem. Zbiornik ma około 200 m kw powierzchni i półtora metra głębokości. Woda jest w nim w ciągłym ruchu. Krąży w obiegu zamkniętym przelewając się przez kamienne progi kaskad, a także wylewając się z rur i rynien, powstałych z drążonych pni.

 Część zbiornika, z płytką wodą, może posłużyć jako do chłodzącego brodzenia, ale pełni też ważną funkcję. To filtr piaskowy: jest tu kilka warstw piasku i żwiru o odpowiedniej granulacji. Woda przesiąka przez te warstwy, zbiera się w rurach drenarskich i czysta wpływa do oczka. Pan Zbigniew zdradza, że pracował kiedyś w wodociągach, gdzie obserwował proces oczyszczania wody. Tu mógł skorzystać ze swoich doświadczeń.

 Oprócz filtra, jest tu jeszcze kaskada, która napowietrza wodę oraz pompa, która też porusza wodę.

 Obecność otwartego zbiornika wodnego w ogrodzie jest nieoceniona. Wabi rozmaite zwierzęta, niejednokrotnie będąc dla nich domem. Parująca z powierzchni woda skutecznie nawilża powietrze poprawiając mikroklimat otoczenia. Brzegi oczka są dość strome, a więc trudne do pokonania dla niektórych zwierząt. Dlatego poukładane są tu drągi, po których mogą dojść do wody, napić się i bezpiecznie wyjść. Jednocześnie podtrzymują też konstrukcję umacniającą brzeg.

 Na jednym z bali znajdujemy wylinkę zaskrońca. Ponoć tych niegroźnych węży jest tu dużo, a trapy z konarów przy brzegach służą im do przemieszczania. Nad stawem unosi się przyjemny zapach tataraku i mięty. Tatarakiem obsadzone są brzegi zbiornika, natomiast miętę długolistną (Mentha longifolia) znajdujemy tuż obok przy saunie. Pięknie zdobi drewnianą zabudowę. Gospodarze wykorzystują ją też w kuchni.

 Z pomostu przy saunie rozpościerają się widoki na staw i cały ogród. Zaplecze budynku znajduje się po stronie południowej. Tutaj architekturę zdobi winorośl, której owoce zaczynają dojrzewać. Zakątkowi dodają uroku korale jarzębiny, które utrzymują się do późnej jesieni.

 Uroku całości dodaje architektura: ma ona ładną formę i jest świetnie wykonana. Najważniejszym budulcem wszędzie jest drewno, nawet wykorzystano je do zrobienia dachówek. Konsekwencja w doborze materiałów i wykończenia architektury jest wzorowa. Pokrycia dachowe wszystkich budowli wykonane są z tak zwanego wióru osikowego – deseczek półcentymetrowej grubości, struganych z topoli osiki. Mówi się, że nie jest to zbyt cenne drewno, ale w takiej zabudowie dobrze się sprawdza. Gdy nie ma styczności z ziemią ani wilgocią, może być trwałe. Dlatego właśnie robi się wiór osikowy, bo musi być wentylowany, nie zaizolowany. Fachowcy mówią też, że gdy osika rośnie na mokrym terenie, to wiór osikowy jest znacznie wytrzymalszy.

Wiór osikowy układa się na dachach warstwami od 6 do 9 deseczek, co daje prawie pięciocentymetrową grubość pokrycia. Warto też wiedzieć, że drewno do tego zastosowania pozyskuje się zimą, a wiór struga wzdłuż włókien z mokrego materiału. W takim też stanie układa się go na dachach. Wtedy idealnie dopasowuje się do rozmaitych krzywizn i można nadawać pokryciom fantazyjne kształty. Suchy nie nadaje się do układania. Aby zwiększyć trwałość drewna można je zaimpregnować.

 Do urządzania ogrodu pan Zbigniew wykorzystuje materiały, które ma właściwie w zasięgu ręki. Czerpie ze wszystkiego co daje mu natura. Pięknie wygląda na przykład uroczy płot w lesie. Trochę dzieli przestrzeń, wyznacza przebieg ścieżki…A wykonany jest z nieokorowanych brzozowych palików. Wyglądają bardzo ciekawie, bo stoją one pod… brzozami. Wszystko jest spójne i pasuje do siebie. No i używanie lokalnych materiałów, jak naturalny kamień czy drewno, scala je z krajobrazem.

 Patyki i konary o najdziwaczniejszych formach są ulubionym budulcem gospodarza. Podziwiamy domek, który wykonał własnoręcznie, na zapleczu wiaty w sosnowym lasku, dla wnuczki Zosi.

 Panu Zbigniewowi trudno usiedzieć na miejscu, ma nowe pomysły, a robota dosłownie pali mu się w rękach…. Ostatnio przygotowywał na przykład podporę pod pnącza, mocuje boczne jej „piętra” na tzw czopy. A główny słup konstrukcji został okorowany, a potem jest opalany. Opalanie drewna tworzy na jego powierzchni patynę, odporną na warunki zewnętrzne. Przy okazji ogniem niszczymy grzyby pasożytnicze, ich zarodniki i również występujące w szczelinach szkodniki. Opalanie drewna jest najstarszą ze znanych metod impregnowania jego powierzchni. W ogrodzie znajdujemy na przykład donice drążone w pniach, opalane jest ich wnętrze i ranty, przy czym te są jeszcze przeszlifowane. Na rabatach dostrzegamy też zwęglone fragmenty pni, które efektownie kontrastują z zielenią paproci. Ozdoby z konarów i pni wypalane są w ogniskach. Pan Zbigniew robi to najczęściej zimą i wczesną wiosną. W tym samym czasie przycina też drzewa i krzewy.

 Kiedy ponownie pojawiamy się w ogrodzie, właśnie prześwietla koronę wierzby kruchej. Zwykle o tej porze wierzby są ogławiane. Jednak w tym egzemplarzu gospodarz nie chce pozbywać się wszystkich żywych gałęzi. Gałęzie pozostające po cięciu gospodarz planuje rozdrabniać. Do tego przyda się rozdrabniarka elektryczna, a do takiego sprzętu trzeba też dokupić przedłużać. Do ogrodu powinien mieć on odpowiednią klasę szczelności IP. Mówi ona o wodoszczelności i pyłoszczelności danego urządzenia. Na przykład kamery do monitorowania ogrodu powinny charakteryzować się bardzo wysokimi parametrami szczelności i odpornością na zmienne warunki atmosferyczne (IP 65).

 Na jednej z budowli elektryk instaluje system monitorowania z funkcją oświetlenia LED. Urządzenie ma sygnalizację zarówno optyczną jak i akustyczną, której zadaniem będzie odstraszanie między innymi dzików i jeleni. Pan Zbigniew doprowadza ujęcie prądu do rozdrabniarki za pomocą przedłużacza. Natomiast kabel do podłączenia maszyny wykonuje dla niego elektryk ze specjalnie dobranych komponentów. Przewód o żyłach przekroju 1,5mm kwadratowego ma elastyczną izolację, do tego bardzo odporną na przecięcia i przetarcia. Odpowiednie są również gniazdo i wtyczka: gdyby gniazdo i wtyczka leżały niezabezpieczone, otwarte na ziemi, mogłoby to grozić porażeniem, zwarciem; dlatego stosuje się gniazda szczelne. Wtyczka rozdrabniarki tworzy z gniazdem nowego kabla połączenie hermetyczne. Dzięki temu jest bezpieczne dla użytkownika sprzętu, nawet w przypadku deszczu.

 Rozdrabniarka pochłania gałęzie jedna po drugiej. Radzi sobie nie tylko, ze świeżo ściętą wierzbą. Zamienia w wióry twardą, i nawet dość grubą brzozę. Uzyskane tym sposobem zrębki pan Zbigniew wykorzystuje do ściółkowania rabat.