Anielskie Ogrody (odc. 749 / HGTV odc. 11 serii 2020)
dodano: 10.05.2020
Odwiedzamy niezwykły ogród: ekologiczny, permakulturowy, gdzie królują apetyczne warzywa. Całość wygląda nieco magicznie i tajemniczo, ale nie brakuje i nowoczesnego akcentu, jakim jest ogrzewana słońcem kopuła.
Anielskie Ogrody (odc. 749 / HGTV odc. 11 serii 2020)

Prezentowany dzisiaj ogród wydaje się być obszarem pełnym magii. Intrygujące kręgi, łuki, krzywizny i koło otoczone pomarańczowym pierścieniem, dalej ogrzewana słońcem, tajemnicza kopuła…. Czarodziejami są tutaj  Kamila i Bogdan Kasperscy.  Ale daleko im chyba do magii, a bliżej do raju, bo nazwa ich gospodarstwa  to Anielskie Ogrody. Cały teren jest odzwierciedleniem  ich gustu i potrzeb rodziny, z zachowaniem szacunku dla przyrody.

 Ogród znajduje się w Budachowie – wsi położonej w województwie lubuskim, 50 km od Zielonej Góry. Odwiedzamy to miejsce przy końcu lata i zachwycają nas rabaty wypełnione nie kwiatami, a warzywami.

 Za półhektarowym ogrodem Kamili i Bogdana  rozciągają się pola uprawne i sosnowe lasy.  W każdym zakątku ogrodu znajdujemy moc zapachów ziół i kwiatów, obfitość warzyw. Spokój i cisza. 91-letnia babcia Kamili, Aniela Bachorska, zbiera właśnie fasolę Jaś do zimowego suszenia. To właśnie od imienia babci, która mieszka tu od ponad 60 lat, ogród nosi nazwę Anielskie Ogrody. Jednak najmłodsze pokolenie swoją przygodę z ogrodnictwem rozpoczęło zaledwie 10 lat temu. Gospodarze porzucili miasto i osiedlili się tutaj z potrzeby powrotu do korzeni, chcieli poczuć pory roku, być związanymi z naturą, przyrodą.

 Początki tego miejsca to płaski ogród, tworzony jeszcze w okresie, gdy właściciele mieszkali w Warszawie. Dopiero później zaczęli go „wypiętrzać”.

 A jak wygląda ogród obecnie? W  pierwszej części działki, tuż przy drodze, znajduje się dom, szopa i stodoła z pomieszczeniem dla gości. Za nią znajduje się placyk wypoczynkowy. Idąc dalej napotykamy na dwa tunele foliowe, skrzynie z ziołami i kurnik z długim wybiegiem. Niedaleko stąd do kolistego warzywnika oraz katalpy otoczonej kręgiem hortensji. Obok posadowiony jest sferyczny namiot. W rogu działki znajduje się brzozowa altana, a dalej  szereg wałów i wyniesionych rabat z warzywami.

Tereny, na których leży Budachów, od lat borykają się z ogromną suszą. Do tego  gleba jest tu słaba. Stąd zainteresowanie Kamili i Bogdana permakulturą, która propaguje uprawę naśladującą procesy przebiegające w naturze. Cały materiał roślinny pozostaje w ogrodzie,  stosuje się ściółki, zakłada wały permakulturowe i podwyższone rabaty. Dzięki nim oszczędza się wodę i jest mniej pracy. 

 W tym ogrodzie nie ma typowych kompostowników, czyli pojemników, do których wrzuca się odpady organiczne. Są za to wielowarstwowe wały permakulturowe. Bogdan zbiera z nich dojrzałe już  dynie i kabaczki. Na innym wale, na którym rośnie papryka, dokładamy ściółkę z pokrzyw, dość cienką warstwą, by przeschła. A pokrzywa zwyczajna (Urtica dioica) to roślina, której w tym ogrodzie… zawsze brakuje. Dlatego gospodarze często ścinają ją gdzieś w okolicy. Jest jednocześnie ściółką i nawozem.

 Oprócz  pokrzyw, w ogrodzie glebę ściółkuje się chwastami, wyrywanymi i rzucanymi w miejscu gdzie rosły, a także korą czy zrębkami. Dobrą ściółką jest również słoma, którą co roku po żniwach Bogdan kupuje od rolników.

   Niemal każda wyniesiona rabata to tak zwana górka permakulturowa – większość warzyw na takiej właśnie rabacie jest tu uprawiana. A jak dokładnie wygląda klasyczny wał permakulturowy? Na jego dnie znajdują się gałęzie, na to warstwa obornika, kolejna warstwa to ziemia kompostowa, a ostatnia warstwa to ściółka. Chodzi o to, by wewnątrz wału zachodził tzw. proces trawienny: wał jest ciepły i odżywia rośliny od środka. Dobrze też trzyma wilgoć i stale pracuje.

 Dodatkowo gospodarze stosują też gnojówkę z pokrzyw z dodatkiem wrotyczu. Nie pachnie ona ładnie, ale ma sprawdzone działanie. Rozcieńczona z ciepłą, odstaną wodą wykorzystywana jest np. pod paprykę.

 W końcu ogrodu zadziwiają potężne, wkopane w rabatę dębowe pnie. Okazuje się, że stoją tu specjalnie dla jelonków rogaczy (Lucanus cervus) – pięknych, dużych chrząszczy. Gospodarze zauważyli, że chrząszcze występują w ogrodzie i chcieli zapewnić im optymalne siedlisko. Dorosłe owady żywią się sokiem zdrowych dębów, które rosną w okolicy, larwy natomiast potrzebują do rozwoju murszejącego drewna pniaków i korzeni.

 Bogdan jest doskonałym fotografem i kronikarzem ogrodu. Śledzi z kamerą i aparatem również wspomniane jelonki rogacze. Samce wyposażone są w piękne żuwaczki, przypominające poroże jeleni. Wiosenna rójka rozpoczyna się walkami samców o partnerkę.  

 W okolicy dębowych pni, wśród krzewów, Bogdan  zbudował  domki dla jeży, czyli jeżowniki.

W końcu ogrodu jest także kąt do wytchnienia po ogrodowej  pracy. To altana ocieniona brzozami, z przystosowanymi do siadania  dębowymi kłodami.  Całość powstała 10 lat temu – najpierw wytyczono  koło o promieniu  2 metrów, potem obsadzono je brzózkami, a kiedy trochę podrosły, wstawiono dębowe fotele. 

 W pobliżu widać  też inne pomysły na zagospodarowanie  drewna – na przykład  obrzeża rabat ze starych słupków ogrodzeniowych. Jest też imponujących rozmiarów „dom” dla owadów, a także gadów i płazów: są tu zaskrońce, ropuchy… Całość powstała z rozmaitych patyków, jakie w większości ogrodów trafiają np. na kompost. Tu tworzą ścianę, która przy okazji może też służyć jako podpora dla roślin.

 Właściciele ogrodu, planując rabaty, zawsze myślą, jak do końca sezonu zapewnić pożywienie owadom. Późnym latem kwitnie liliowa perowskia, którą kochają pszczoły. Wszędzie,  gdzie się da, Kamila wysiewa  łąkę kwietną.  Miesza przy tym przeróżne nasiona kwiatów. Co wzejdzie i zakwitnie  jest zawsze niespodzianką – ważne, by służyło bioróżnorodności w ogrodzie. Obowiązkowym gatunkiem są aksamitki rozpierzchłe (Tagetes patula).  Szczególny zapach tych roślin jest sprzymierzeńcem ogrodników, bowiem skutecznie odstrasza nicienie glebowe, gryzonie oraz krety.

 Powróćmy teraz do kolejnych pomysłów na uprawę warzyw. Jednym z nich jest uprawa w balocie siana. Jeden z nich leży już 5 lat i co roku sadzone są w nim inne rośliny. Gospodyni szacuje, że ten posłuży jeszcze rok lub dwa lata, a w kilku miejscach ogrodu widzimy także nowe baloty, przygotowywane pod koniec lata na kolejny sezon, otoczone – kupowanym w rolce – płotkiem z łupanej leszczyny.

 Budowa takiej balotowej grządki nie jest skomplikowana. Z balotu wyjmuje się nieco siana, wsypuje ziemię kompostową i już można posadzić ogórki, cukinie, dynie…w tym roku są to arbuzy. Rośliny mają ciepło i wilgotno i czują się świetnie. Arbuzy (Citrullus lanatus) już dojrzały i aż proszą się o zerwanie.

 Anielskie Ogrody w Budachowie są gospodarstwem ekologicznym, mającym na koncie wiele nagród za prośrodowiskowe działania. Kamila i Bogdan, oprócz bliskiej naturze uprawie roślin, starają się stosować  polecane przez ruch permakulturowy budowle. Na przykład sferyczny namiot, zwany kopułą geodezyjną, zasilany panelami fotowoltaicznymi. Wczesną wiosną i jesienią służy on do upraw, a w środku lata – do suszenia ziół. A czemu akurat taki kształt? Kopuła wytrzymuje bardzo silne podmuchy wiatru i szybko się nagrzewa.

 W upalny dzień wewnątrz kopuły temperatura sięga 40 stopni Celsjusza. Suszenie więc przebiega w niej w sposób naturalny. Wystarczy rozłożyć zioła i liście warzyw na podczepionych do kopuły 8-poziomowych składanych suszarkach. Nocą i w chłodniejsze dni wykorzystuje się darmowy  prąd z paneli fotowoltaicznych, który podgrzewa kamienne blaty, na których suszą się zioła i śliwki, a  nagrzana słońcem ceglana podłoga oddaje ciepło.

 Ogród warzywny zajmuje większą część tej półhektarowej działki, są jednak zakątki kwiatowe. Latem najefektowniejsze jest hortensjowe koło o promieniu 5 m, złożone z 24 krzewów, z dorodną  katalpą pośrodku. Właściciele niemal co roku dokupują nowe odmiany, a są tu głównie hortensje bukietowe – pani Kamila wyjaśnia, że tylko one wytrzymują tak bardzo duże nasłonecznienie, jakie panuje w ogrodzie. Czasami wymagają one podlewania, ale najważniejsze jest ściółkowanie trocinami i korą, które zakwaszają ziemię. A pierwsze były tu hortensje bukietowe 'Limelight' (Hydrangea paniculata) o sztywnych pędach, tworzące coś w rodzaju żywopłotu. Są co roku cięte na 2-3 oczka.

 Bogdan ma pomysł na założenie nowej  skrzyni z warzywami  i ziołami. Skrzynia bez dna jest już  w 2/3 wypełniona materiałem organicznym. Zdziwienie budzą dębowe pnie wstawione w jej środek – były tu pierwsze i Bogdan  nie chcąc ich usuwać,  postanowił wkomponować  je w nową rabatę. Materiał organiczny jest potem opryskiwany użyźniaczem glebowym, który jest przeznaczony do resztek pożniwnych. Gospodarz chce to wszystko bardziej zaktywizować, więc stosuje aktywator kompostowy.

Rozpoczynamy układanie kolejnych warstw – najpierw żytnią słomę, którą dobrze ugniatamy ją stopami. Dalej, nie za grubo, wysuszone pędy pokrzyw. Potem wysypuje się ok 5 cm warstwę ziemi kompostowej. Na to wysypuje się wermikult, czyli ekspandowaną mikę. Ten minerał bardzo dobrze trzyma wodę. Całość się miesza, a potem znowu  układamy warstwę  słomy, która po pewnym czasie zamieni się w próchnicę i  będzie źródłem  cennych składników pokarmowych.  Na końcu wysypujemy  pozostałą ziemię kompostową i całość podlewamy.

 W skrzyni Bogdan posadził różne odmiany sałaty, kapustę, a żeby było kolorowo, rabatę urozmaicił przetacznikiem kłosowym i mrozami. To ostatnia tego lata, założona od podstaw, skrzynia. Pozostałe, w różnych rozmiarach, zarosły ziołami i kwiatami. Bogdan zadowolony jest ze skrzyń z betonu, które wyglądają jakby wykonano je z drewna i pomalowano farbą. Wypróbowuje różne  materiały, a swoimi uwagami dzieli się w mediach społecznościowych i na organizowanych przez siebie warsztatach.

 W sąsiedztwie ziołownika,  pod  kwitnącym sklepieniem z tysiącami kwiatków pnącego się rdestu Auberta (Fallopia aubertii), spacerują na wybiegu szczęśliwe kury.

 Przystajemy ponownie w kolistym warzywniku, który ma promień aż 7 metrów. Teraz gospodarze zdradzają, że wszystko planują mniej więcej rok wcześniej: trzeba myśleć o zmianowaniu, przygotowaniu stanowisk… wały permakulturowe najlepiej buduje się w sierpniu czy wrześniu, bo wtedy jest najwięcej na nie materiału. Co ciekawe, gospodarze mają też dokładnie policzone ile których warzyw będą potrzebować dla wyżywienia całej 4-osobowej rodziny. A kolisty układ warzywnika podyktowany jest względami praktycznymi: pośrodku jest źródło wody i tak najłatwiej jest wszystko nawadniać.

 Gospodarze zaobserwowali też, że większość szkodników porusza się w linii prostej, więc koliście zaplanowane nasadzenia są dla nich... mylące.

 Nasz pobyt w Anielskich Ogrodach kończymy przysiadając cieniu pergoli ze wszystkim właścicielkami ogrodu. Najstarsza gospodyni, pani Aniela, przyznaje, że ogród zmienił się całkowicie, a dwie młodsze panie ciągle tu pracują, korzystając z doświadczeń wszystkich trzech pokoleń.